„Jak dzieci pod nadzorem” bezkarnego zarządu – tak swoje doświadczenia z Ubisoftem komentują pracownicy francuskiego wydawcy gier przed nadchodzącym strajkiem.
Obecna sytuacja Ubisoftu staje się wręcz podręcznikowym przykładem giganta tracącego swoją pozycję. Firma, która ma w swoim katalogu wiele z najbardziej znanych marek na rynku i której zawdzięczamy jedne z najbardziej kultowych gier i serii, w ostatnich latach raczej nie miała większych sukcesów. Dość powiedzieć, jakoby Assassin’s Creed: Shadows miało być jedyną szansą na pokazanie, że Ubisoft nadal jest poważnym graczem na rynku.
Tytuł nie wypadł źle, ale czas pokazał, że wyraźnie nie był to sukces, jakiego potrzebowali Francuzi. Dowodem ostatnie decyzje Ubisoftu: wielkie zwolnienia, zapowiedź dalszych redukcji etatów, skasowanie 6 projektów oraz gruntowne zmiany strukturalne w firmie.
Pracownicy „jak dzieci” pod okiem nieodpowiedzialnego zarządu Ubisoftu
W teorii restrukturyzacja ma pozwolić Ubisoftowi na sprawniejsze tworzenie gier i zarządzanie projektami. Jednakże, jak już pisaliśmy, pracownicy nie są pewni, czy te zmiany faktycznie mają na celu poprawę sytuacji firmy w dłuższej perspektywie. Zwłaszcza gdy w parze z nimi idą nie tylko spore zwolnienia, ale też zachęta do „dobrowolnego” odejścia z pracy i nawet zapowiedź dalszych „redukcji etatów”.
Stąd właśnie zapowiedź strajku, o której pisaliśmy wczoraj. Jednakże protesty zaczęły się już wcześniej za sprawą członków Solidaires Informatique, którzy zachęcali do jednodniowego strajku 22 stycznia. To nie pierwsza taka inicjatywa tego związku zawodowego: grupa zachęcała do działań już w poprzednich latach, m.in. po wypowiedzi prezes Yvesa Guillemota na temat „ostrożnych” wydatków.
Teraz SI połączyło siły z czterema innymi podobnymi stowarzyszeniami pracowników: CFE-CGC, Confédération Générale du Travail, Printemps écologique oraz Le Syndicat des Travailleureuses du Jeu Vidéo. 5 związków zawodowych nawołuje do masowego wyjścia pracowników Ubisoftu w proteście przeciwko zmianom w firmie, m.in. pełnego powrotu do biur (tj. niemal całkowitej rezygnacji z pracy zdalnej) i nieodpowiedzialności zarządu firmy.
Obiecują nam autonomię Domów Kreatywnych, ale co z autonomią pracowników? Pięć dni obowiązkowej pracy na miejscu: traktują nas jak dzieci wymagające nadzoru, podczas gdy kłamstwa i łamanie prawa przez nasz zarząd uchodzą mu na sucho.
Od ponad roku negocjowaliśmy politykę pracę zdalnej, czasem w trudnych warunkach. W niektórych studiach porozumienie było w mocy od września. Zlekceważone! Nasi koledzy z jednostek bez porozumienia? Na łasce arbitralnych decyzji. Mówią nam o odpowiedzialności, ale ci, którzy tak łatwo rzucają tym słowem, nie biorą żadnej odpowiedzialności za swoje katastrofalne zarządzanie, czego najnowszym rezultatem jest pozbycie się 200 stanowisk w siedzibie Ubisoftu.
W skrócie: cierpliwość związków zawodowych zupełnie się wyczerpała po kolejnych nieprzesadnie owocnych dla wydawcy latach. Dlatego na 10-12 lutego zapowiedziano „ogromny międzynarodowy strajk”.
Jak zauważa serwis PC Gamer, zbiega się to w czasie z ujawnieniem kwartalnego raportu fiskalnego Ubisoftu 12 lutego. Być może związki chcą mieć pewność, że firma nie spróbuje odciągnąć uwagi od krytycznych głosów wynikami finansowymi i zapewnieniami o pozytywnym wpływie zapowiedzianej „domowej” rewolucji.
Niemniej faktyczny „międzynarodowy” charakter strajku pozostaje otwartą kwestią zważywszy na różną sytuację związków zawodowych poza Francją. O efektach apelów SI przekonamy się za 2 tygodnie.

