Amerykańska zbrojeniówka nie może narzekać na Donalda Trumpa. Minął zaledwie rok od rozpoczęcia jego drugiej kadencji, a amerykański przemysł zbrojeniowy już wziął na tapet dwa niezwykle ambitne i drogie projekty, których inicjatorem jest sam Trump. Pierwszy z nich to nowa generacja pancerników, które mają nawiązywać do ikonicznych okrętów US Navy z czasów II wojny światowej.
Drugi pomysł Trumpa to tzw. Golden Dome, czyli tarcza antyrakietowa rozciągająca się nad całymi Stanami Zjednoczonymi. Amerykański prezydent wspomniał o tej inicjatywie podczas wystąpienia w Davos, gdzie porównał ją do izraelskiego systemu Iron Dome, czyli Żelaznej Kopuły. Trump zauważył jednocześnie, że izraelskie rozwiązanie zbiera laury, które należą się Ameryce, bo według niego jest to system oparty w całości na technologii USA. To nieprawda.
Iron Dome to system obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu, zaprojektowany do niszczenia pocisków artyleryjskich, moździerzowych i rakietowych z odległości od 4 do 70 km. W tym roku Żelazna Kopuła będzie obchodzić już 15. rocznicę swojego działania i w tym czasie zaliczyła ponad 5 tys. przechwyceń przy imponującej skuteczności sięgającej aż 90 proc.
Broń unikalna w skali całego świata
To, co wyróżnia ten system, to sposób działania. Żelazna Kopuła nie niszczy wszystkich wrogich celów, a jedynie te, które faktycznie mogą uderzyć w chroniony obiekt — miasto czy bazę wojskową. System ignoruje wrogie pociski, które nie zbliżą się do chronionych obiektów i spadną poza tereny zamieszkane. Dzięki temu Żelazna Kopuła może skupić się na likwidacji rzeczywistych zagrożeń, zapewniając niezwykle wysoki poziom bezpieczeństwa chronionemu obszarowi.
Israel Defense Forces & Nehemiya Gershuni-Aylho / wikimedia
Iron Dome
W przeciwieństwie do innych systemów obrony przeciwlotniczej, Żelazna Kopuła została też zaprojektowana z myślą o działaniu w rozproszeniu. Każda wyrzutnia, wyposażona w 20 pocisków przechwytujących, działa niezależnie, wykorzystując szyfrowaną komunikację bezprzewodową. Dzięki temu jedna bateria jest w stanie chronić obszar ok. 150 km kw. i może być przerzucana w rejony, gdzie akurat jest potrzebna obrona izraelskiego nieba.
Nie będzie przesadą stwierdzenie, że Iron Dome to obecnie jeden z gwarantów bezpieczeństwa izraelskich obywateli, a jego imponująca skuteczność jest doceniana na całym świecie.
Nie jest jednak prawdą, że ten sukces to w 100 proc. zasługa amerykańskiej myśli technologicznej. System ten narodził się w głowie izraelskiego gen. bryg. Daniela Golda i początkowo powstawał bez żadnego wsparcia ze strony Stanów Zjednoczonych. Do projektu włączono izraelski koncern Rafael Advanced Defense Systems. Z kolei nad oprogramowaniem miała czuwać izraelska firma mPrest Systems. Prace przebiegały wyjątkowo sprawnie i już po czterech latach Żelazna Kopuła (początkowo nazwana Golden Dome, być może na część jej inicjatora) osiągnęła gotowość bojową.
— Pod względem możliwości, szybkości działania i celności na świecie nie było żadnego innego systemu tego typu. Czuliśmy się, jakbyśmy zrobili coś zupełnie nowego — wspominał później Eyal Ron, menadżer w mPrest.
Pierwsze dwie baterie powstały w oparciu o finansowanie samego Izraela i dopiero potem do prac dołączyły Stany Zjednoczone, które w latach 2011 — 2021 dołożyły do tego projektu kwotę 1,6 mld dol. W zamian Pentagon chciał uzyskać przynajmniej część praw do technologii, na której opierała się praca całego systemu, co również pokazuje, że słowa Trumpa o Żelaznej Kopule jako stuprocentowym systemie USA są zwyczajnym kłamstwem. Dziś Stany Zjednoczone uczestniczą w produkcji różnych komponentów tego systemu, w tym pocisków przechwytujących Tamir.
