• 25 stycznia Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która bije rekordy wpłat;  
  • Jak tłumaczył w rozmowie z tokfm.pl dr Konrad Maj z Uniwersytetu SWPS, „swoje robi społeczny dowód słuszności”.  „Jeżeli widzę, że inni też wpłacają to znaczy, że na pewno była to dobra decyzja” – wyjaśniał. Podkreślił przy tym, że to zaledwie jeden z kilku mechanizmów. 
  • A co stoi za sukcesem akcji „Ciepło z Polski dla Kijowa”? I co nam w ogóle daje pomaganie? 

Dziś 34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Dlaczego tak wielu Polaków angażuje się w tę akcję? Niezmiennie, od lat. Dlaczego im się to nie nudzi?

Dr Konrad Maj: Kluczowe są trzy czynniki. Po pierwsze: bycie autorytetem. Owsiak, żeby trzymać się przykładu, nie dość, że jest oryginalny w tym, co mówi i co robi, to jeszcze jest wiarygodny i rozpoznawalny za granicą. Co więcej, ataki na niego – nikt mu nie udowodnił interesowności – powodują jeszcze większą mobilizację darczyńców. 

Po drugie: pokazuje rodziny, którym pomaga bądź pomagał – widać, że faktycznie pomoc idzie na zaspokojenie ich potrzeb, a nie na inne cele. Zresztą Owsiak bardzo mocno próbuje personalizować całą akcje, bo na scenie pojawią się też osoby, które dzięki WOŚP w ogóle żyją. A dodatkowo angażuje tak lekarzy, jak i przedstawicieli organizacji, którzy mówią wprost: gdyby nie WOŚP, mielibyśmy kłopoty. To też dowody, że akcja jest sensowna i skuteczna. 

A ten trzeci element? 

Na bieżąco pokazuje sumę wpłat, a że kwota rośnie nam w oczach, to też uruchamia kolejne mechanizmy. 

Jeśli widzimy, że zbiorka cieszy się sukcesem, mamy poczucie sprawstwa. 

Poza tym zyskujemy przekonanie, że dokładamy się do wspólnego celu. Ale swoje robi społeczny dowód słuszności – jeżeli widzę, że inni też wpłacają to znaczy, że na pewno była to dobra decyzja. 

Ale kluczowe jest i to, że to ruch napędzany muzyką, na scenie wszystko gra i dzwoni oraz jest oparte na pozytywnym przekazie. Jedynie w tle są nieszczęścia i poważne choroby. Innymi słowy: to nie smutna nuta, tylko nuta energetyczna – na zasadzie: dajemy radę, wspieramy się, tworzymy społeczność, mamy wspólnotę celów. Mało tego, w to wszystko są zaangażowani artyści, którzy także ze sceny zachęcają do pomagania. Czytaj: niezależnie od tego kim jesteś, ile masz lat, ile pieniędzy na koncie, jak wyglądasz – wszyscy tworzymy Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. 

Skoro już o „świątecznej” mowa, czas też ma tu pewnie znaczenie? 

Absolutnie! Przecież to ten moment w roku, w którym dzielimy się radością i życzliwością, co też oznacza, że jesteśmy bardziej skłonni do działania. Dodatkowo swoje robi zima i fakt, że siedzimy w domach. Nic się nie dzieje. Wtedy do tej szarości wkracza WOŚP i zaczyna się robić kolorowo. Inna rzecz, że latem, kiedy dużo się dzieje, akcja by zniknęła. Teraz nie ma konkurencji. 

Tyle, że nie tylko WOŚP porusza Polaków, czego przykład mieliśmy w ostatnim czasie chociażby w akcji „Ciepło z Polski dla Kijowa”. W zaledwie osiem dni udało się zebrać ponad 6 mln zł  – o wiele więcej niż początkowo zakładano. I w tym akurat przypadku wydaje się, że nie było takich mechanizmów, jak przy WOŚP. Co więc tu zadziałało? 

Mechanizm oparty na empatii i stosunku do ofiar wojny, podobnie jak wtedy, kiedy wybuchł konflikt na Ukrainie i Polacy masowo rzucili się do pomagania. I choć mało kto pamięta wojnę z własnego doświadczenia, to w wielu domach jej wspomnienie stale jest obecne, podobnie jak pamięć tego, co nam zrobili Rosjanie. 

Dodatkowo może to być efekt mrozów – Ukraińcy marzną teraz bardziej od nas. Poza tym ostatnio dużo było ataków na Ukraińców czy też „nieprzyjemnych sytuacji”, których doświadczył Wołodymyr Zełenski. Bez wątpienia to kraj, który możemy nazwać ofiarą, a ofiarom się pomaga, zwłaszcza kiedy inni jeszcze po nich skaczą. Stąd sukces akcji jest też jakąś formą kompensacji. Trochę to przypomina sytuacje, gdy kilka lat temu, za czasów PiS, media publiczne zrezygnowały ze wspierania WOŚP – skutek był taki, że wpłaty były rekordowe.   

Tyle, że jeśli spojrzeć w badania, to okaże się też, że ponad połowa Polaków woli pomagać konkretnym osobom a nie organizacjom pozarządowym. 

To jednak poziom deklaratywny, wyraz pewnej życzeniowości. Przecież zawsze kiedy pada pytanie: jak wolisz pomagać, wybieramy coś, co wydaje się bardziej racjonalne. Ale gdybyśmy zapytali np. jak pomogłeś w ciągu ostatniego roku, to wtedy okazałoby się, że Polacy wspierali organizacje, nie osoby. W czołówce były m.in.: WOŚP, Caritas i Szlachetna Paczka. 

