„Frankfurter Allgemeine Zeitung” zauważa: „W gruncie rzeczy USA, Ukraina i Europejczycy zamierzali podpisać w Davos porozumienie ramowe dotyczące gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy i jej odbudowy. Jednak cała energia została poświęcona na »ramy« dotyczące Grenlandii. (…) Biorąc pod uwagę ogólną sytuację, można w dużym stopniu zrozumieć rozczarowanie prezydenta Ukrainy Zełenskiego Europejczykami. (…) Mimo to Zełenski nie znajdzie w tym świecie lepszych przyjaciół. (…) Unia Europejska niemal samodzielnie finansuje Ukrainę i jej siły zbrojne. Zapewniła to właśnie na kolejne dwa lata, co nie jest małą sprawą. Ponadto trzyma się porządku, w którym prezydent Rosji jest pociągany do odpowiedzialności za swoje czyny jako zbrodniarz wojenny”.

  • Jakie pretensje ma Zełenski wobec Europy?
  • Jaką rolę odgrywają USA w rozmowach pokojowych?
  • Co zauważyła niemiecka prasa o sytuacji w Ukrainie?
  • Jakie były reakcje mediów na wystąpienie Zełenskiego w Davos?

„Volksstimme” z Magdeburga pisze o zniewadze Zełenskiego wobec UE: „Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski dokonał wartego uwagi zwrotu podczas forum gospodarczego w Davos. W niespotykany do tej pory sposób ostro zaatakował Europę, ponieważ sojusznicy nie pomogli mu w zwycięstwie nad Rosją, nie zapewniając wystarczającej pomocy wojskowej. Gdyby Zełenski otrzymał wszystko, czego chciał, łącznie z rakietami dalekiego zasięgu, ten regionalny konflikt między dwoma państwami wyłonionymi po rozpadzie Związku Radzieckiego mógłby przerodzić się w wojnę światową. W tej chwili rodacy Zełenskiego są narażeni na szczególnie perfidny terror rosyjskich ataków z powietrza. Nie udało im się bowiem zapewnić sobie takiego bezpieczeństwa, które od pierwszej minuty wojny zapewniono milionom Ukraińców w Europie. Ich prezydent najwyraźniej o tym zapomniał. Teraz rzuca się na szyję samemu Donaldowi Trumpowi. A to się zemści”.

Zdaniem „Lausitzer Rundschau” z Cottbus „Donaldowi Trumpowi można wiele zarzucić. Ale nie to, że zaniedbuje negocjacje między Rosją a Ukrainą. Teraz po raz pierwszy od dawna amerykańscy negocjatorzy spotykają się znowu w tym samym miejscu z przedstawicielami obu stron konfliktu. Już samo to dowodzi, że Amerykanie chcą poważnego rozwiązania. Europejczycy nie zasiadają jednak przy stole obrad w Abu Zabi. Ale to właśnie oni, obok Ukrainy, prawdopodobnie poniosą główny ciężar powojennego porządku. To prawda, że kluczowe kwestie, takie jak spory terytorialne między Rosją a Ukrainą, muszą zostać wyjaśnione między nimi. Jednak ani USA, ani Rosja nie mogą być uznane za strażników interesów europejskich. I niestety, także nie Ukraina, jeśli wziąć pod uwagę ostrą krytykę Europy ze strony Zełenskiego w Davos”.

„Nürnberger Nachrichten” zaznacza: „Carney, Zełenski i Lula pokazali, jaka jest alternatywa dla ustępstw. Także z tego względu przemówienie Carneya w Davos spotkało się z tak dużym oddźwiękiem. Trump okazał mu szacunek, wykluczając Kanadę ze swojego prywatnego klubu zależnych narodów, zwanego »Radą Pokoju«. Europa musi jeszcze zasłużyć na ten szacunek. Jak dotąd tego jakoś nie widać. Zamiast tego UE sama się sabotuje w sprawie Mercosuru”.

„Münchner Merkur” zaznacza: „Autokracje mogą mieć poddanych. Demokracje mają partnerów i przyjaciół — to kluczowe zdanie z przemówienia kanclerza Niemiec w Davos. Jakby dla potwierdzenia, Friedrich Merz, ledwie powróciwszy ze Szwajcarii z wielkiego show Trumpa, udał się wraz z dziesięcioma ministrami do Rzymu, aby złożyć wizytę premier Meloni. Udało jej się znaleźć posłuch u kapryśnego prezydenta USA, podobnie jak Merzowi. Natomiast Emmanuel Macron, prezydent dumnego mocarstwa atomowego Francji, z jej głęboko zakorzenionymi antyamerykańskimi odruchami, stał się nowym ulubionym przeciwnikiem Trumpa. Dzięki temu można zdobyć sympatię opinii publicznej. Jednak biorąc pod uwagę sytuację w Ukrainie i niezdolność Europy do samodzielnej obrony w dającej się przewidzieć przyszłości, ważne jest, aby nie niszczyć mostów łączących ją z Waszyngtonem”.