Groźby Trumpa dotyczące Grenlandii sprawiły, że Arktyka zmieniła się z odległego, długoterminowego problemu w pilny test strategiczny dla Kanady. Działania prezydenta USA ujawniły to, jak region od dawna traktowany jako odległy jest obecnie uwikłany w spory dotyczące szlaków żeglugowych, suwerenności i polityki sojuszy.

Kolejne rządy Kanady od dawna rozumiały, że topnienie lodów polarnych sprawiło, że Arktyka stała się bardziej dostępna — i bardziej podatna na zainteresowanie Rosji i Chin. Władze nie zrobiły jednak zbyt wiele, aby przeciwdziałać zagrożeniom tradycyjnie uważanym za mało prawdopodobne.

Teraz, gdy Trump otwarcie kwestionuje bezpieczeństwo Grenlandii i grozi jej przejęciem, niektórzy Kanadyjczycy zastanawiają się, czy Kanada może być następna.

— Kątem oka patrzysz na to wszystko i mówisz: cóż, ten rozległy krajobraz, który mamy tutaj w Arktyce, nie jest w rzeczywistości chroniony — mówi Harry Flaherty, lider biznesowy z rdzennej grupy Inuitów i prezes Qikiqtaaluk Corporation.

Flaherty od ponad 10 lat lobbuje w Ottawie na rzecz budowy głębokowodnego portu na wyspie Baffin, kilkaset mil od Grenlandii. To jeden z wielu konkurencyjnych projektów na rzecz ochrony gospodarki Kanady przed zagrożeniami ze strony Trumpa.

Groźby prezydenta dotyczące przejęcia Grenlandii zmuszają Kanadę do zmierzenia się z tym, jak bardzo narażona jest jej Arktyka — to ogromny i słabo rozwinięty region strategiczny, który przez długi czas był traktowany jako odległy problem, głównie dzięki partnerstwu z USA w zakresie obrony kontynentalnej.

Ambicje amerykańskiego prezydenta zagrażają również spornym roszczeniom Kanady dotyczącym suwerenności nad Przejściem Północno-Zachodnim, które były odrzucane przez kolejne administracje USA po obu stronach sceny politycznej.

„Nie mamy nic”

Trump zwrócił uwagę na tę kwestię w Davos, mówiąc, że proponowana przez niego tarcza antyrakietowa Golden Dome „z samej swojej natury będzie chronić Kanadę”. — Kanada otrzymuje od nas wiele gratisów, przy okazji, powinna być wdzięczna. Kanada istnieje dzięki Stanom Zjednoczonym — powiedział podczas Światowego Forum Ekonomicznego.

Premier Mark Carney stara się sprostać tej sytuacji, przedstawiając ambitny plan. Jego rząd chce przyspieszyć rozwój infrastruktury wojskowej i cywilnej o podwójnym zastosowaniu w kanadyjskiej Arktyce, regionie zajmującym powierzchnię równą 40 proc. całkowitej powierzchni Stanów Zjednoczonych, ale zamieszkałym przez ok. 150 tys. osób.

Projekt ten obejmuje potencjalne znalezienie sposobu na zbudowanie pierwszego w Kanadzie portu głębokowodnego, czegoś, co jest powszechne na dalekiej północy Rosji.

— Jeśli spojrzeć na Syberię, mają tam co najmniej 16 portów głębokowodnych. A jeśli spojrzeć na Kanadę, nie mamy nic — mówi POLITICO Flaherty. Reprezentuje on grupę biznesową proponującą budowę portu w miejscowości Qikiqtaaluk (600 mieszkańców) na wyspie Baffina na północnych terenach Nunavut.

Byłaby to jedyna instalacja wojskowa w pobliżu wschodniej bramy do Przejścia Północno-Zachodniego, szlaku morskiego między Oceanem Atlantyckim a Pacyfikiem, który od wieków fascynował europejskich i azjatyckich handlarzy poszukujących krótszych odległości między portami.

