Decyzja o zamknięciu schroniska „Happy Dog” w Sobolewie zapadła w sobotę po godz. 15. Podjął ją Powiatowy Lekarz Weterynarii w Garwolinie. Jeszcze przed tymi wydarzeniami pod miejscowym urzędem gminy odbył się protest, który następnie przeniósł się pod bramę schroniska.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Dlaczego schronisko w Sobolewie zostało zamknięte?

Jakie organizacje brały udział w ewakuacji zwierząt?

Co wiemy o losie zwierząt po ewakuacji?

Jakie zarzuty usłyszał właściciel schroniska?

Niedługo po decyzji o zamknięciu tego miejsca, rozpoczęła się ewakuacja zwierząt. Na miejscu zaczęło działać wiele organizacji prozwierzęcych, takich jak: Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt „Animals”, Fundacja dla Szczeniąt Judyta, Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt, czy Pogotowie dla Zwierząt.

Ewakuacja schroniska w Sobolewie

Ewakuacja schroniska w SobolewiePaweł Supernak / PAP

Ewakuacja schroniska w Sobolewie

Ewakuacja schroniska w SobolewiePaweł Supernak / PAP

Ewakuacja schroniska w Sobolewie

Ewakuacja schroniska w SobolewiePaweł Supernak / PAP

W czasie ewakuacji zapanował chaos. Zwierzęta zaczęły być przewożone do innych schronisk, inne wydawano chętnym do adopcji osobom. Część protestujących wyprowadzała je stamtąd na własną rękę bez sprawdzenia ich danych w systemie ewidencji, co robiły przygotowane do tego organizacje.

Zamknięcie schroniska w Sobolewie. Tam miały zostać przewiezione zwierzęta

Jeszcze w sobotę Mazowiecka Policja w komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych informowała, że decyzją wójta gminy Sobolew, „zwierzęta zostaną przekazane pod opiekę jednego ze schronisk na terenie województwa łódzkiego, z którym obecnie trwa sporządzanie stosownych dokumentów”. Polsat News przekazywał później, że część zwierząt ma trafić do Instytutu Ochrony Zwierząt, który znajduje się w Wojtyszkach (woj. łódzkie).

Onet próbował w niedzielę zweryfikować tę informację u policji. Służby odesłały nas jednak z pytaniami do wspomnianego schroniska. Niestety jego telefon nie odpowiada.

Chaos podczas ewakuacji zwierząt ze schroniska w Sobolewie

O chaosie, który zapanował podczas ewakuacji schroniska, pisze w mediach społecznościowych poseł Łukasz Litewka, który mocno zaangażował się w tę sprawę. Parlamentarzysta staje w obronie osób, które na własną rękę zaczęły zabierać psy.

„W momencie, gdy ogłosiliśmy, że schronisko raz na zawsze zamyka się, to nie była euforia, to była chęć ratunku. Pierwszy raz te biedne zwierzęta były na wyciągnięcie ręki, pierwszy raz każdy mógł wejść, przejść bramę, przeskoczyć płot i zobaczyć cierpienie. Nikt nie był w stanie zapanować nad tłumem, ale to tłum ludzi, którzy kochają zwierzęta. One przeszły piekło, nigdzie nie będzie im gorzej. Weszliśmy do obozu i zobaczyliśmy maszynkę do mielenia mięsa, pałki do bicia zwierząt, na których była krew. Guzy, rany, ropy. Ludzie wchodzili do klatek, przytulali psy, błagali o smycz — wynosili je, bo nie wyobrażali sobie, by te zwierzęta zostały tam jeszcze nawet jedną noc” — czytamy.

Z relacji przedstawicieli organizacji, które zaangażowały się w ewakuację zwierząt, wynika, że nie pomagały w tym działania policji. Także w mediach społecznościowych na grupach poświęconych protestowi w Sobolewie pojawiają się liczne wpisy wskazujące na potężne zamieszanie podczas ewakuacji. Wynoszenie niektórych zwierząt miało być w pewnym momencie blokowane. Ponadto miały występować problemy z dostępem do światła z powodu odcięcia zasilania elektrycznego.

Jak wskazują obecne na miejscu organizacje, zwierzęta często są wychudzone i chore. Obok kojców rozstawione były kije z widocznymi śladami krwi, co sugeruje, że psy były nimi bite. Jak informuje „Fakt”, wszystkie zwierzęta wyjechały już ze schroniska.

Właściciel schroniska usłyszał zarzuty już wiele lat temu. Czeka go rozprawa

Sprawę dramatycznych warunków, w jakich przetrzymywane były psy w Sobolewie, nagłośniła Doda, która od początku roku aktywnie angażuje się w pomoc zwierzętom w schroniskach. Jak tłumaczyła w rozmowie z Jastrząb Post, właściciel prywatnego schroniska „Happy Dog” Marian D. za odłowienie psa jednorazowo otrzymywał 3 tys. zł, dlatego „nie opłacało mu się tych zwierząt ani karmić, ani leczyć, ani utrzymywać”

Marian D. już w 2019 r. usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzętami. Zarzuca mu się m.in. przemoc wobec zwierząt, trzymanie ich w za ciasnych kojcach i niedokarmianie. Rozprawa w tej sprawie ma się odbyć 18 lutego.

Po ogłoszeniu zamknięcia schroniska opieka nad zwierzętami została przekazana na gminę. Wszelkie decyzje o przekazaniu ich organizacjom prozwierzęcym należały do tamtejszego wójta Marcina Błachnio, który zgodził się na oddanie ich pod dwoma warunkami — gmina nie zapłaci za leczenie ani utrzymanie zwierząt oraz organizacje nie będą dochodzić sprawiedliwości za zaniedbanie psów.

Te organizacje zaangażowały się w ewakuację schroniska w Sobolewie

W Sobolewie od soboty prężnie działa wiele organizacji prozwierzęcych. W sprawę mocno zaangażował się m.in. Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt (DIOZ). To organizacja pozarządowa zajmująca się ratowaniem i ochroną zwierząt, która prowadzi interwencje w przypadkach okrucieństwa i zaniedbań, odbiera zwierzęta z nieodpowiednich warunków, leczy je i szuka im domów adopcyjnych.

DIOZ w ostatnich latach owiał się kilkoma kontrowersjami i ma na koncie spory prawne dotyczące swoich interwencji. W 2025 r. prawomocny wyrok sądu uznał jedną z interwencji, polegającą na odebraniu psa za „kradzież mienia”, a nie ratowanie zwierzęcia.

W Sobolewie w ewakuację zaangażowała się także Fundacja dla Szczeniąt Judyta. To fundacja non-profit zajmująca się ratowaniem bezdomnych, porzuconych, chorych i skrzywdzonych psów, ze szczególnym naciskiem na szczenięta.