W kuchni restauracji The Eatery w Fillmore w stanie Utah tego popołudnia panuje spokój. Przy stolikach siedzi garstka mieszkańców liczącego 2,8 tys. osób miasteczka. Dołącza do nich 19-letni kucharz Ian Robison. Rozmowa dotyczy futbolu, ostatniej imprezy zapaśniczej w mieście, która zapełniła lokal po brzegi, oraz pracy na okolicznych polach kukurydzy.

W lokalu rozmawia się również o polityce prezydenta USA Donalda Trumpa. Robison, podobnie jak większość mieszkańców Fillmore, głosował na Trumpa. Nie jest jednak pewien, czy zrobiłby to ponownie. — Trump dostrzegł wiele problemów w tym kraju. Próbuje jednak zwalczać ogień ogniem. A to nie zawsze się udaje — mówi Amerykanin.

Stan na zachodzie kraju jest bastionem Republikanów. 59,4 proc. głosowało tutaj na Trumpa. Szczególnie wysokie poparcie odnotowano w hrabstwie Millard, w którym znajduje się również dawna stolica Utah, Fillmore. Ok. 87 proc. mieszkańców głosowało tam na Trumpa. Natomiast w obecnej stolicy Utah, Salt Lake City, większość głosów zdobyła Harris.

Chociaż rozmowy nie są reprezentatywne, dają wgląd w nastroje Amerykanów. Pokazują one również, że zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy Trumpa podzielają niektóre krytyczne uwagi dotyczące prezydenta USA.

„Gorsze niż wszystko, co mogłam sobie wyobrazić”

W oddalonym o dobre 200 km od Fillmore Salt Lake City Allanah siedzi w sali konferencyjnej firmy biotechnologicznej, dla której pracuje jako rzeczniczka prasowa. Tak jak każdego ranka Allanah po przebudzeniu wysłuchała swojego ulubionego podcastu i dowiedziała się, co nowego ogłosił Trump. — To jak serial telewizyjny, w którym codziennie pojawiają się nowe wątki i zaskakujące zwroty akcji — mówi Allanah.

Ma jednak dość reality show prezydenta. — To, co robi Trump, ma bezpośredni wpływ na nasze życie w Stanach Zjednoczonych. Nie można już bezpiecznie wychodzić na ulicę. Trzeba uważać na to, co się publikuje w mediach społecznościowych, ponieważ nie wiadomo, czy administracja lub przyszli pracodawcy nie wykorzystają tego przeciwko nam — mówi Allanah, która chce ujawnić tylko swoje imię. — Nie głosowałam na Trumpa i nigdy bym tego nie zrobiła. Ale to, co się obecnie dzieje, jest gorsze niż wszystko, co mogłam sobie wyobrazić — dodaje.

Fillmore w stanie Utah

Fillmore w stanie UtahAndreas Macho / Die Welt

W Fillmore Ian Robison potrzebuje zastrzyku energii, zanim znów zabierze się do pracy w kuchni. W dłoni trzyma puszkę napoju energetycznego Monster. Nie podoba mu się jednak cena. — Trzy lata temu ten napój kosztował 1,8 dol. (6,4 zł). Teraz płacę za niego 3,2 dol. (11 zł) — mówi.

Od czasu objęcia urzędu przez Trumpa benzyna stała się tańsza. Jednak w sklepach spożywczych w Fillmore nic się nie zmieniło. — Nic nie stało się tańsze. Ale też nie droższe — mówi młody kucharz.

Coraz trudniejsze życie w USA

Jednak to nie tylko wysokie ceny skłoniły Robisona do głosowania na Trumpa. Widzi on również problemy na rynku zatrudnienia w Fillmore. Robison może na palcach jednej ręki policzyć, jakie miejsca pracy ma do zaoferowania to małe miasteczko. — Jest praca na polach, na stacji benzynowej, w barach szybkiej obsługi i w małych sklepikach — mówi.

Sam był bezrobotny przez półtora roku, zanim zdobył pracę jako kucharz. Sądzi, że migracja pogłębia problemy na rynku pracy. — Problem polega na tym, że wielu migrantów podcina wynagrodzenia, pracując na czarno. To niszczy rynek pracy — mówi.

Uważa, że Trump dobrze robi, przeciwdziałając migracji. Jednak sposób, w jaki to robi, jest jego zdaniem przesadzony.

— Jesteśmy krajem imigrantów. A kto ma odpowiednie dokumenty, ma też prawo być Amerykaninem. Nie jest w porządku, że agenci ICE (Urząd Celno-Imigracyjny) wyciągają ludzi z samochodów tylko dlatego, że mają ciemny kolor skóry — mówi.

W sali konferencyjnej w Salt Lake City 29-letni Bobby siedzi obok Allanah. Pracuje w dziale finansowym firmy biotechnologicznej. Dwójka z Salt Lake City również ma problemy z rynkiem pracy.

— Podczas pandemii wiele osób porzuciło dotychczasowe miejsca pracy i spróbowało czegoś nowego. Wszystko to nagle się skończyło. W większości branż znalezienie pracy stało się po prostu cholernie trudne — mówi Allanah. Przed podjęciem pracy w firmie biotechnologicznej Bobby przez półtora roku sprzedawał kanapki, aby związać koniec z końcem. Sztuczna inteligencja jeszcze bardziej pogorszyła sytuację na rynku pracy — twierdzi Allanah.

„Niedopuszczalne”

Polityka Trumpa przeraża zarówno Allanah, jak i Bobby’ego. — Trump zrzucił maskę. ICE działa jak prywatna milicja Trumpa. Uważam, że to możliwe, że wykorzysta ICE, jeśli wyniki wyborów nie będą mu odpowiadały — mówi Bobby. Allanah martwi się o redefinicję tego, co jest amerykańskie, a co nie powinno już takie być. — Uważam za niedopuszczalne, że Trump nie akceptuje osób urodzonych tutaj jako obywateli amerykańskich. Nasz kraj popada w faszyzm — mówi Allanah.

Kwestia migracji dominuje również w Fillmore. Naprzeciwko Robisona przy barze stoi 48-letnia Amelie, która nie chce ujawnić swojego prawdziwego imienia. Obsługuje gości. Amelie głosowała na Trumpa w ostatnich wyborach. Jednak obecnie uważa jego kurs za wątpliwy.

— Mój mąż pracuje na budowie. Imigranci zabrali mu wiele miejsc pracy, pracując na czarno. Teraz sytuacja znacznie się poprawiła — mówi Amelie. Pomimo swoich zastrzeżeń wobec imigrantów uważa, że działania ICE są przesadzone. — Nie można dopuścić do tego, aby rodziny były atakowane w swoich samochodach — dodaje.

Jest jednak jedna kwestia związana z prezydenturą Trumpa, która ją jeszcze bardziej niepokoi. — Nie podoba mi się jego stosunek do kobiet. Trump jest dobrym biznesmenem. Ale jego podejście do kobiet jest lekceważące — zauważa.

Amelie uważa za błędne zaostrzenie przepisów dotyczących aborcji. — Rząd nie powinien dyktować kobietom, jak mają postępować w przypadku ciąży, ani im tego zabraniać — mówi kelnerka.

Czy ponownie zagłosowałaby na Trumpa? — Właściwie nie zgadzam się z jego kursem. Ale jakie mamy alternatywy dla Trumpa? — pyta. Podobnego zdania jest Robison. — Nie mogę wykluczyć ponownego głosowania na Trumpa. Ale nie mogę też wykluczyć głosowania na kogoś innego, jeśli będzie on rozwiązywał problemy lepiej niż Trump — podsumowuje.