Zachęcamy do subskrybowania kanału „Kulisy spraw” na Youtubie. Można to zrobić tutaj.
Gościem Mateusza Baczyńskiego w programie „Kulisy spraw” był Jakub Stachowiak, dziennikarz Superwizjera TVN. W obszernej rozmowie odniósł się m.in. do najnowszych doniesień na temat zaginięcia Iwony Wieczorek. Prokuratura twierdzi, że w śledztwie pojawiły się nowe dowody i zapowiedziała intensywne czynności w tej sprawie.
— Prokuratura mówi, że coś ma, ale prawda jest taka, że gdyby to była prawda, to już w tej sprawie coś by zrobiła. W związku z tym, albo ktoś potrzebuje sukcesu i robi szum medialny, albo któryś z dziennikarzy czegoś się dowiedział i pociągnął temat. Nie wiem, natomiast pewne jest to, że to śledztwo jest obciążone grzechem pierworodnym, bo policja na początku olała sprawę Iwony Wieczorek i trzeba to powiedzieć bardzo mocno — przekonuje dziennikarz.
Poniżej przeczytasz dalszą część tekstu i obejrzysz rozmowę w wersji wideo:
— Po drugie, ta sprawa miała też pecha, dlatego że Iwonie Wieczorek rozładował się telefon, a tych kamer, które znajdowały się na trasie jej przejścia, było po prostu mało. Po drugie, w niektórych przypadkach nie zabezpieczono monitoringu i te nagrania przepadły. A po trzecie, gdyby wtedy rzetelnie szukano dowodów, to zabezpieczono by bilingi z telefonów najbliższych znajomych Iwony Wieczorek. A po roku te bilingi zniknęły i to jest duży problem — dodaje.
— Kiedy robiliśmy z Łukaszem Frątczakiem materiał o Iwonie Wieczorek, to doliczyliśmy się 20 wersji śledczych. Każdą z nich trzeba było zbadać i w każdej z nich jest coś, co może sprawiać, że pomyślimy o niej, jako o tej prawdziwej. Natomiast każda z tych wersji ma też bardzo duży pierwiastek nieprawdopodobieństwa. W dodatku, na wykrywacz kłamstw wsadzono 40 osób z bliskiego otoczenia Iwony i okazało się, że każda z tych osób coś ukrywa. To nie ułatwia sprawy — relacjonuje.
— Dlaczego znajomi Iwony nie mówią całej prawdy? Czy chodzi o poważne kwestie, czy o rzeczy w stylu „tego wieczora paliliśmy jointy”, albo „ktoś zrobił coś głupiego”? Tego nie wiadomo, bo nigdy tego nie udało się wyjaśnić — zaznacza.
Iwona WieczorekMateriały prasowe / mat. prasowe
Czy „pan ręcznik” był zabójcą?
Jakub Stachowiak wyjaśnia, że większości hipotez śledczych, jaki pojawiały się w tej sprawie na przestrzeni lat, nie udało się potwierdzić. Chodzi m.in. o podejrzenia kierowane w stronę człowieka z ręcznikiem idącego za Iwoną Wieczorek, czy znajomego Pawła P. ps. „Browarek”, który usłyszał zarzuty utrudniania śledztwa.
— Jeśli chodzi o człowieka z ręcznikiem to na wstępie trzeba wyjaśnić jedną kwestię. Były dwa nagrania — jedno z tego monitoringu, gdzie widać człowieka idącego za Iwoną, a drugie z miejsca, gdzie grano w trzy kubki i tam też pojawił się facet z charakterystycznie przewieszonym ręcznikiem przez ramię. I ten człowiek z drugiego nagrania zgłosił się na policję, ale okazało się, że nie jest „panem ręcznikiem” z pierwszego nagrania — tłumaczy dziennikarz.
