Cztery z pięciu słupów elektroenergetycznych w obwodzie murmańskim, których zawalenie doprowadziło do blackoutu w głównej bazie rosyjskiej Floty Północnej, miały ponad 40 lat, o czym poinformował tamtejszy Komitet Śledczy.
Śledczy precyzują, że jest to maksymalny okres użytkowania, po którym konstrukcje powinny przechodzić przegląd techniczny co pięć lat. Dwa słupy zamontowano w 1966 r., kolejne dwa — w 1982 r., a ostatni — w 1988 r.
Obecnie śledczy sprawdzają, czy przeglądy techniczne były wykonywane na czas i jakiej były jakości. Analizowana jest także działalność firmy Rossiieti, odpowiedzialnej za utrzymanie linii wysokiego napięcia w regionie, w tym oczyszczanie słupów z osadów lodu i szadzi. Jednocześnie Komitet Śledczy nie stwierdził oznak „zewnętrznej ingerencji osób trzecich” w konstrukcje. Wszczęto postępowanie karne w sprawie niedopełnienia obowiązków służbowych.
Radziecki sprzęt nie spisał się w 2026 r.
23 stycznia 7 km od Murmańska zawaliło się pięć słupów linii energetycznej. Firma Rossieti jako przyczynę wskazała intensywne opady śniegu i porywisty wiatr. W rezultacie Siewieromorsk, miasto zamknięte, gdzie znajduje się główna baza Floty Północnej, zostało pozbawione prądu. Okręty wojenne przeszły na awaryjne generatory.
Władze wyłączyły oświetlenie uliczne i zaapelowały do mieszkańców, by „maksymalnie ograniczyli zużycie energii elektrycznej w mieszkaniach” na czas trwania napraw.
Blackout dotknął również sam Murmańsk. Jak relacjonowali mieszkańcy, do godz. 13.00 w niedzielę prądu w większości domów obu miast wciąż nie było. Później gubernator obwodu murmańskiego Andriej Czibis przyznał, że nie udało się przywrócić działania linii energetycznych: „sytuację komplikuje niekorzystna pogoda oraz bardzo trudne ukształtowanie terenu, strome podjazdy”. W związku z tym wprowadził w regionie stan wyjątkowy.
Firma Rosseti zorganizowała transport nowych słupów z obwodu leningradzkiego i Karelii. Czibis wcześniej zapowiadał, że naprawa potrwa co najmniej dobę. 24 stycznia sztab kryzysowy zapowiedział planowane wyłączenia prądu, informując, że energia będzie dostarczana na zmianę przez 6 godzin, jednak harmonogramu nie opublikowano.
Mieszkańcy skarżyli się, że „ten system nie działa”. Jak twierdzili, prąd włączono na kilka godzin późną nocą, a rano ponownie go odcięto. Z powodu problemów z dostawą prądu przestały kursować trolejbusy. Ponadto w związku z awarią w kilku miejscach doszło do pęknięcia rur, a naprawę zapowiedziano dopiero na poniedziałek, 26 stycznia.
Moskwa wysłała sprzęt na Kamczatkę. „Dotarcie do ulicy to prawdziwa przeprawa”
Stan wyjątkowy już wcześniej wprowadziły także władze Kamczatki, które nie poradziły sobie ze skutkami potężnego cyklonu i zwróciły się o pomoc do stolicy. 24 stycznia wieczorem należący do ministerstwa obrony samolot An-124 dostarczył im maszynę drogową oraz dwie koparki, o czym poinformował gubernator obwodu, Władimir Sołodow. Jak doprecyzował, sprzęt został przekazany „nieodpłatnie”.
„Maszyny zostaną wprowadzone do pracy na trasach w najkrótszym możliwym czasie” — zapewnił Sołodow i dodał, że kolejne partie sprzętu są w drodze; mają zostać dostarczone samolotem ministerstwa do spraw sytuacji nadzwyczajnych oraz drogą morską. Oprócz Moskwy wsparcie przekazały także Sachalin i Kraj Nadmorski.
Tegoroczna zima na Kamczatce przyniosła najobfitsze opady śniegu od 60 lat. Według regionalnego oddziału hydrometeorologii w grudniu 2025 r. w Pietropawłowsku Kamczackim spadło 370 mm śniegu, czyli ponad trzykrotność miesięcznej normy. W pierwszej połowie stycznia doszło jeszcze półtorej normy (163,6 mm). Pokrywa śnieżna osiągnęła 1,7 m, a w niektórych rejonach nawet 2,5 m.
EPA/MIKHAIL METZEL / SPUTNIK / KREMLIN POOL / PAP
Władimir Putin, prezydent Rosji, rozmawia na Kremlu z Władimirem Sołodowem, gubernatorem Kraju Kamczackiego. Moskwa, 17 lutego 2025 r.
15 stycznia pod zwałami śniegu zginęły dwie osoby, po czym w mieście wprowadzono stan wyjątkowy. Region nie był w stanie samodzielnie uporać się z odśnieżaniem. 21 stycznia prezydent Rosji, Władimir Putin, polecił ministerstwu budownictwa włączyć się w likwidowanie skutków żywiołu na Kamczatce.
Tymczasem mieszkańcy oceniają sytuację jako „skrajnie trudną”. — Wciąż odśnieżane są głównie główne drogi, ale między blokami w ogóle nie da się przejechać. Ludzie poruszają się wśród zasp wąskimi, nieprzetartymi ścieżkami, co jest niebezpieczne. Straż pożarna ani karetki nie mogą dojechać do domów i udzielić pomocy. Zdarzyło się już kilka pożarów ze skutkiem śmiertelnym — relacjonuje jedna z mieszkanek. Jak dodaje, uczniowie przeszli na naukę zdalną, ale przedszkola działają normalnie. Żywność trzeba nosić samodzielnie z głównych ulic.
Kolejna mieszkanka Pietropawłowska Kamczackiego nie zauważyła poprawy po przyjeździe dodatkowego sprzętu do odśnieżania. — Może główne drogi są poszerzane, ale w podwórkach wciąż zalegają góry śniegu, a przejść dla pieszych jak nie było, tak nie ma… Dotarcie do ulicy to prawdziwa przeprawa, niemal wszędzie są urwiska — podkreśliła.
Jej zdaniem sytuację komplikuje dodatkowo aktywność sejsmiczna. Np. w nocy z 24 na 25 stycznia zanotowano aż cztery wstrząsy wtórne o magnitudzie od 4 do 6,4. Kobieta skarżyła się również na przepełnione śmietniki, do których nie mogą dojechać śmieciarki.