Strategiczne miejsce

Europejscy odkrywcy, w tym skazana na niepowodzenie ekspedycja Franklina, próbowali znaleźć drogę przez sieć kanałów między wyspami Arktyki, ale zazwyczaj ponosili porażkę. Przez większość tego czasu grube warstwy lodu morskiego uniemożliwiały żeglugę.

W ostatnich latach topnienie lodu otworzyło strategiczną trasę morską dla zwiększonego ruchu statków handlowych. Do połowy wieku szlak może stać się trwale wolny od lodu.

Mimo to projekt Qikiqtaaluk nie znalazł się na liście priorytetowych inicjatyw Carney’a, obejmującej inne potencjalne porty północne i powiązaną infrastrukturę. Premier utworzył nawet tzw. Biuro Dużych Projektów, aby przyspieszyć zatwierdzanie kilkunastu wniosków związanych z energią i bezpieczeństwem.

Globalna atrakcyjność nowej trasy żeglugowej sprawiłaby, że sporne roszczenia Kanady dotyczące suwerenności nad Przejściem Północno-Zachodnim stałyby się jeszcze bardziej niepewne: Stany Zjednoczone i sojusznicy europejscy nie uznają kanadyjskich roszczeń.

W 1988 r. Kanada i Stany Zjednoczone podpisały traktat, w którym zobowiązały się do współpracy między dwoma „sąsiadami i przyjaciółmi z Arktyki” — czyli czegoś, co ambicje Trumpa w zakresie polityki zagranicznej wydają się niweczyć.

Starania Ottawy opierają się na wypracowanych stanowiskach prawnych, które wzmacniają roszczenia Kanady do suwerenności nad Przejściem Północno-Zachodnim.

Karty Kanady

Alan Kessel, były zastępca ministra ds. prawnych w Global Affairs Canada, posiadający bogate doświadczenie w sprawach Arktyki, określa pozycję Kanady w kwestii suwerenności Arktyki jako niepodważalną. Wskazuje on na szereg tzw. kotwic, w tym porozumienie między Kanadą a Stanami Zjednoczonymi, zawarte po kontrowersyjnym przejściu amerykańskiej straży przybrzeżnej przez wody Przejścia Północno-Zachodniego w 1985 r.

Obecnie amerykańskie statki powiadamiają kanadyjskie władze przed każdym planowanym przepłynięciem.

Ottawa wytyczyła również proste linie bazowe wokół swojego rozległego archipelagu — jest to posunięcie prawne traktujące wody między wyspami jako wody wewnętrzne. Rząd wprowadził krajowe regulacje dotyczące zanieczyszczenia i żeglugi.

Amerykanie i Europejczycy dotychczas przestrzegali kanadyjskich przepisów, jak mówi Kessel. Dodaje, że Waszyngton naraziłby bezpieczeństwo narodowe Stanów Zjednoczonych, aktywnie naruszając roszczenia Kanady dotyczące suwerenności nad Przejściem Północno-Zachodnim.

Gdyby wody te były traktowane jako cieśniny międzynarodowe, statki wrogich państw mogłyby się tam przemieszczać.

— Nie leży to w interesie politycznym ani geostrategicznym Stanów Zjednoczonych, aby nagle Rosjanie i Chińczycy powiedzieli: „No cóż, pie****ć Kanadę. Stany Zjednoczone to zrobiły” — mówi Kessel. Radzi Stanom Zjednoczonym, aby nie wywoływały zamieszania. — Nie igrajcie z tą delikatnie zrównoważoną, prawnie zniuansowaną, płynącą po lodzie sytuacją, którą stworzyliśmy — dodaje.

Przejście Północno-Zachodnie, Kanada, 26 lipca 2022 r.

Przejście Północno-Zachodnie, Kanada, 26 lipca 2022 r.Michael Nolan / Robert Harding RF / AFP

Potrzeba inwestycji

Były premier Nunavut, P.J. Akeeagok, twierdzi, że groźby Trumpa dotyczące Grenlandii powinny służyć jako „ogromny sygnał alarmowy dla Kanady”.

