• Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

Zbiórka „Ciepło z Polski dla Kijowa” ruszyła przed tygodniem. Jej początkowym celem było zgromadzenie 400 tys. zł na 100 agregatów dla miasta paraliżowanego przez terrorystyczne ataki Rosjan na jego infrastrukturę energetyczną w czasie mrozów sięgających -20 stopni Celsjusza.

„Te urządzenia ratują życie” — wciąż zachęcają do wpłat organizatorzy zbiórki. I tłumaczą: „generator pozwala ogrzać pomieszczenie, w którym chronią się starsi ludzie i dzieci. Umożliwia zagotowanie wody. Daje światło, które w wojennej rzeczywistości przywraca choć namiastkę bezpieczeństwa”.

Pierwszy cel zbiórki był osiągnięty już w 28 godzin od jej ogłoszenia, potem organizatorzy podwyższali go do dwóch i trzech milionów zł. W piątkowe popołudnie suma datków przekroczyła 6 mln zł, dzięki wsparciu prawie 50 tys. darczyńców.

Wpłaty indywidualnych darczyńców zazwyczaj wynoszą po kilkadziesiąt ale i po kilkaset złotych. Ponadto organizatorzy podkreślają wsparcie m.in. firmy Polenergia, czyli spółki Dominiki Kulczyk, oraz Kulczyk Foundation, których półmilionowa transza pozwoliła na zakup 120 generatorów.

Akcję szeroko promują polskie media — w tym Onet — nasz artykuł sprzed kilku dni o zbiórce miał duży wpływ na przyrost datków.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

  • Jakie miasta na Ukrainie otrzymają agregaty?
  • Ile agregatów zakupiono dzięki zbiórce?
  • Kiedy ruszają pierwsze transporty agregatów?
  • Jakie są cele zbiórki 'Ciepło z Polski dla Kijowa’?

Nie tylko Kijów. Dokąd także pojadą agregaty od Polaków?

— Wpłacają Polacy, także ci z zagranicy, wpłacają firmy i samorządy — wylicza Onetowi w piątek Jerzy Wójcik, współinicjator zbiórki i wydawca polsko-ukraińskiego serwisu Sestry.eu. — W efekcie umówiliśmy się już na pomoc również dla Charkowa i dla miasta Sumy, gdzie sytuacja jest równie zła jak w Kijowie. Dlatego teraz mam nadzieję, że zbiórka nie skończy się i na 10 mln zł.

Na początku bieżącego tygodnia, Piotr Kaszuwara, korespondent TVP z Kijowa, opowiadał Onetowi o życiu ze sparaliżowaną przez Rosjan infrastrukturą energetyczną w warunkach ciągłego mrozu, sięgającego -20 stopni Celsjusza.

„Wyobraź sobie, że siedzisz w domu i czekasz, czy włączą prąd na godzinę, żeby coś podgrzać. Nie wyjdziesz, bo może akurat w tym czasie prąd się pojawi, a ty nie zdążysz nagrzać mieszkania. Mija jednak 12 godzin i nic się nie dzieje. To powoduje, że ludziom jest trudno” — relacjonował Kaszuwara.

— Teraz prognozy są takie, że mróz może ustąpić o kilka stopni, ale potem temperatura może spaść nawet do -30. A jednocześnie Rosja zapowiada kolejne zmasowane ataki w najbliższy weekend na Kijów — opowiada Wójcik. — Tak się kończy „proces pokojowy”. W bólu i w ogniu.

230 agregatów wyjeżdża w piątek z Polski

— A dziś z Polski wyjeżdżają dwa transporty agregatów, właśnie jestem w punkcie takiego wyjazdu, umieszczamy je na tiry — relacjonuje Wójcik — To łącznie 230 urządzeń, potrafiących ogrzać np. szpitale albo całe osiedle. Jeden taki agregat to ogrzewanie i prąd nawet dla kilku tysięcy mieszkań, z bardzo stabilnym efektem: jeśli podepnie się go do lokalnej sieci energetycznej, po prostu zaświeci się całe osiedle.

Wójcik — ze względów bezpieczeństwa — nie ujawnia szczegółów związanych z transportem efektów zbiórki. Wiadomo, że w jego zabezpieczaniu biorą udział służby specjalne Ukrainy.