Jeśli tak dalej pójdzie, to Michael Carrick z trenera do lata, stanie się trenerem na lata. W drugim meczu pod jego wodzą Manchester United odniósł drugie zwycięstwo. W niedzielę „Czerwone Diabły” wygrały na wyjeździe z Arsenalem 3:2, choć od początku spotkanie nie układało się z ich perspektywy korzystnie.

Arsenal stłamsił rywala od pierwszych minut, nie pozwalał mu przekroczyć linii środkowej boiska. A na domiar złego po niespełna trzydziestu minutach gola samobójczego strzelił Lisandro Martinez.

To jednak nie podłamało ekipy z Manchesteru. Inna sprawa, że do prądu podłączył ją Martin Zubimendi. To jego koszmarne podanie sprawiło, że Bryan Mbeumo znalazł się w sytuacji sam na sam z Davidem Rayą i doprowadził do wyrównania.

A żeby tego było mało, to tuż po przerwie fantastyczny strzał z dystansu oddał Patrick Dorgu. Przymierzył w samo okienko i m.in. dzięki czemu Manchester United wygrał na Emirates Stadium.

Co prawda „Kanonierzy” wyrównali w 84. minucie po rzucie rożnym (bo jak inaczej?), ale ostatnie słowo należało do gości. Dosłownie po chwili idealnie z dystansu uderzył rezerwowy Matheus Cunha.

ZOBACZ WIDEO: Wojna o ręcznik! Kuriozalne sceny w finale Pucharu Narodów Afryki

I trudno powiedzieć, by była to wygrana niezasłużona. Wprawdzie – jak wspomnieliśmy – na początku Arsenal miał przewagę, zepchnął gości do defensywy, choć czy przekładało się to na konkrety? No, niekoniecznie.

Raz po rzucie wolnym (co za zaskoczenie) kapitalnie interweniował Senne Lammens, gdy z kilku metrów próbował go zaskoczyć Zubimendi.

Mecz toczył się w dość sennym tempie i wtedy trochę z niczego „Kanonierzy” wyszli na prowadzenie. Gola samobójczego strzelił Martinez, który niefortunnie interweniował po nieudanym strzale Martina Odegaarda. Sporo w tej akcji nie zagrało.

I to pobudziło „Czerwone Diabły”. Dwa niecelne strzały oddał Bruno Fernandes, a wcześniej sukcesem gości było przekroczenie linii środkowej boiska. Wreszcie w 37. minucie było już 1:1, choć największa w tym „zasługa” Zubimendiego, który zachował się bardzo nieodpowiedzialnie na własnej połowie. Podał piłkę wprost pod nogi Mbeumo, a pokonał Rayę.

I oglądaliśmy już inny, dużo lepszy Manchester United. Przede wszystkim odpowiedzialny w defensywie. Druga połowa była praktycznie bezbłędna w ich wykonaniu. Zdrzemnęli się raz, gdy wyrównał Merino, natomiast reakcja była najlepsza z możliwych.

Arsenal FC – Manchester United 2:3 (1:1)
1:0 Lisandro Martinez (s.) 29′
1:1 Bryan Mbeumo 37′
1:2 Patrick Dorgu 50′
2:2 Mikel Merino 84′
2:3 Matheus Cunha 87′

Składy:

Arsenal: David Raya – Jurrien Timber, William Saliba, Gabriel Magalhaes, Piero Hincapie (58′ Ben White) – Martin Odegaard (58′ Mikel Merino), Martin Zubimendi (58′ Eberechi Eze), Declan Rice – Bukayo Saka, Gabriel Jesus (58′ Viktor Gyokeres), Leandro Trossard (75′ Noni Madueke).

United: Senne Lammens – Diogo Dalot, Harry Maguire, Lisandro Martinez, Luke Shaw – Amad Diallo (88′ Noussair Mazraoui), Casemiro, Kobbie Mainoo, Bruno Fernandes, Patrick Dorgu (81′ Benjamin Sesko) – Bryan Mbeumo (69′ Matheus Cunha).

Żółte kartki: Rice, Eze (Arsenal).

Sędzia: Craig Pawson.