Alpejczyk, przebywający obecnie w Korei Południowej, o utracie miejsca w kadrze dowiedział się z mediów. Decyzja o usunięciu z olimpijskiego składu Piotra Habdasa zapadła podczas poniedziałkowego posiedzenia zarządu Polskiego Komitetu Olimpijskiego.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Choć Polski Związek Narciarski (PZN) rekomendował Habdasa, PKOl pod przewodnictwem Radosława Piesiewicza zdecydował inaczej i postawił na Michała Jasiczka. Znalazł podstawy, by podważyć jedną kandydaturę kosztem drugiej: pierwszym krokiem była interwencja Dariusza Jasiczka, ojca Michała. Drugim — piątkowe obrady Komisji Sportu PKOl. Co więcej, przedstawiciel PZN-u nie został wpuszczony na salę obrad późniejszego prezydium zarządu PKOl, aby przedstawić argumenty związku za kandydaturą Habdasa.
Wszystkie szczegóły sprawy poznasz tutaj >>>
Dotarliśmy do głównego poszkodowanego. Piotr Habdas nie kryje żalu, zwłaszcza że nikt z oficjeli nie skontaktował się z nim bezpośrednio. O tym, że nie pojedzie na igrzyska, dowiedział się w środku nocy z powodu różnicy czasu.
— Jak się mogę czuć? Po prostu jestem zszokowany i motywacyjnie na dnie, jeśli chodzi o dalszą pracę i starania — mówi Przeglądowi Sportowemu Onet Piotr Habdas. — O wszystkim dowiedziałem się z mediów. To jest bardzo słabe. Nie zostałem poinformowany przez nikogo. Ani przez PKOl, ani przez związek. Nie wiem, na jakiej zasadzie te decyzje zostały podjęte. Chciałbym się dowiedzieć, na jakiej podstawie PKOl podjął tę decyzję? Czy dwie strony zostały wysłuchane, czy tylko jedna? Mam na myśli tutaj rodzinę Jasiczków. Dla mnie niezrozumiałe jest to, dlaczego nie został dopuszczony do głosu ani na spotkanie człowiek z PZN-u.
Piotr Habdas uderza. „Jego FIS nawet nie dopuszcza”
Spór o miejsce w kadrze ma nie tylko wymiar sportowy, ale i proceduralny. PZN argumentował wcześniej, że Michał Jasiczek nie spełnił niezbędnych wymagań medycznych i antydopingowych, które są nadrzędne wobec wyników sportowych. Habdas potwierdza, że rygorystycznie pilnował wszelkich formalności, których u jego konkurenta miało brakować.
— To był jeden z powodów, bo mówiono mi, że on po prostu nie ma tych badań. Ja miałem tylko w tym sezonie dwie kontrole antydopingowe, on nie był poddany żadnej próbie. Dodatkowo nie ma aktualnych badań z Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej, gdzie ja jeżdżę co pół roku. Nie zaliczył też wyników sprawnościowych, które wszyscy kadrowicze muszą zaliczyć, żeby mieć pełne finansowanie i być branym pod uwagę przy wyborze kadr narodowych. Są kryteria, które trzeba spełnić, a one nie zostały spełnione. To są kryteria nie tylko PZN-u, ale i FIS-u — wylicza rozżalony narciarz.
Olimpijskie wymogi FIS (Foto: Archiwum prywatne Piotra Habdasa)
A o jakie dokładnie kryteria chodzi? Diabeł wcale nie kryje się w tak trudnych do zauważenia szczegółach. Sam Habdas wysłał nam zdjęcia dokumentów. Chodzi o następujące paragrafy:
- 221 Usługi medyczne, badania diagnostyczne i kontrola antydopingowa
- 221.1 Narodowe związki narciarskie ponoszą odpowiedzialność za sprawność i stan zdrowia swoich zawodników do startu w zawodach. Wszyscy zawodnicy, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, są zobowiązani do poddania się szczegółowej ocenie stanu zdrowia. Ocena ta powinna być przeprowadzana w kraju pochodzenia zawodnika.
