Można się zastanawiać, czy to był mecz piłkarski, czy może zabawa w dwa ognie, bo działo się mnóstwo. Benfica tylko w pierwszej połowie mogła strzelić cztery lub pięć goli. Zresztą, w drugiej też nie musiało się skończyć na jednym. Real Madryt pozwalał swojemu rywalowi na bardzo dużo, a sam nie miał do zaproponowania zbyt wiele w ofensywie.
„Królewscy” w pewnym momencie byli na trzecim miejscu w tabeli, a skończyli na dziewiątym, co oznacza, że będą musieli zagrać w lutym dodatkowy dwumecz w 1/16 finału.
Finalnie Benfica wygrała 4:2, a po końcowym gwizdku Jose Mourinho szalał przy linii bocznej. Dlaczego? Ponieważ jego zespół rzutem na taśmę awansował do fazy play-off. A stało się tak, bo w ósmej minucie doliczonego czasu gry gola strzelił bramkarz Anatolij Trubin, który ruszył w pole karne.
Real był w obronie dziurawy niczym szwajcarski ser, a może nawet durszlak. Czasami wystarczyło jedno lub dwa podania i Benfica ruszała z groźnym atakiem. Aż trudno uwierzyć, że kibice na Estadio da Luz obejrzeli „jedynie” sześć goli.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Kandydat do „gola roku”. Ależ to trafiła!
Początek był jednak dość niemrawy. Real przeprowadził w pierwszej połowie jedną sensowną akcję i… strzelił gola. Po dośrodkowaniu Raula Asencio kompletnie odpuszczony w polu karnym został Kylian Mbappe i nie pomylił się z kilku metrów. Można jeszcze ewentualnie dorzucić strzał głową Asencio i dobrą obronę Trubina.
Mimo iż „Królewscy” nie wyglądali dobrze, to po tej sytuacji zaczęli kontrolować wydarzenia na boisku, utrzymywać się przy piłce, ale nagle nadziali się na kontrę i wyrównał Andreas Schjelderup. Inna sprawa, że tutaj nie byłoby nic groźnego, gdyby dwa razy w ciągu trzech sekund nie poślizgnął się Asencio. A tak Vangelis Pavlidis miał mnóstwo wolnego miejsca i spokojne dograł na głowę kolegi z drużyny.
W czasie doliczonym Benfica trafiła po raz kolejny, a Pavlidis do asysty dorzucił bramkę, pewnie wykorzystując rzut karny. Tutaj nie popisał się Aurelien Tchouameni, który bezmyślnie złapał za koszulkę Nicolasa Otamendiego. Do przerwy było 2:1. Tylko 2:1. Benfica spokojnie mogła strzelić jeszcze cztery gole, jednak doskonałych okazji nie wykorzystali: Gianluca Prestianni (genialna interwencja Courtois), Schjelderup (zamiast do bramki, strzelił w ustawionego tuż przed linią Valverde), czy Leandro Barreiro (nieprawdopodobny kiks przed bramką).
Po przerwie gospodarze szybko podwyższyli prowadzenie, ale równie błyskawicznie Real złapał kontakt po akcji Ardy Gulera i drugiemu trafieniu Mbappe. A co dalej? Im bliżej końca, tym były większe nerwy. Przyjezdni nie potrafili złapać odpowiedniego rytmu i w zasadzie nie wykreowali sobie niczego specjalnego.
Benfica próbowała, a w doliczonym czasie miała ułatwione zadanie, bo czerwone kartki złapali Asencio oraz Rodrygo. Pozostałe mecze zakończyły się wcześniej, więc gospodarze wiedzieli, że potrzebują jednego gola, by grać dalej w Lidze Mistrzów. Stąd też Mourinho nakazał Trubinowi iść w pole karne Realu w ostatniej akcji przy rzucie wolnym. No to poszedł, powalczył i strzelił gola!
SL Benfica – Real Madryt 4:2 (2:1)
0:1 Kylian Mbappe 30′
1:1 Andreas Schjelderup 36′
2:1 Vangelis Pavlidis (k.) 45+5′
3:1 Andreas Schjelderup 54′
3:2 Kylian Mbappe 58′
4:2 Anatolij Trubin 90+8′
Składy:
Benfica: Antolij Trubin – Amad Dedić, Tomas Araujo, Nicolas Otamendi, Samuel Dahl – Gianluca Prestianni (87′ Joao Rego), Leandro Barreiro, Fredrik Aursnes, Heorhij Sudakow (83′ Enzo Barrenechea), Andreas Schjelderup (90+3′ Antonio Silva) – Vangelis Pavlidis (90+3′ Franjo Ivanović).
Real: Thibaut Courtois – Fede Valverde, Raul Asencio, Dean Huijsen (78′ David Alaba), Alvaro Carreras (79′ Jorge Cestero) – Arda Guler (79′ Brahim Diaz), Aurelien Tchouameni (55′ Eduardo Camavinga), Jude Bellingham – Franco Mastantuono (55′ Rodrygo), Kylian Mbappe, Vinicius Junior.
Żółte kartki: Leandro Barreiro, Dahl (Benfica) oraz Tchouameni, Asencio, Huijsen, Carreras (Real).
Czerwone kartki: Asencio 90+2′ (Real, za drugą żółtą) oraz Rodrygo 90+7′.
Sędzia: Davide Massa (Włochy).