Polska reprezentacja w narciarstwie alpejskim na igrzyska olimpijskie 2026 miała liczyć trzy osoby: Piotra Habdasa wśród mężczyzn oraz dwie zawodniczki. Jedno miejsce było bezdyskusyjne – przypadło Marynie Gąsienicy-Daniel. Spór rozgorzał o drugą nominację, o którą rywalizowały Nikola Komorowska oraz Aniela Sawicka.
Zgodnie z przyjętymi wcześniej zasadami, w pierwszej kolejności miały decydować punkty Pucharu Świata i Pucharu Europy, a dopiero później średnia punktów FIS. Obie zawodniczki nie punktowały w PŚ ani PE, dlatego kluczowe okazało się ostatnie kryterium.
Lepszy współczynnik miała Sawicka, jednak PZN postawił na Komorowską, uzasadniając wybór jej szerszym zakresem konkurencji oraz potencjałem na lepszy wynik.
Decyzja zarządu związku wywołała ostrą krytykę i falę komentarzy. Sprawą zaczęto interesować się także na poziomie Polskiego Komitetu Olimpijskiego, a w przestrzeni publicznej pojawiły się zarzuty o odejściu od jasno określonych zasad kwalifikacji.
W niedzielę sytuacja przybrała zupełnie nowy wymiar. Nikola Komorowska przesłała do redakcji sport.interia.pl oświadczenie, w którym poinformowała o rezygnacji z udziału w igrzyskach.
„W obliczu narastającego hejtu oraz bardzo złej atmosfery, jaka wytworzyła się po ogłoszeniu mojej nominacji na Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026, podjęłam jedną z najtrudniejszych decyzji w moim życiu sportowym” – czytamy.
„Fala niesprawiedliwych ocen i ataków, które uderzyły bezpośrednio we mnie jako zawodniczkę i człowieka, przybrała niewyobrażalną i niespotykaną jak dotąd skalę” – dodała.
Jej decyzja oznacza, że PZN będzie musiał ponownie zmierzyć się z problemem obsady olimpijskiego miejsca.
ZOBACZ WIDEO: Kamil Stoch w szczerych słowach o ostatnim skoku w Zakopanem