- 221.2 Na żądanie Komisji Medycznej FIS lub jej przedstawiciela, zawodnicy muszą poddać się badaniom lekarskim przed lub po zawodach.
Olimpijskie wymogi FIS (Foto: Archiwum prywatne Piotra Habdasa)
Kwestia sportowa budzi równie duże emocje. PKOl przychylił się do argumentacji Jasiczka, opartej na regulaminie sprzed dwóch lat, według którego liczyła się średnia z najlepszych startów. Habdas wskazuje jednak, że obecna forma i rankingi FIS jednoznacznie przemawiają na jego korzyść.
— Pod względem sportowym te wymagania, ustawione dwa lata temu, nie przewidywały wszystkiego. Na ten moment wygląda to tak, że ja jestem w rankingach olimpijskich znacznie wyżej. Ale dzięki jednemu startowi, który pan Jasiczek zrobił w 2024 r., może wystartować — mówi ze smutkiem Habdas. — Na ten moment jego aktualna forma nie pozwala nawet na bycie w kadrze seniorskiej. Żeby dostać wsparcie z ministerstwa, trzeba być minimum 150. w rankingu na świecie. On nie ma nawet prawa do startu w Pucharze Świata, podczas gdy ja mogę startować w dwóch konkurencjach. Jego FIS nawet nie dopuszcza do Pucharu Świata, bo nie spełnia wymogów — tłumaczy.
Podkreśla też, że jego pretensje nie są wymierzone bezpośrednio w Michała Jasiczka, ale w system, który premiuje pojedynczy wynik sprzed dwóch lat kosztem regularnej, wysokiej formy. — Wszystkie związki chcą wysłać najlepszego zawodnika na dany moment, a przynajmniej kogoś, kto regularnie prezentuje poziom w okresie kwalifikacyjnym. Ja, będąc najlepszym zawodnikiem na ten moment, nie jadę. To jest całe clou tego. To, czy oni te badania mają, czy nie, to już są rzeczy poza mną, do weryfikacji przez innych. Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy. Przyspieszyliśmy rehabilitację dwukrotnie, żeby wrócić po kontuzji i pokazać, że jestem w stanie rywalizować na najwyższym poziomie. Udowodniłem to wynikami, potwierdzając, że jestem najlepszy w Polsce — dodaje.
Przyszłość pod znakiem zapytania
Dla sportowca, który całe życie podporządkował startowi w igrzyskach, nagłe wykluczenie z ekipy jest ciosem, po którym trudno się podnieść. Habdas przyznaje, że obecnie znajduje się w próżni i nie wie, co przyniosą najbliższe tygodnie. Nie wie nawet, co będzie robił w czasie igrzysk olimpijskich, które startują za moment, 6 lutego.
— Nie wiem, jakie mam plany. Na ten moment muszę na pewno usiąść, pozbierać myśli i na nowo sobie wszystko poukładać, przewartościować. To nie jest łatwe, z dnia na dzień zmienić cel. Dla każdego narciarza główna impreza to motywacja, dla której się pędzi i robi wszystko. Jak ten cel znika, trzeba się na chwilę zastanowić i ustalić kolejne kroki. Od PKOl-u oczekiwałbym informacji, na jakiej podstawie te zmiany zostały dokonane i dlaczego decyzję podjęto bez przedstawiciela PZN-u. To jest dla mnie zastanawiające i dziwne.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że Piotr Habdas nie może się formalnie odwołać od decyzji Komitetu. Jak sam przyznaje, nie ma do czego się odnieść, ponieważ do tej pory nie otrzymał żadnego oficjalnego pisma informującego o usunięciu go z listy olimpijskiej. Jedyną nadzieją zawodnika pozostają działania Polskiego Związku Narciarskiego, który zapowiedział walkę o wyjaśnienie tej bezprecedensowej sytuacji.