— Tak, to my odwołaliśmy się do Polskiego Komitetu Olimpijskiego. My jesteśmy oszukani! — nie ukrywa Dariusz Jasiczek, tata Michała, którego w poniedziałek zarząd PKOl sensacyjnie powołał na igrzyska w miejsce Piotra Habdasa, zmieniając decyzję Polskiego Związku Narciarskiego.

Z drugiej strony, po tej wolcie do Mediolanu-Cortiny poleci zawodnik, który ukończył jeden… z 10 ostatnich startów w Pucharze Europy. I zdaniem PZN nie stawia się na żadne badania.

Ta decyzja wywołała burzę. Sugerowano m.in. zakulisową zemstę Radosława Piesiewicza na Adamie Małyszu, który był w ostatnich miesiącach głośnym krytykiem poczynań szefa PKOl. My ustaliliśmy fakty. I są zadziwiające. Choćby to, że w najważniejszym momencie głosowania przedstawiciel PZN został… za drzwiami. I była to jednoosobowa decyzja.

Uporządkujmy. W minionym tygodniu PZN wywołał skandal, powołując na igrzyska Nikolę Komorowską kosztem Anieli Sawickiej. Pierwsza kryteriów wyznaczonych przez związek nie spełniła, druga po części tak. Po medialnej burzy, centrala zmieniła swoją decyzję. Na listę — obok Maryny Gąsienicy-Daniel wpisano Sawicką. Jedyne miejsce dla alpejczyka zajął Piotr Habdas.

Tu narciarskie środowisko nie miało większych pretensji: Habdas punktował i startował regularniej.

Sęk w tym, że kadrę olimpijską — niezależnie od dyscypliny — ostatecznie zgłasza Polski Komitet Olimpijski. I tu dochodzimy do sedna wielkiej awantury.

Radosław Piesiewicz poinformował o tym prezydium zarządu PKOl. Padło tylko jedno pytanie

Na poniedziałkowym prezydium zarządu PKOl Radosław Piesiewicz poinformował, że jest problem z kandydaturą Piotra Habdasa, bo zdaniem Komisji Sportu powinien jechać nie on, a Michał Jasiczek. Skąd taka decyzja Komisji Sportu — o tym jeszcze napiszemy.

„Czy ta rekomendacja jest zgodna z regulaminem kwalifikacji PZN?” — zapytał z ktoś z sali.

„Tak, właśnie zgodnie z tym regulaminem powinien jechać Jasiczek” — miał odpowiedzieć Piesiewicz.

Temat się zakończył. Chwilę później panowie przeszli do innej sali, gdzie – już w większym gronie – odbył się zarząd. Slajdy z powołanymi zaprezentował szef misji olimpijskiej Konrad Niedźwiedzki. Był na nich Jasiczek zamiast Habdasa. Nikt nie protestował, skład przegłosowano bez słowa.

Pojawia się kluczowe pytanie, gdzie był w trakcie tego głosowania przedstawiciel Polskiego Związku Narciarskiego, by zaprotestować, albo po prostu próbować obronić swoją rację.

Otóż czekał pod drzwiami.

Adam Małysz nie pojawił się w Centrum Olimpijskim. I to był kosztowny błąd

PZN wysłał do Centrum Olimpijskiego sekretarza generalnego Tomasza Grzywacza. Nie jest on formalnie członkiem zarządu, więc nie miał prawa uczestniczyć w głosowaniu. To mógł zrobić tylko Adam Małysz. Ale on się w Warszawie nie pojawił.

— To dla mnie trochę absurd. Wiadomo jakie zamieszanie było w ostatnich dniach wokół powołań PZN. Wiadomo też, że Piesiewicz i Małysz to nie są wielcy sojusznicy i Radek wykorzysta każdą okazję, by Adamowi wbić szpilę. A tu nawet nie musiał, bo Małysz sam sobie strzelił samobója — słyszymy od jednego z członków zarządu.

— Jak jestem krytyczny wobec niektórych decyzji Piesiewicza, tak tu wszystko było książkowo. Dostaliśmy rekomendację z Komisji Sportu, nikt nie protestował, więc została przegłosowana. Formalnie nie było się do czego przyczepić – mówi inny.

O jednym jednak nie wiedzieli. O jednej decyzji Piesiewicza, konkretnie.

Nagle przyszedł Radosław Piesiewicz. „Nie ma mowy, żadnych gości”

— Adam Małysz w piątek wysłał do PKOl pismo, w którym oznajmił, że nie będzie obecny na zarządzie z powodu zabiegu medycznego. I prosi, bym zastąpił go ja — mówi nam sekretarz generalny PZN. Był gotowy służyć wyjaśnieniami.

I faktycznie, na drzwiach sali obrad, obok listy członków zarządu był krótszy, dwuosobowy spis gości. Znaleźli się tam szef Misji Olimpijskiej Konrad Niedźwiedzki i Tomasz Grzywacz.

Radosław PiesiewiczRadosław Piesiewicz (Foto: PAP/Piotr Nowak)

— Tuż przed obradami przyszedł pan Piesiewicz i mówi: „nie ma mowy, żadnych gości”. I zamknęli nam drzwi. Konrad się zdziwił, bo miał prezentować skład. Zamówiliśmy kawę, ale minęły dwie minuty i po niego ktoś wyszedł. Mnie nie pozwolono wejść — mówi Grzywacz.

Gdy działacze wyszli z sali, już po głosowaniu, Grzywacz miał protestować, że decyzja nie jest zgodna z regulaminem PZN, bo Jasiczek nie ma nawet ważnych badań lekarskich. Było już jednak za późno.

