Były czasy, kiedy (szefowa niemieckich Zielonych) Franziska Brantner wychodziła na ulice, protestując przeciwko kanadyjsko-europejskiej umowie o wolnym handlu CETA. Dzisiaj nie ma dość Kanady. Zarzucała kanclerzowi Niemiec, że nie zbliżył się wystarczająco do Marka Carneya, premiera z Ottawy. Friedrich Merz „tylko połowicznie uścisnął wyciągniętą rękę” po tym, jak Carney stwierdził upadek powojennego porządku świata zachodniego zdominowanego przez Stany Zjednoczone.
Brantner bardziej spodobała się pochwała fińskiego prezydenta Alexandra Stubba, który uznał, że Carney wygłosił najlepsze przemówienie w Davos. Albo to, co można było przeczytać w niemieckich mediach. „W końcu jakiś mąż stanu odważył się wypowiedzieć gorzką prawdę” — głosił tytuł w portalu telewizji „n-tv”, dla „Tagesspiegel” przemówienie to oznaczało „punkt zwrotny”, a dla „Spiegla” „początek innej, lepszej polityki”.
Nie wspomniano jednak nigdzie o tym, że polityk z Ottawy lubi się wycofywać. Kiedy Carney udał się na Światowe Forum Ekonomiczne w Davos, konflikt w Grenlandii właśnie osiągnął niebezpieczny punkt. Możliwy był wybuch wojny handlowej, a nawet brutalne przejęcie ziemi. Ceny na giełdach spadały. Carney wolał jednak pozostać w świetle reflektorów wielkiej sali w centrum kongresowym w Davos. Ciężką drogę do zaplecza pozostawił innym.
To Mark Rutte przekonał Trumpa do przynajmniej tymczasowego złagodzenia napięć, a jako sekretarza generalnego NATO z pewnością nie jest to jego odpowiedzialność. Rutte, który często daje się przyłapać na okazjonalnych pochwałach Trumpa, co spotyka się z drwinami wszystkich tych, którzy są teraz zakochani w Carneyu. To ten sam Rutte, który — podobnie jak szefowie rządów Meloni, Merz i Starmer — nigdy nie przerwał dialogu z Trumpem.
Równowaga między Waszyngtonem a Pekinem
Carney, podobnie jak francuski prezydent Emmanuel Macron, może sobie pozwolić na ostrą krytykę Trumpa i Stanów Zjednoczonych właśnie dlatego — i tylko dlatego — że inni zachowują umiar. Co więcej, Carneyowi — co zostało praktycznie całkowicie pominięte w komentarzach europejskiej opinii publicznej — łatwo jest różne rzeczy mówić. Kanada znajduje się w zupełnie innej sytuacji niż Europa pod względem strategii bezpieczeństwa. Nigdy, pod żadnym pozorem, rząd USA — pod rządami Trumpa lub kogokolwiek innego — nie pozwoliłby, aby trzecia siła naruszyła suwerenność lub integralność terytorialną bezpośredniego sąsiada w Ameryce Północnej.
Mark Carney, premier Kanady, podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, 20 stycznia 2026 r.EPA/GIAN EHRENZELLER / PAP
Artykuł 5. NATO zawsze będzie miał zastosowanie wobec Kanady, niezależnie od tego, jak bardzo szef rządu z Ottawy będzie się wymądrzał. Europejczycy, niestety, nie mogą być tego pewni za czasów Trumpa. Chociażby z tego powodu w Europie należy się dobrze zastanowić, zanim mianuje się Marka Carney’a doradcą strategicznym.
Również diagnoza Carney’a jest w tym kraju analizowana raczej powierzchownie. Jej sednem nie jest krytyka obecnego rządu USA. Jest to ogólny zarzut wobec wielkich mocarstw, bo od dawna nadużywają swojej pozycji. Uderzające byłoby zresztą, gdyby Carney postawił znak równości między USA a Chinami. Na przykład w polityce handlowej można z pewnością oskarżyć Amerykanów o okazjonalne próby zastąpienia rządów prawa prawem dżungli. Ale to Chiny, wyłącznie Chiny, tak świadomie i systematycznie podważają ustanowione prawo handlowe od czasu przystąpienia do Światowej Organizacji Handlu (WTO) ćwierć wieku temu.
W rzeczywistości jednak zarzut Carneya dotyczący nadużyć nie odnosi się w równym stopniu do obu supermocarstw. Jest on skierowany wyłącznie do Ameryki. Co z tego wyniknie, gdy zostanie to zrealizowane? Polityczna równowaga Ottawy wobec Waszyngtonu i Pekinu?
Recepta Carneya na „zmienną geometrię” jest bardziej kusząca niż obiecująca. Carney opowiada się za „różnymi koalicjami dla różnych wartości i interesów”. Innymi słowy, Kanada chce wejść w luźną, poliamoryczną sieć relacji na arenie międzynarodowej — drogę, której Europa, wraz ze swoją Unią Europejską, słusznie unika.
Carney jest szczególnie zainteresowany pielęgnowaniem relacji z innymi „średnimi mocarstwami”: — Średnie mocarstwa muszą działać wspólnie, ponieważ jeśli nie ma nas przy stole, to jesteśmy w menu — mówił.
Samo założenie, że średnie potęgi są lub mogą być samowystarczalne, jest wręcz zabawną myślą. Weźmy na przykład sztuczną inteligencję — 19 z 20 największych modeli językowych, z których korzysta najwięcej użytkowników, pochodzi ze Stanów Zjednoczonych lub Chin. Albo handel jako całość: Niemcy same w niewielkim stopniu korzystają z dynamicznie rosnącej wymiany towarów i usług z Kanadą (wartość wymiany handlowej w 2024 r.: prawie 20 mld euro), dopóki wymiana z USA i Chinami (po około 250 mld) jest niepewna.
Nie jest więc przypadkiem, że dziesięć lat po podpisaniu umowa CETA popadła niemal w zapomnienie. Do dziś nie weszła ona w pełni w życie. W Niemczech czekano sześć lat na ratyfikację, w innych krajach UE, takich jak Francja, Włochy i Polska, ratyfikacja nie nastąpiła do dziś. Nic nie wiadomo o tym, że rząd federalny wywierałby presję na opieszałych partnerów z UE. Najwyraźniej nikt nie chce tracić kapitału politycznego na ostatecznie raczej mało znaczący wolny handel z Kanadą.
Również w samej Kanadzie ratyfikacja CETA, niezależnie od retoryki Carneya, nadal się opóźnia. Zamiast tego kanadyjski premier woli podążać za swoimi poliamorycznymi instynktami. W swoim przemówieniu w Davos Carney ogłosił nie tylko „zerwanie” z Zachodem. Zaraz potem ogłosił również „nowe partnerstwa strategiczne”. A konkretnie z Chinami i Katarem — czyli z największymi i najbogatszymi dyktaturami świata.