USA chcą mieć równie skuteczną tarczę antyrakietową
Podczas wystąpienia w Davos, Donald Trump przypomniał też o projekcie Złotej Kopuły, która według niego będzie jeszcze bardziej imponująca niż izraelski system. I jeśli uda się ją zbudować i będzie tak skuteczna, jak jej izraelski odpowiednik, to będzie można przyznać mu rację. Jak podaje firma Lockheed Martin, która ma zrealizować ten niezwykle ambitny pomysł, system Złotej Kopuły ma być wielowarstwową ochroną amerykańskiego nieba poprzez automatyczne wykrywanie i przechwytywanie wrogich pocisków na różnych wysokościach.
Firma nie ukrywa też, że stoi przed tytanicznym zadaniem. Porównuje to przedsięwzięcie do Projektu Manhattan, czyli budowy pierwszej bomby atomowej w historii. Koncern dodaje, że Złota Kopuła będzie początkowo oparta na sprawdzonych, już dostępnych, rozwiązaniach. A w przyszłości technologiczna warstwa tego systemu ma być rozwinięta o rozwiązania hipersoniczne, a nawet specjalne platformy obronne umieszczone na okołoziemskiej orbicie.
Największym problemem amerykańskiej inicjatywy jest jednak obszar, który ma chronić system Golden Dome. W przeciwieństwie do niezbyt dużego Izraela, który pod względem swojej powierzchni jest idealnie skrojony pod możliwości systemu Iron Dome, Stany Zjednoczone są ogromne. To jeden z największym krajów na świecie. Mówimy tu więc o ochronie gigantycznego terytorium. Na dodatek przed praktycznie każdym rodzajem zagrożenia z powietrza — od pocisków manewrujących po pociski balistyczne.
Jak mówią eksperci, taka wielowarstwowa, zintegrowana ochrona będzie niezwykle trudna do zbudowania, nie mówiąc już o jej kosztach, które mogą wynieść ponad 500 mld dol. w perspektywie kolejnych 20 lat. Trump chciałby też, aby Złota Kopuła powstała jeszcze za jego kadencji, ale nie ma na to najmniejszych szans. W tym czasie być może uda się stworzyć, co najwyżej, jakąś małą część tego kompleksowego systemu.
Tu pojawia się też kwestia Grenlandii i amerykańskiej bazy Pituffik na południu wyspy. Znajduje się ona w idealnym miejscu do szybkiego przesyłania ogromnych ilości informacji do satelitów, które w przyszłości mają być integralnym elementem Złotej Kopuły. Grenlandia stanowiłaby też doskonałą lokalizację dla amerykańskich pocisków przechwytujących.
WOJTEK LASKI / EAST NEWS / East News
Międzykontynentalny pocisk balistyczny na platformie w Moskwie
Projekt budowy Złotej Kopuły wydaje się lekko zwariowanym pomysłem, który na pewno napotka na swojej drodze mnóstwo wyzwań, to jedno trzeba Trumpowi przyznać — zwrócił on uwagę na niedostateczne możliwości Ameryki w zakresie obrony przed wrogimi pociskami. Eksperci są tu bowiem zgodni i uważają, że Stany Zjednoczone nie są gotowe na obronę przed zmasowanym atakiem rakietowym.
W tym momencie Biały Dom musi liczyć głównie na element odstraszania w postaci swojej nuklearnej triady, jednak w przypadku ewentualnego ataku na USA, ta część amerykańskiego arsenału będzie zwyczajnie bezużyteczna w działaniach obronnych. W tym kontekście Amerykanie, rzeczywiście, potrzebują systemu na wzór izraelskiej Żelaznej Kopuły — pytanie tylko, czy będą w stanie go zbudować. Niewykluczone, że odpowiedź na to pytanie poznamy dopiero za kilkanaście lat.