Ojciec Michała Jasiczka się nie hamuje. „Zakłamana prawda o moim synu”

Obrazu chaosu wokół nominacji na igrzyska nie poprawia rozmowa z Dariuszem Jasiczkiem, ojcem powołanego ostatecznie zawodnika.

— PZN tłumaczył się, że nie powołał mojego syna, tylko dlatego, że ten nie ma badań lekarskich. Bo przecież jako zawodnik na umowie podlega prawu pracy i to związek powinien go wysłać na badania. Podobno wysłali wszystkich alpejczyków oprócz moich dwóch synów. Zwróciliśmy się o uzasadnienie tej decyzji i otrzymaliśmy wiadomość, że to faktycznie brak badań był powodem [Przegląd Sportowy Onet widział mail od wiceprezesa Marka Pacha]. Decyzję o tym podjął sekretarz generalny Tomasz Grzywacz. Można pomyśleć, że to jakiś błąd administracyjny. No ale zawody w slalomie na igrzyskach są dopiero 16 lutego, a badania medyczne można zrobić z dnia na dzień — mówi Jasiczek.

Michał Jasiczek na IO w PekinieMichał Jasiczek na IO w Pekinie (Foto: Christian Hartmann / Reuters)

— Zrobili to ze złośliwości. My jesteśmy oszukani. To dyskryminacja z klucza geograficznego. Najbardziej boli, że zakłamana jest prawda o moim synu. W grudniu osiągnął najlepszy rezultat dla Polski od 25 lat na Pucharze Europy, przez lata nie był powoływany do kadry, a teraz nie otrzymujemy żadnych pieniędzy, w przeciwieństwie do innych alpejczyków — kontynuuje.

Na koniec słowo o tym, dlaczego w ogóle Polski Komitet Olimpijski znalazł podstawy, by podważyć kandydaturę Habdasa kosztem Jasiczka. Tu oczywiście pierwszym krokiem była interwencja pana Dariusza. Drugim — piątkowe obrady Komisji Sportu PKOl.

Komisja Sportu PKOl nie miała wątpliwości. Tak były napisane kryteria PZN

Opowiada nam o nich członek komisji, Wacław Skarul, były trener kolarstwa szosowego, a potem prezes PZKOl. — Jesteśmy ciałem doradczym, ale faktycznie jest tak, że zarząd w 99 proc. z naszymi rekomendacjami się zgadza. Kryteria kwalifikacji napisane przez PZN były takie: w pierwszej kolejności wyniki w Pucharze Świata, w drugiej w Pucharze Europy, a w trzeciej średnia z trzech najlepszych wyników w ostatnich dwóch sezonów. Po analizie wyszło, że do Włoch powinien jechać Jasiczek. Podniesiony został też temat tego, że zawodnik przygotowywał się głównie za swoje pieniądze, a Habdas miał pełne wsparcie finansowe PZN — mówi Skarul.

Adam MałyszAdam Małysz (Foto: Marcin Golba/NurPhoto via Getty Images / Getty Images)

Na ten argument powołał się też Radosław Piesiewicz w rozmowie z Polską Agencją Prasową. — Jednego z nich związek w ogóle pominął w finansowaniu przygotowań, mimo że środki z Ministerstwa Sportu i Turystyki na jego przygotowania zostały przekazane — powiedział prezes PKOl.

Do tych wszystkich słów w rozmowie z PS Onet odnosi się Tomasz Grzywacz.

„Na gębę państwowych pieniędzy się nie rozliczy”. Mocna odpowiedź PZN

Brak finansowania: — Michał Jasiczek miał rok temu zabezpieczone finansowanie akcji szkoleniowych, ale Ministerstwo Sportu i Turystyki wymaga w zamian konkretnych dokumentów. Planów, harmonogramu, rachunków, i tak dalej. Wszelkie prośby o te dokumenty wpadały w czarną dziurę. Przykro mi, ale na gębę państwowych pieniędzy się nie rozlicza.

Kryteria kwalifikacji i brak badań: — To nie jest tak, że istnieją wyłącznie wewnętrzne warunki kwalifikacji. Jest jeszcze ICR, czyli zbiór międzynarodowych regulacji w zawodach narciarskich, które my jako PZN musimy respektować. Jest w nim m.in. pełna odpowiedzialność za stan zdrowia zgłaszanych zawodników. Za ich badania i antydoping. Mimo wielu próśb, Michał nie stawił się na nich od dwóch lat. Nie był też testowany antydopingowo. Dlatego — gdyby zabrał głos na zarządzie PKOl — to na podstawie międzynarodowych regulacji tłumaczyłbym, że to ma znaczenie nadrzędne, a dopiero potem są wyniki.

Piotr HabdasPiotr Habdas (Foto: PZN / Materiały prasowe)

Wyniki Habdasa i Jasiczka: — Każdy widzi jakie są. Piotr gwarantował nam starty w dwóch konkurencjach, Michał w jednej. Tak, to prawda – uzyskał jeden świetny wynik w Pucharze Europy. Jeden na dziesięć startów. W grudniu 2024. Pozostałych nie ukończył. I na tej podstawie jedzie na igrzyska. Prezes Piesiewicz i zarząd PKOl podjęli decyzję bez precedensu. Od teraz jak rozumiem będzie można rozdawać miejsca na igrzyskach politycznie, bez wysłuchania środowiska.

Co dalej? Jak zapowiada Grzywacz, PZN wyśle pismo do FIS, czyli organizatora zawodów narciarskich igrzyskach, że nie bierze odpowiedzialności za start Jasiczka na igrzyskach. Trwają też konsultacje z prawnikami, ale tu odwoływać się może raczej usunięty z listy zawodnik, Piotr Habdas, a nie związek.