Promuje on projekt Nunavut, który znalazł się na krótkiej liście Carney’a. Grays Bay Road and Port — inwestycja realizowana od prawie 10 lat — byłaby pierwszym połączeniem między kanadyjskim systemem autostrad krajowych a Przejściem Północno-Zachodnim.

„Prezydent Trump agresywnie przedstawia brak infrastruktury i bezpieczeństwa Grenlandii jako zagrożenie dla zachodniej półkuli. Widzimy, co się dzieje, gdy wartość strategiczna regionu jest narażona na szwank z powodu braku inwestycji” — napisał Akeeagok w niedawnym poście w mediach społecznościowych.

Opublikowana w zeszłym miesiącu strategia bezpieczeństwa narodowego Trumpa nie wspomina o Arktyce, ale niektórzy byli wysocy rangą decydenci ostrzegają, że sygnalizuje ona nieuniknione działania w sprawie Przejścia Północno-Zachodniego.

„Stany Zjednoczone muszą dominować na półkuli zachodniej, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo i dobrobyt — to warunek, który pozwala nam pewnie działać w regionie tam, gdzie jest to konieczne” — stwierdził Departament Stanu w 29-stronicowej strategii.

Niektórzy dyplomaci przypisują obsesję Trumpa na punkcie Grenlandii prostemu zniekształceniu wizualnemu: projekcji Mercatora, która dramatycznie wyolbrzymia rozmiar lądów arktycznych. Na tych mapach Grenlandia wydaje się rywalizować rozmiarem z Afryką. Zdaniem Boba Rae, byłego ambasadora Kanady przy ONZ, takie postrzeganie może podsycać ambicje Trumpa dotyczące Arktyki.

— Myślę, że to bardzo ważna kwestia — mówi POLITICO. — Nie mam wątpliwości, że [Trump] postrzega to jako projekt, który zostanie zapamiętany jako jego dziedzictwo, dzięki któremu będzie mógł pochwalić się tym, że Stany Zjednoczone będą teraz większym krajem niż dotychczas.

Niebezpieczny apetyt Trumpa

Rae twierdzi jednak, że zainteresowanie Trumpa Arktyką to prawdopodobnie coś więcej niż tylko chęć przejęcia ziemi — a amerykańska strategia bezpieczeństwa narodowego daje wyraźną wskazówkę, dlaczego tak jest.

— Nie ma rozmowy z Amerykanami, która nie dotykałaby kwestii inwestycji, pieniędzy i dostępu do zasobów i minerałów, co wykracza daleko poza kwestie związane z Przejściem Północno-Zachodnim — mówi Rae. — Jest oczywiste, że Trump uważa, że nasza suwerenność stanowi barierę dla jego nieograniczonego dostępu do naszych zasobów, w tym wody, kluczowych minerałów i wszystkiego innego.

W międzyczasie panuje powszechna niezgoda co do tego, gdzie powinna znajdować się pierwsza duża kanadyjska baza wojskowa w Arktyce.

Akeeagok krytykuje premiera Manitoby Waba Kinewa za promowanie portu Churchill — również znajdującego się na krótkiej liście Carney’a. Jest on położony na północnym krańcu jego prowincji nad Zatoką Hudsona i postrzegany jako „jedyna nadzieja” na ochronę suwerenności Kanady w Arktyce. „Churchill jest bramą do Manitoby, ale nie jest Arktyką” —napisał Akeeagok.

Flaherty nadal jednak opowiada się za innym portem w Nunavut, w Qikiqtaaluk.

Jeszcze w zeszłym miesiącu był w Ottawie, gdzie zabiegał o 150 mln dol. kanadyjskich (389 mln zł) z nowo utworzonego funduszu infrastruktury arktycznej o wartości 1 mld dol. kanadyjskich (2,6 mld zł) na budowę, która jego zdaniem mogłaby zaowocować funkcjonującym portem do 2028 r.

Ćwiczenia kanadyjskich żołnierzy w Arktyce, Inuvik, 2 marca 2025 r.