Najczęściej też wybieramy proste i szybkie formy pomocy, takie jak np. 1,5 proc. podatku czy zbiórki pieniędzy online – pokazał raport Fundacji Pomagam pt. „Jak i dlaczego pomagam? Portret darczyńcy w Polsce”. 

Ma być łatwo, błyskawicznie i skutecznie, bo – co też istotne – najważniejsze jest poczucie wpływu na bieg zdarzeń. 

Co jeszcze daje nam pomaganie? 

Badania pokazują, że ci którzy pomagają innym, pomagają w pewnym sensie również sobie.

Co to znaczy?! 

Przykładowo badania zespołu Elizabeth Dunn opublikowane w 2008 roku w Science pokazały, że wydawanie pieniędzy na innych czyni nas szczęśliwszymi. Z kolei inne dane zebrane przez badaczy pod kierownictwem psychologa Eda O’Brien z University of Chicago Booth School of Business wskazują, że to poczucia szczęścia nie spada, jeśli obdarowywanie innych ma charakter powtarzalny. Mamy wtedy poczucie stałego naprawiania świata. A nawet jeśli ludzie mają coś na sumieniu i odczuwają, że czasami nie postępują właściwie, to wpłata na szczytny cel staje się dobrą okazją, by spojrzeć na siebie inaczej. To przywraca wiarę w siebie, podnosi poczucie własnej wartości, że aż tacy źli wcale nie jesteśmy. 

Ale tu uwaga na tzw. charity washing. Bywa, że niektórzy datki traktują jako sposób na wybielenie się. Żeby nie szukać daleko – jeden z influencerów przekazał 100 tys. na dom dziecka, choć potem okazało się, że ciążą na nim poważne zarzuty. 

To bardziej pomagamy sobie czy jednak innym?

Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, bo i koncepcje psychologiczne są różne. Jedna z teorii – teoria wymiany – mówi wprost, że analizujemy zawsze bilans zysków i strat. Jeżeli koszt pomagania jest niski – stówka czy 50 zł to dla mnie nie jest dużo – to jeśli nie będę brał udziału w danej akcji, mogę się czuć fatalnie z tym, że inni dają, a ja nie. Innymi słowy: jesteśmy chodzącymi kalkulatorami. 

Kwota w ogóle ma znaczenie? 

Już sam fakt udzielenia pomocy daje nam zysk psychologiczny – niezależnie od tego, czy to 50 zł, czy 150 tys. zł, jak w przypadku np.  celebrytów. Jednak relatywnie wyższa kwota oznacza większy wysiłek dla nas i większe poczucie sprawstwa, to dostajemy więcej punktów do samooceny.

Skoro Polacy tak rwą się do pomocy, to czym tłumaczyć fakt, że Polska znajduje się na szarym końcu w Indeksie Dobroczynności?

Jesteśmy na 142. miejscu z wynikiem 15 na 100 punktów i trzecim od końca miejscu w kategorii wolontariat – tylko 7 proc. rodaków zadeklarowało zaangażowanie w tę formę dobroczynności.

Gorzej od Polski w Europie wypadły w tej kategorii tylko Rumunia i Bułgaria.

Powiem więcej, gdyby nie było WOŚP, to bylibyśmy na ostatnim miejscu. To Owsiak nas ratuje.

Owsiak Owsiakiem, ale w psychologii mówi się też, że mamy ograniczone zasoby pomagania. 

Zgoda! Problem polega też na tym, że jeśli zachowujemy się „gamingowo” – wpłacamy datki, tak jakbyśmy zdobywali kolejne punkty –  to uruchamia to też myślenie: ja swoje już zrobiłem, wpłaciłem i mam z głowy. Stąd, jeżeli na początku roku kogoś wsparliśmy, np.  WOŚP, to przez kolejne dni czy nawet miesiące możemy już nie być tak chętni i aktywni do pomagania. Inna rzecz, że w większości przypadków darczyńcy nawet specjalnie nie wnikają, jaka jest istota danej zbiorki. Gdyby zrobić sondaż i zapytać, na co WOŚP zbiera pieniądze, to większość ludzi miałaby kłopot z odpowiedzią na to pytanie. Akcje, w których dokonuje się szybkich wpłat czy wrzutek do puszki cechują się tym, że zapominamy w ogóle, jaka jest istota pomagania, czyli – najkrócej mówiąc – długofalowe wsparcie i obowiązek, a nie pojedynczy gest.

To Polacy „potrafią w pomaganie”, czy jednak nie? 

Niespecjalnie. Tym bardziej, że tutaj na naszą niekorzyść działa też duży poziom nieufności społecznej – a jak nie ma zaufania, to nie ma też współpracy i dzielenia się. Stąd o ile zagranicą naturalne jest, że społeczności angażują się w działania pomocowe, wręcz ścigają się, kto w czym uczestniczy, o tyle u nas – co do zasady – uznaje się to za stratę czasu. Nierzadko nawet za naiwność. Dobrze zatem, że mamy Orkiestrę dyrygowaną przez Jurka Owsiaka, która co roku przypomina nam, że pomaganie ma sens i jest naszym społecznym obowiązkiem. 

Źródło: TOK FM