23-letni Felix Pigeon już niedługo może przynieść radość polskim kibicom. Urodzony w Kanadzie łyżwiarz w 2022 roku zdecydował się całkowicie zmienić swoje życie i przeprowadził się do Polski, by spełnić swoje marzenie o wyjeździe na igrzyska.
W 2024 roku sztafeta mieszana z Pigeonem w składzie zdobyła brąz mistrzostw świata w short tracku. W styczniu na mistrzostwach Europy Biało-Czerwoni wywalczyli srebrny medal w tej konkurencji. Ta drużyna jest jedną z największych naszych nadziei na medal igrzysk olimpijskich w Mediolanie.
ZOBACZ WIDEO: Były niemiecki piłkarz znów to zrobił. Tak wybrał się w góry
W rozmowie z WP SportoweFakty Pigeon odpowiada, czym zachwyciła go Polska i jaką nieoczywistą rzecz ceni w naszym kraju. Mówi także o świętach spędzonych w naszym kraju wraz z rodzicami i opowiada, co mu sprawia największe trudności w nauce języka polskiego.
Arkadiusz Dudziak, WP SportoweFakty: Jakie to było uczucie, gdy dowiedziałeś się, że pojedziesz na igrzyska do Mediolanu?
Felix Pigeon, medalista mistrzostw świata w short tracku: To wciąż dla mnie kompletnie surrealistyczne, nieprawdopodobne. Pracowałem na to całe swoje życie, mnóstwo poświęciłem. To była też spora ulga, że udało się osiągnąć cel.
Gdy przenosiłem się do Polski w 2022 roku, nigdy bym nie pomyślał, że pojadę na igrzyska i to w polskich barwach. Gdy w 2024 roku zdobyliśmy brązowy medal mistrzostw świata, dopiero uświadomiłem sobie, że wyjazd do Mediolanu jest możliwy.
W 2022 roku jako 19-latek nie znalazłeś się w kadrze Kanady i zdecydowałeś się przyjechać do Polski. Dlaczego?
Rozważałem nawet zakończenie kariery. Rodzice mnie przekonali i powiedzieli, że będą mnie wspierać, także finansowo, co było ważne. Pewnie nie myśleli, że zajdę tak daleko. Nie mam żadnych korzeni, a do Polski przywiódł mnie sport. Wiedziałem, że macie rozwojową drużynę, parę talentów. W tym kraju jest także super klimat i organizacja, co jest ważne dla zawodników. Nie myślałem, że zadomowię się w Polsce, na początku miałem dołączyć na kilka miesięcy do treningów i może potem wrócić do Kanady.
W Kanadzie zostawiłeś całe dotychczasowe życie.
To prawda. Nie był to łatwy wybór, ale z perspektywy czasu bardzo dobry. Miałem wsparcie rodziny, najbliższych. W Polsce podoba mi się wszystko, od spraw stricte związanych z łyżwiarstwem do atmosfery i życia w tym kraju.
Sporo cię w Polsce zaskoczyło?
Tak, bo każdy kraj trochę się od siebie różni. Przyjechałem w czerwcu i wtedy mieliśmy obóz w Gdańsku. Bardzo mi się spodobało. Można było wyjść na plażę, świeciło słońce. Od razu poczułem się pozytywnie.
Czego ci brakuje z Kanady?
Rodziny, najbliższych. Poza tym nie czuję jakiegoś specjalnego przywiązania do Kanady czy Quebecu, z którego pochodzę. W tym roku rodzice przyjechali do nas na święta. Spędziliśmy je z rodziną kolegi z drużyny. Mieliśmy okazję zobaczyć, jak wygląda Boże Narodzenie w Polsce i to było dla mnie superprzeżycie.
Coś cię zaskoczyło?
Nie za wiele, bo w końcu to ta sama religia. Zaczynacie wcześniej, bo my zbieramy się wieczorem. Smakowało mi jedzenie. Nie pamiętam już wszystkich potraw, ale bardzo zasmakowały mi domowe kiełbasy.