Ćwiczenia kanadyjskich żołnierzy w Arktyce, Inuvik, 2 marca 2025 r.Cole Burston / AFP

— Znajduje się on tuż obok Nuuk na Grenlandii. Mówimy o ważnym korytarzu arktycznym, o Grays Bay i innych, ale to jedyne miejsce, które jest gotowe do rozpoczęcia budowy i sąsiaduje z naszymi sąsiadami po drugiej stronie Cieśniny Davisa, w Grenlandii — mówi Flaherty. — Ale Grays Bay jest oddalone o ok. pięć do 10 lat. Byłoby to ważnym sygnałem dla naszych partnerów w Stanach Zjednoczonych, że Kanada faktycznie coś robi — dodaje.

Jeden wielki lód

Dowódca kanadyjskiej marynarki wojennej twierdzi, że pierwszy w historii port arktyczny nie jest gotowym rozwiązaniem, ponieważ wszystkie proponowane lokalizacje będą zamarznięte przez co najmniej część roku.

Wiceadm. Angus Topshee uważa, że kanadyjska Arktyka nie przypomina w niczym północnych regionów Europy. — Wystarczy udać się na północ od koła podbiegunowego w Szwecji, Finlandii lub Norwegii, a zobaczycie, że wygląda to jak zachodnie wybrzeże Kolumbii Brytyjskiej — mówi POLITICO.

Kanadyjska Arktyka „nadal będzie zimna, ciemna i ponura zimą”, jak dodaje Topshee.

— Czy moglibyśmy zbudować więcej portów na północy? Tak, ale nie zmienia to faktu, że porty te nie będą funkcjonować przez większą część roku, kiedy panuje zima — tłumaczy. — Co zamierzacie zrobić przez pięć, sześć, siedem miesięcy w roku, kiedy nie będzie można dotrzeć do żadnego z tych miejsc — nawet za pomocą lodołamacza?

Topshee mówi, że statek, który mógłby służyć jako mobilna baza arktyczna, ma więcej sensu, ponieważ „żadna kwota pieniędzy nie sprawi, że Iqaluit będzie wolne od lodu przez cały rok”.

Jak dodaje, kanadyjska marynarka wojenna otrzymuje statki, których potrzebuje, aby lepiej służyć Arktyce, w tym nowe lodołamacze Straży Przybrzeżnej, nową flotę okrętów patrolowych oraz nową klasę niszczycieli.

Kanado, obudź się

Kontrowersje dotyczące Grenlandii zmuszają Kanadę i jej europejskich sojuszników do podjęcia wspólnych działań w Arktyce i zmniejszenia nadmiernej zależności od Stanów Zjednoczonych. — Łatwo jest nie doceniać siły oddziaływania marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych, ponieważ kiedy spotykamy się jako grupa, zapewnia ona nam wszystkie niezbędne informacje kryptograficzne i dotyczące zarządzania informacjami, z których wszyscy możemy korzystać — mówi Topshee. — Zmusza nas to do większej odporności, skuteczności i solidności.

Flaherty, jako wieloletni mieszkaniec Arktyki, rozumie potencjalne konsekwencje całkowitego stopnienia Przejścia Północno-Zachodniego dla suwerenności Kanady.

Jego rodzice należeli do grupy Eskimosów, którzy w latach 50. XX w. zostali przymusowo przeniesieni z Quebecu do dzisiejszego Nunavut na rzecz zaludnienia jałowego terenu. Pokolenie później, po pokonaniu trudnych warunków środowiskowych i zbudowaniu nowego domu, Flaherty twierdzi, że nadszedł czas, aby Kanada się obudziła.

— Zawsze uważam się za sztandar suwerenności, kiedy mówię o kluczowym znaczeniu bezpieczeństwa i suwerenności północy — mówi. — Jako Kanadyjczycy mieszkający w Arktyce czujemy, że to jest nasza ojczyzna i że jesteśmy częścią Kanady, a Kanada będzie nas wspierać w każdy możliwy sposób — jeśli kiedykolwiek coś się wydarzy.