— Tak naprawdę „pana ręcznika” nigdy nie udało się namierzyć. Czy był zabójcą? Może, ale to mało prawdopodobne, bo jak się przeanalizuje nagrania z monitoringu, to wychodzi na to, że ten sam facet dwie godziny później wracał tą samą alejką — rozluźniony, tak samo ubrany. Policja dość szybko wykluczyła tę wersję, bo zakładając, że jest sprawcą, to musiałby najpierw Iwonę zabić, a potem tak ukryć ciało, że przez kolejnych 10 lat intensywnych poszukiwań, nikt go nie znalazł. Ciężko uwierzyć, że zrobiłby to w dwie godziny i potem spokojnie wracał czyściutki tą samą alejką — dodaje.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Czemu nigdy nie udało się go namierzyć? Trudno powiedzieć, ale hipotezy są różne. Może jest cudzoziemcem? Może był przypadkiem w Gdańsku? Przypłynął własną łodzią i mieszka na przykład w Szwecji? Może nie żyje? Może z jakichś innych powodów nie chce się pokazać? Niezależnie od tego, która z tych hipotez jest prawdziwa, to teoria, iż to on jest zabójcą, wydaje się mało prawdopodobna — podkreśla.
— Jeśli chodzi o Pawła P., to na pewno zachowywał się po zaginięciu Iwony dziwnie. Trzeba przypomnieć, że o siódmej rano, kiedy Iwona powinna już być w do domu, namówił swoją koleżankę, żeby zadzwoniła do domu Wieczorek z pytanie, czy Iwona wróciła. Dlaczego sam tego nie zrobił? Dlaczego w ogóle się tym interesował? Nigdy nie umiał tego sensownie wyjaśnić. A przecież kilka godzin wcześniej bawili się wspólnie — tłumaczy.
— Na pewno kręcił, bo z tego, co wiem, to wykrywacz kłamstw wykazał, że denerwuje się przy pewnych pytaniach. W dodatku grzebał w komputerze Iwony Wieczorek, aczkolwiek to mogło być związane zupełnie z czymś innym. Nie chcę tu się wdawać w dywagacje, ale może mieli jakieś wspólne zdjęcia, których się wstydził, albo których nie chciał, żeby wychodziły na światło dzienne? — zastanawia się dziennikarz.
— Pewne jest to, że policja i prokuratura „wsiadły” na niego dwa razy. On był jedną z najbardziej inwigilowanych osób w tej sprawie. Zakładano mu podsłuchy, śledzono go, śledzono rodzinę, dziadków, nawet dziewczynę. Gdyby był zamieszany w zabójstwo, to myślę, że policja zdobyłaby dowody na to. Ale takich dowodów nigdy nie znaleziono — podkreśla.
Iwona Wieczorek podczas powrotu do domuMonitoring miejski w Gdańsku / mat. prasowe
Nieznany wątek
Jakub Stachowiak przyznaje, że ma pewne przypuszczenia dotyczące tego, jaki wątek może być badany obecnie przez prokuraturę.
— Jest jedna wersja bardzo poważnie brana pod uwagę przez śledczych, którą przeoczono na początku śledztwa. Nie mogę o tym mówić zbyt wiele, bo może właśnie to jest ta wersja, która w tej chwili jest rozpatrywana przez prokuraturę, tylko ktoś zaczął opowiadać za dużo w mediach, ku uciesze dziennikarzy i ludzi, którzy czytają. Natomiast prokuratura na pewno nie jest zadowolona, że takie rzeczy wychodzą na jaw — wyjaśnia.
— Ja wiem o tej wersji, ale myśmy w Superwizjerze z pełną świadomością jej nie poruszali, żeby nie schrzanić sprawy. Mogę powiedzieć, że jest świadek, który skłamał w bardzo poważnej sprawie dotyczącej Iwony i nie ma alibi. Gdyby udało się wyjaśnić jaką rolę ta osoba odegrała tego wieczora, kiedy zaginęła Iwona, to być może mielibyśmy dzisiaj sprawę rozwiązaną. Natomiast błędy, jakie popełniono na samym początku, sprawiły, że nie można było tego do końca wyjaśnić — argumentuje.
— Nie chciałbym wchodzić w szczegóły, bo sprawa jest poważna, a wszyscy bardzo chcielibyśmy, żeby została wyjaśniona. Myślę, że możemy ze stuprocentowym prawdopodobieństwem założyć, że Iwona Wieczorek nie żyje. Gdyby udało się znaleźć jej ciało, to być może dałoby się komuś postawić zarzuty zabójstwa. A tak wchodzimy ciągle w nowe wersje śledcze — zaznacza.
Cała rozmowa w materiale wideo.