A co ci się podoba, a czego nie lubisz w Polsce?
Nie ma takiej rzeczy, której nie lubię. Nie oceniam, jako przyjezdny akceptuję polską rzeczywistość. Polska robi spory progres. Jest bezpiecznie, ma świetny transport publiczny. Czegoś takiego w ogóle nie mamy w Kanadzie, że możesz wsiąść w pociąg i pojechać gdzieś, na przykład z Białegostoku, w którym mieszkam, do Warszawy w dwie godziny. No i lubię polskie jedzenie.
W ostatniej naszej rozmowie wspomniałeś, że lubisz historię. Miałeś okazje zobaczyć jakieś interesujące miejsca w Polsce?
Tak. Ostatnio poszedłem do muzeum poświęconego komunizmowi w Polsce. Odtworzyli apartament z lat siedemdziesiątych i można było zobaczyć, jak wyglądało życie ówczesnych ludzi. Otworzyło mi to oczy na to, jak długą drogę przeszła Polska w ostatnich latach. Przecież komunizm w Polsce wcale nie był tak dawno temu, a wszystko tak się zmieniło.
Poza tym ogromne wrażenie zrobił na mnie Gdańsk. Kiedy przechadzałem się starym miastem, to czułem się niemal, jakbyś przenosił się w czasie.
Uczysz się języka?
Próbuję, jest jednak trudny. Czasem wyłapię coś, jak inni mówią. Rozpoznaję niektóre słówka z kontekstu, zwłaszcza z łyżwiarstwa. Kiedy przebywamy w Polsce na obozie treningowym przez kilka miesięcy to widzę postępy, jednak kiedy wyjeżdżamy, to się pogarsza.
Najtrudniejsze dla mnie są te wszystkie kombinacje, jak s i z obok siebie. To bardzo trudne do przeczytania. Za każdym razem, jak to widzę, na chwilę zawiesza mi się mózg. Wymowa jest chyba najtrudniejsza.
Jesteś gotowy, by zaśpiewać polski hymn na igrzyskach?
Jeszcze nie. Muszę się nauczyć, ale zostały mi jeszcze trzy tygodnie. Próbowałem się jednak go uczyć i coś tam pamiętam.
Wróćmy do twojego startu w Mediolanie. Stresowało cię, że możesz nie otrzymać polskiego obywatelstwa przed igrzyskami?
Nie. Znałem realia, bo w żadnym kraju nie jest łatwo otrzymać obywatelstwo, jeśli nie masz jakichś korzeni. Byłem gotowy na wszystko, nie miałem żadnych oczekiwań. Ale ostatecznie dokumenty uzyskałem na początku grudnia.
Wystartujesz w sztafecie mieszanej. W ubiegłym tygodniu zdobyliście srebro na mistrzostwach Europy. Taki start dodaje wam pewności siebie?
To był bardzo dobry przejazd. Mieliśmy bardzo dobrą współpracę, czasy okrążeń były na odpowiednim poziomie. Mamy szanse na medal igrzysk, bo osiągaliśmy sukcesy w przeszłości. Będzie to bardzo trudne, ale możliwe.
Wystartujesz także w wyścigach indywidualnych, w tym roku stanąłeś na podium Pucharu Świata na 500 metrów, na mistrzostwach Europy zająłeś czwarte miejsce. Jak oceniasz swoje szanse?
To pierwszy sezon, w którym regularnie ścigam się w Pucharze Świata na 500 metrów. Nie oczekiwałem tak dobrych wyników. Pracowałem ciężko całe lato i marzę, żeby być w finale A lub w finale B.
To w starcie na 500 metrów pokładasz większe nadzieje niż na 1000 i 1500 metrów?
W tym sezonie lepiej jeżdżę na 500 metrów. Jeśli zapytałbyś mnie o to rok temu, powiedziałbym, że lepiej czuję się na 1000 metrów.