W skrócie:

  • W Krakowie doszło do serii powiązanych zgonów młodych kobiet i nastolatek, które zmarły po przedawkowaniu opioidów i leków psychotropowych
  • Śledczy ustalili, że były one metodycznie uzależniane przez grupę przestępczą
  • Centralnymi postaciami procederu byli mężczyźni, którzy wykorzystywali ich kryzysy emocjonalne i niedojrzałość, a następnie kontrolowali kobiety poprzez dostęp do substancji
  • Źródłem nielegalnego rynku okazał się lekarz masowo wystawiający recepty
  • Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu

We wrześniu 2021 r. służby odebrały zgłoszenie o młodej kobiecie, która straciła przytomność w jednym z mieszkań na krakowskim Prądniku. Gdy wezwani policjanci dotarli na miejsce, Elżbieta P. była już w karetce. Mimo że reanimacja prowadzona przez ratowników trwała kilkadziesiąt minut, jej życia nie udało się uratować.

Jak opisuje „Gazeta Wyborcza”, w mieszkaniu panował chaos. Trzy osoby, które tam przebywały, były ospałe i wyraźnie spowolnione. Ich zachowanie wzbudziło podejrzenia funkcjonariuszy. Nikt jednak nie potrafił logicznie wyjaśnić, co się wydarzyło.

Sekcja zwłok nie dała jednoznacznej odpowiedzi. Oficjalnie przyczyną zgonu była niewydolność krążeniowo-oddechowa. Znajomi mówili jednak o „zapadce”, czyli zapaści po zażyciu narkotyków. Późniejsze badania toksykologiczne wykazały obecność aż dziesięciu różnych środków odurzających.

Kolejne przesłuchania znajomych młodej dziewczyny przynosiły kolejne informacje, jednak przełomowa stała się informacja o Michale J. oraz sejfie, który trzymał w mieszkaniu, w którym mieszkała zmarła i do którego on wprowadził się tydzień przed śmiercią młodej kobiety.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Ile młodych kobiet zmarło w Krakowie?

Kto był kluczową postacią w procederze?

Jakie substancje były rozprowadzane przez grupę przestępczą?

Czy w sprawie postawiono jakieś zarzuty?

Jak zeznały przesłuchiwane osoby, w sejfie znajdowały się setki tabletek opioidów i leków psychotropowych oraz koperta z napisem „menu”. Zawierała spis substancji, dawek i cen.

Mężczyzna początkowo będzie przekonywał śledczych, że leki były mu potrzebne z powodów zdrowotnych. Oficjalnie był on bezrobotny, jednak — jak podaje dziennik — z czasem wyszło na jaw, że handlował lekami na szeroką skalę. Policja ustaliła, że zarabiał w ten sposób kilka tys. złotych miesięcznie.

Na jaw wyszło, że jedną z jego klientek była zmarła Elżbieta, która szybko się uzależniła. — Często zdarzało się, że zażyła tak dużo, że była na granicy śmierci. Praktycznie codziennie mieszaliśmy te substancje — przyznał przed sądem z kolei Jan K., który wynajmował mieszkanie ze zmarłą i również zażywał oraz rozprowadzał leki psychotropowe.

Śledczy ustalili, że potrafiła brać jednocześnie kilka różnych substancji. Tragicznego dnia zażyła mieszankę opioidów i leków psychotropowych. Upadła w kuchni, a następnie zmarła.

Jak podaje „Wyborcza”, Elżbieta P. miała stały dostęp do wspomnianego sejfu. Zdaniem osób przesłuchiwanych w sprawie, na szyi nosiła ona kluczyk do niego.

Kolejna tragedia w tym samym mieszkaniu. Zaledwie tydzień później

Tragedia ta nie była jedyną, która wydarzyła się w krakowskim mieszkaniu. Zaledwie tydzień po śmierci Elżbiety, w tym samym mieszkaniu, zmarła Aleksandra. Dziewczyna nie miała jeszcze 18 lat. Do lokalu wprowadziła się kilka dni wcześniej.

Śledczy ustalili, że była jedną z kilkunastu nastolatek skupionych wokół grupy spotykającej się w rejonie Galerii Krakowskiej. Większość z nich miała problemy emocjonalne. Osoby te były bardzo młode — najmłodsza miała 13 lat.

Kluczową postacią w tej grupie był Wojciech Z., niewiele starszy od dziewczyn. Prokuratura uznała, że pełnił rolę lidera i systematycznie wciągał nastolatki w zażywanie opioidów i psychotropów, wykorzystując ich uzależnienie i niedojrzałość.

Z informacji „Wyborczej” wynika, że dziewczyny te pochodziły z tzw. dobrych domów, a zażywane przez siebie substancje często opłacały z otrzymywanego od rodziców kieszonkowego.

W grupie produkowano też, z leków dostępnych w aptece, domowym sposobem tzw. kota — efedron, substancję silnie uzależniającą i potencjalnie śmiertelną.

Dzień przed śmiercią Oli do mieszkania przyszedł Michał J. z metadonem. Następnego ranka dziewczyna nie żyła.

Michał J. został oskarżony o rozprowadzanie środków odurzających i nieumyślne spowodowanie śmierci pierwszej z kobiet. Jan K. oraz powiązany z oboma mężczyznami Michał P. z kolei usłyszeli zarzuty udzielania środków odurzających.

Przez lata sprawy traktowane były osobno. Dopiero w 2024 r. po kolejnym zgonie młodej kobiety na krakowskim Kazimierzu, policjanci połączyli je ze sobą. W mieszkaniu, w którym zmarła, był znany funkcjonariuszom Michał J. W lokalu znów znalezione zostały duże ilości leków.

Kolejne miesiące przyniosły kolejne tragiczne zdarzenia z udziałem młodych kobiet. W styczniu 2025 r. w windzie jednego z bloków zostało znalezione ciało 19-latki. Nastolatka zmarła po przedawkowaniu opioidów. Kilka miesięcy później do szpitala trafiła kolejna młoda kobieta po próbie samobójczej po użyciu psychotropów.

W śledztwie w końcu nadszedł przełom, który doprowadził śledczych do 58-letniego lekarza z Dolnego Śląska. Z informacji „Wyborczej” wynika, że mężczyzna wystawiał ogromne ilości recept, posługując się m.in. danymi osób, które nie wiedziały, że ich PESEL-e są wykorzystywane. W sprawie zatrzymanych zostało łącznie osiem osób.

Michał J. został skazany na sześć lat więzienia za handel narkotykami. Czeka na kolejne procesy związane ze śmiercią kobiet. Wojciech Z. i Jan K. dobrowolnie poddali się karze.