To będzie bez wątpienia jeden z najgłośniejszych zimowych ruchów transferowych na polskim rynku. Po 12 latach przerwy na boiska PKO Bank Polski Ekstraklasy powraca Paweł Dawidowicz, który związał się z Rakowem Częstochowa. Jeszcze kilkanaście dni temu nazwisko 30-letniego środkowego obrońcy przewijało się głównie w kontekście Pogoni Szczecin, ale w ostatnich dniach doszło do zwrotu akcji.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Kontuzje w Rakowie zmusiły do działania. Klub ruszył po reprezentanta Polski

Temat pilotowany był przez prezesa Rakowa Wojciecha Cygana i doradcę zarządu ds. sportowych Artura Płatka na miejscu w Turcji. Wszystko potoczyło się błyskawicznie.

— To kwestia ostatnich kilku dni, ale faktycznie w ciągu ostatnich dwóch-trzech dni rozmowy mocno nabrały tempa — wspomina Wojciech Cygan w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet.

— Od dłuższego czasu szukaliśmy zawodników, którzy wzmocnią rywalizację w naszym systemie gry z trójką obrońców. Szukaliśmy różnych rozwiązań i nie zamykamy się wciąż na zakontraktowanie kolejnych zawodników. Do końca zimowego okienka jeszcze daleka droga. Zależało nam na tym, by nowy zawodnik dołączył do nas jeszcze na obozie w Turcji. To wszystko m.in. ze względu na sytuację Zorana Arsenicia i jego powrót do gry już w trakcie rundy, czy kontuzje Stratosa Svarnasa, której doznał w Turcji. Pojawiła się taka kandydatura, porozmawialiśmy w swoim gronie i uznaliśmy, że powinniśmy ten temat domknąć — wspomina Cygan.

Wicemistrzowie Polski wciąż rozglądają się za lewonożnym obrońcą, za czym zresztą optuje nowy opiekun Rakowa Łukasz Tomczyk. Dawidowicz jest innym profilem zawodnika, ale za jego kandydaturą, oprócz m.in. ogromnego doświadczenia choćby z włoskiej Serie A, przemawiała też uniwersalność.

— Paweł jest zawodnikiem obunożnym, może grać na każdej pozycji w trójce obrońców. Nie ukrywamy jednak, że chcemy by w zespole znalazł się też zawodnik o innej charakterystyce, z dominującą lewą nogą — zauważa prezes częstochowskiego klubu.

Raków dmucha na zimne. Oto jak się zabezpieczył

Kariera 17-krotnego reprezentanta Polski znalazła się w ostatnich miesiącach na ostrym zakręcie. 30-latek, choć otrzymał ofertę nowej trzyletniej umowy od władz Hellasu, zdecydował się opuścić włoski klub. Początkowo wydawało się, że karierę będzie kontynuował w saudyjskim Al-Hazem. Ale szybko zerwał kontrakt ze względów osobistych.

Nie zmienia to jednak faktu, że przez ostatnich osiem miesięcy nie zagrał żadnego spotkania. A dodatkowo w ostatnich latach był często nękany przez urazy. Władze Rakowa ubezpieczyły się na taką okoliczność.

— Sam Paweł uznał, że wyjazd do Arabii Saudyjskiej nie był najlepszym wyborem. Ale gdy prześledzimy sobie choćby poprzedni sezon w Hellasie Werona to widać, że zagrał w znacznym wymiarze czasowym. Zdajemy sobie sprawę z jego wcześniejszych perypetii i zwracamy na to uwagę. Poza tym oferta, jaką Paweł przyjął, czyli półroczny kontrakt z możliwością przedłużenia, daje nam pewne możliwości w przypadku, gdyby coś nie potoczyło się po naszej myśli — dodaje Wojciech Cygan, który przyznaje wprost, że umowa Dawidowicza nie będzie znaczącym obciążeniem dla klubowego budżetu.

— Nie mówiłbym tu o gwiazdorskim kontrakcie, czy kominie płacowym, który zrobiliśmy specjalnie dla Pawła. Nic takiego nie ma miejsca — zapewnia prezes Rakowa.

To nie ostatnie słowo na rynku transferowym

To czwarte wzmocnienie wicemistrzów Polski w zimowym okienku transferowym, a prawdopodobnie nie ostatnie. Choć częstochowianie zrealizowali już w zasadzie wszystkie założenia. Szeregi częstochowskiego klubu wzmocnili wcześniej szwedzki napastnik Isak Brusberg, defensywny pomocnik Abraham Ojo i wahadłowy Mitja Ilenić.

— Pamiętajmy, że okienko nie zamknęło się jeszcze pod względem transferów wychodzących z klubu. W każdej chwili coś może się wydarzyć. Musimy być przygotowani na różne scenariusze i być może dojdzie do sytuacji, że będziemy musieli szukać jakiś alternatyw — zauważa Cygan, który jednocześnie zapewnia, ze póki co żadna konkretna propozycja za któregoś z wiodących zawodników Rakowa nie trafiła do klubu.

Cygan odniósł się również do medialnych plotek o przyszłości Artura Płatka. Kontrakt doradcy zarządu ds. sportowych obowiązuje do końca sezonu, a według informacji serwisu Meczyki.pl, niebawem ma pożegnać się z Rakowem.

— Nie słyszałem o takich decyzjach. To dla mnie typowo medialny temat. Oczywiście, patrząc na czas pracy poprzednich osób zatrudnionych na stanowisku dyrektora sportowego w Rakowie, można próbować wyciągać jakieś wnioski, ale to żadna zasada i byłbym ostrożny w przedkładaniu przeszłości nad to, co obecnie dzieje się w klubie — zakończył Wojciech Cygan w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet.