Iga Świątek jest w czwartej rundzie Australian Open. Nikt o zdrowych zmysłach nie skreśli jej szans na triumf, ale są jednocześnie niepokojące fakty. W ciągu ostatnich 12 miesięcy Polka przegrała więcej setów 0:6 i 1:6 niż w jakimkolwiek innym roku w swojej karierze. Ma na korcie dwie twarze i nigdy do końca nie wiemy, którą pokaże.

A czasami pokazuje obie, jak z Anną Kalińską [6:1, 1:6, 6:1], gdy po secie niemal perfekcyjnym przyszło drastyczne załamanie dyspozycji. Jakby wpadła w czarną dziurę.

Sebastian Parfjanowicz, Przegląd Sportowy Onet: Potrafisz zrozumieć, co stało się z Igą w drugim secie meczu z Kalińską?

Michał Dembek, trener, były tenisista, autor podcastu „Sofa Sportowa”: Potrafię o tyle, że to pewien schemat. Przecież niemal identycznie było w United Cup, z Belindą Bencić albo w WTA Finals z Jeleną Rybakiną. Świetny pierwszy set, a potem kompletne załamanie. Plus taki, że z Kalińską Iga potrafiła wrócić do swojego grania i zwyciężyć.

Minus, że pojawia się ten dziwny rodzaj „paniki”. Napisz to proszę w cudzysłowie, po prostu kiedy zaczynają szybko uciekać punkty, to Iga jakby nie umiała sobie mentalnie tego w głowie ułożyć i wrócić do dyscypliny taktycznej. Błyskawicznie traci kontrolę.

Po meczu powiedziała, że nie czuła, żeby grała gorzej, tylko rywalka podniosła poziom.

Tak, od razu dało się wyczuć w tym pomeczowym wywiadzie, że Iga była utwierdzona w fakcie, że to Kalińska weszła na jakiś niebotyczny poziom i nie dało się wiele więcej zrobić. No tak nie było, rywalka wcale nie grała perfekcyjnego seta, natomiast chwilę po meczu, w emocjach można mieć coś takiego w głowie. Myślę, że Iga z zespołem jeszcze przeanalizują, co działo się na korcie. I jestem pewny, że wyciągnie wtedy inne wnioski.

13 proc. powodzenia przy pierwszym serwisie. To statystyka Igi w drugim secie. Piotr Sierzputowski, komentujący mecz dla Eurosportu, stwierdził że taką statystykę widzi pierwszy raz w życiu. A ty?

Ja chyba też. Jeszcze dziwniejsze jest to, że w wygranym pierwszym secie ten serwis działał świetnie i był bardzo groźną bronią Igi.

13 proc. pierwszego serwisu to katastrofa. Oto czego brakuje Idze Świątek

13 proc. to jest katastrofa, nie ma się co oszukiwać. Oczywiście, rywalka zaczęła wywierać returnem trochę większą presję, ale spadek poziomu podania Świątek i tak jest absolutnie nielogiczny. Bo przecież nie stoi za tym problem fizyczny, w tym elemencie Iga wygląda świetnie. To wszystko sprowadza się najwyraźniej do głowy i ciągłego falowania.

Mam wrażenie, że u Igi brakuje trybu „eco”. Albo silnik działa na pełnych obrotach, albo się zacina.

Tak. Brakuje trochę cierpliwości, przetrzymania, zaakceptowania tego, że sytuacja jest trudniejsza i trzeba się uspokoić, może spróbować czegoś innego. Trzeba na to uważać, bo choć rywalka w czwartej rundzie nie wygląda na bardzo groźną [Maddison Inglis z kwalifikacji – dop. red.], to od ćwierćfinału mogą się już pojawić duże kłopoty.

Jeszcze wrócę do tego przegranego seta. Iga siadła po nim na krzesełku i powiedziała do sztabu: „nie wiem, co się dzieje”.

Też zwróciłem na to uwagę. I na to, że powiedziała to po polsku.

Co to oznacza?

Że w chwili kryzysu szuka narzędzi mentalnych, a nie tenisowych. Bo co może usłyszeć na takie hasło od Darii czy Maćka? „Skoncentruj się”, „zaczynamy od zera”, „każda następna piłka”, itd. W skrócie: wiesz co masz robić, rób swoje.

Dobrze, że Iga ma jakieś rutyny, które działają, bo przecież z Kalińską w trzecim secie wróciła do solidności. Szerszy problem jest jednak taki, że w tych trudnych momentach Iga nie do końca myśli stricte o tenisie: technice, taktyce. Nie myśli, żeby coś zmienić, zaskoczyć rywalkę, zareagować na jej grę.

„Wim Fissette nie do końca ma wpływ na to, co Iga Świątek robi na korcie”

Wracamy do tego, że Iga po prostu wciąż robi to samo, spodziewając się innych rezultatów. Nie widzę przekonania do zmian w trakcie meczu. W pierwszej rundzie, przy chwilowych kłopotach, podeszła do Wima i zapytała, co serwisem. On coś odpowiedział, ona chyba nie do końca to przyjęła. Wciąż mam wrażenie, że trochę walczy sama ze sobą i tą kotłowaniną myśli.

W swoim podsumowaniu pierwszej rundy na kanale „Sofa Sportowa” powiedziałeś nawet, że „Wim Fissette dał sobie wejść na głowę”. Co miałeś na myśli?

Wim nie jest typem, który wchodziłby do sztabu „z drzwiami”. OK, taki ma charakter. Dla wielu to zaleta. Natomiast nie do końca widzę, by stał się dla Igi osobowością w boksie.

Fragment o relacji Świątek – Fissette od 5:16

Nie chcę zostać źle zrozumiany. Wygrali razem Wimbledon, Fissette miał na to ogromny wpływ, świetnie przepracowali okres przed przejściem na trawę i tej zasługi nikt mu nigdy ani nie odbierze, ani nie zapomni. Niezależnie od tego, ile będzie jeszcze z Igą pracował. To na zawsze będzie wielki sukces tego duetu.

Natomiast mam wrażenie, że na co dzień Wim Fissette nie do końca na wpływ na to, co Iga robi na korcie.

To chyba szerszy problem. Nawet Barbara Schett, w studiu Eurosportu, przed meczem z Kalińską zwracała uwagę, że Polka nie zmienia swojego tenisa i tej różnorodności brakuje.

To nie jest tak, że oni nie pracują, ja wiem. Rok temu zwracałem uwagę na pewne detale przy serwisie Igi Świątek. Ułożenie dostawianej stopy, poziom wyprostowania ręki, która wyrzuca piłkę, itp. Widać gołym okiem, że oni nad tym popracowali, są zmiany. Tyle że Iga potrzebuje więcej.

90 proc. drugiego serwisu Igi Świątek w jedno miejsce. „To najbardziej kuleje”

Gdy Wim Fissette opowiada o tym, jak chciałby zmieniać tenis Świątek, to ja słucham i zgadzam się w stu procentach. Skróty, trochę więcej siatki, różnorodność drugiego serwisu… Wszystko prawda.

Tylko potem przychodzi mecz i praktycznie 90 proc. tego drugiego serwisu idzie na bekhend rywalki. I to jest dziś – moim zdaniem – rzecz która najbardziej kuleje w grze Świątek. Nie wiem, jakie Wim Fissette ma przełożenie, żeby Igę do pewnych rzeczy przekonać. Żeby grała tak, jak on opowiada w mediach. Nawet jeśli przegra przez to kilka meczów.

Jak patrzę na to, że Idze po kilku przegranych z rzędu punktach od razu drga broda – nieważne czy to United Cup, czy trzecia runda Australian Open – to myślę, że to bardzo trudne zadanie, bo ona każdy punkt gra jak o życie.

Ktoś ze sztabu Igi powiedział w jednym z wywiadów, że trudno jest nawet te przygotowawcze turnieje poświęcić na próby, na wejście w rytm przed ważniejszymi meczami, że bardzo trudno ją przekonać, by potraktowała jakiś mecz treningowo. I to jest kłopot.

Iga Światek i Wim FissetteIga Światek i Wim Fissette (Foto: Olimpik/NurPhoto / Getty Images)

Proces wprowadzania nowych rzeczy do tenisa trochę trwa. Najpierw trening, potem przećwiczenie tego w sytuacjach meczowych, a dopiero na końcu tego wszystkiego pojawia się swoboda, pozwalająca użyć takiej „karty” w ważnym momencie spotkania, zaskakując przeciwnika. U Igi ewidentnie brakuje tego drugiego kroku, czyli zaadaptowania się do nowych rzeczy. Bo myślę, że je trenuje.

Aryna Sabalenka ma problem, Jelena Rybakina też. Jest tylko jedno „ale”

Meczowo jakby brakowało odwagi, jakby się bała, że jeżeli coś spróbuje zrobić coś nowego dwa-trzy razy w meczu, to nagle wynik jej ucieknie. To nie jest niestety myślenie rozwojowe, które cechuje największych mistrzów: Djokovicia, Nadala… Nikt nie zabiera Idze talentu, sześciu tytułów wielkoszlemowych w wieku 24 lat, ale moim zdaniem swobodnie może ich mieć dwucyfrową liczbę. Jeśli tylko będzie umiała swój tenis rozwinąć.

Żebyśmy tylko nie narzekali. Aryna Sabalenka też miewa w Melbourne momenty słabości. Jelena Rybakina, która może czekać na Świątek w ćwierćfinale, w meczu z Terezą Valentovą, również gubiła płynność… Gdyby Iga potrafiła utrzymać poziom z pierwszego seta spotkania z Kalińską, to niech się rywalki boją.

To prawda. Sabalenka ma problem z domykaniem setów, widzieliśmy to już w drugiej rundzie, widzieliśmy też z Potapową. Każda zawodniczka na tym etapie sezonu z czymś się zmaga. Mnie jednak niepokoi bilans Igi ze światową czołówką.

W jej połówce są Rybakina, Anisimowa, Pegula. Z każdą z tych zawodniczek Iga ostatni mecz – albo nawet mecze – przegrywała. Podobnie jak z Gauff czy Sabalenką. A patrząc jak łatwo Polka traci spokój… Bardzo kibicuję Idze, ale uważam, że na ten moment trudno się spodziewać triumfu Świątek w Australii. Tak to ujmę, choć z radością dam się zaskoczyć.