Bodo/Glimt jeszcze parę lat temu odpadało z Legią Warszawa prowadzoną przez Czesława Michniewicza i Lechem Poznań, który trenował wówczas John van den Brom. Kilka lat to jednak w futbolu wieczność. Norwegowie to świeży półfinalista Ligi Europy, czyli już trochę poważniejszych rozgrywek, a jeszcze świeższy uczestnik fazy play-off Ligi Mistrzów. I wcale nie muszą grać, żeby wygrywać, bo sezon jeszcze tam nie ruszył.
Łeeee… awansuje przecież aż 24 zespołów, co to takiego? No właśnie niekoniecznie, bo nie udało się to chociażby mistrzowi Włoch – SSC Napoli. A udało się Club Brugge, Karabachowi oraz Bodo/Glimt i to na tej trzeciej drużynie się skupmy.
Norwegowie pokonali Manchester City 3:1 oraz Atletico Madryt 2:1. W dwóch ostatnich kolejkach przeciwko wielkim klubom dopisali na swoje konto sześć kluczowych oczek. Sztuczne boisko zrobiło swoje podczas starcia z The Citizens, ale tam śmiało mogło być wyżej. Nie chodzi o samą wygraną, lecz styl. Zespół Guardioli został stłamszony, ośmieszony, zdemolowany, zjedzony.
Ale Bodo/Glimt pokazało, że na wyjeździe także potrafi grać, przywożąc trzy punkty z Riyadh Air Metropolitano. Jednocześnie odrabiając wynik ze stanu 0:1 i tworząc całkiem sporo bramkowych okazji – 11 (siedem celnych).
Bodo/Glimt just beat Man City and Atletico Madrid in back-to-back weeks to reach the Champions League knockout rounds 😲
They’ve not played a league game for two months and hail from a town of just 54,000 people. A stunning achievement on UCL debut ✨pic.twitter.com/9ScTG0Sfwi
— Men in Blazers (@MenInBlazers) January 28, 2026
SKRÓT MECZU ATLETICO – BODO/GLIMT
W Polsce mówią: „Oni przecież jeszcze nie grają”
Pamiętacie jak w Polsce mówi się o mitycznej przewadze przed rewanżem, bo „oni przecież jeszcze nie zaczęli sezonu”. Nie no, u nas to już chłopaki w pełni rozgrzani, biją się o stawkę w Ekstraklasie, a w tej Norwegii nawet nie czują czy piłki są dobrze dopompowane, bo rozgrywki nie ruszyły. Tu upatrujemy swojej szansy. Bo oni na razie nie wiedzą, jak grać w piłkę i na jakich mają grać pozycjach, jeszcze się nie nauczyli. Kurczę, zaraz będą to wiedzieli, bo trener im powie, ale teraz mamy okazję. Możemy uderzyć ze zdwojoną siłą.
Weźmy taką Jagiellonię przykładowo – pierwszą kolejkę Ekstraklasy rozegrała już 18 lipca. Wszystko po to – ten wczesny stary ligi – żeby być świeżym i przygotowanym do eliminacji, bo już tydzień później wspomniana Jaga mierzyła się z FK Novi Pazar.
A już najbardziej to wiosną argumentem jest dla nas, że „oni jeszcze nie zaczęli ligi”. Tak było chociażby w sezonie 2023/24, kiedy Legia Warszawa trafiła na Molde w 1/16 Ligi Konferencji. Wtedy w pierwszej połowie na wyjeździe nie wiedziała, co się dzieje na boisku. Gdyby ktoś nie znał tych drużyn, to raczej ją wskazałby jako tę, która nie wie jak należy grać, bo nie zaczęła ligi. Udało się Wojskowym wtedy obudzić i wrócić do dwumeczu, ale już w Warszawie Molde było o dwie klasy lepsze i spokojnie wygrało 3:0. Kurczę, no patrz, w 90 minut się nauczyli grać…
Legia dostała błyskawiczną szansę rewanżu – już rok później – i pokonała Molde, bo fajtłapowatą interwencję po strzale Marca Guala zaliczył golkiper Norwegów. Oczywiście nie ujmujemy zasług, bo tym razem zagrała już lepiej, ale znów część scenariusza się powtórzyła. Molde na własnym boisku na początku zaskoczyło – już po 20 minutach prowadziło 2:0. Tak chyba nie gra drużyna nieprzygotowana do sezonu, która nie ma „rytmu meczowego”.
Bodo/Glimt nie gra i bije gigantów
W pierwszej edycji Ligi Konferencji Bodo/Glimt potrafiło ograć Celtic, AZ i jeszcze postraszyć w ćwierćfinale Romę. No to dobra, z Włochami zmierzyli się już w momencie, gdy liga norweska ruszyła, ale to też paradoks, że akurat wtedy dostali w trabę aż 4:0. Wcześniej liga nie grała i ośmieszyli Celtic, wygrywając zarówno na wyjeździe, jak i u siebie.
Podczas gdy my zachwycamy się występami w Lidze Konferencji i dwoma osiągniętymi ćwierćfinałami, Bodo/Glimt jest o półkę (a może i dwie) wyżej, bo biło się o awans do finału Ligi Europy. Dopiero 30 marca 2025 roku zaczęło nowy sezon w Norwegii. I kiedy ta liga sobie stała, to wolne posłużyło im do wyeliminowania Twente oraz Olympiakosu w rozgrywkach europejskich drugiej kategorii.
Teraz jest jeszcze lepiej. Ba, wręcz fenomenalnie. Znowu nie grają, a ograli Manchester City oraz Atletico Madryt. Są w fazie play-off Ligi Mistrzów. Zagrają albo z Realem Madryt, albo Interem Mediolan. Tak czy siak – czekają ich dwa kolejne wielkie mecze. Tymczasem jeszcze w połowie stycznia mieli na to zaledwie… 0,5% szans!
Lekcje od pilota, intensywność i oddana społeczność. Kulisy sukcesu Bodo/Glimt
Kiedyś specjalnie przesunęliśmy terminarz ligowy, żeby nasze ekipy grały o stawkę i dobrze się przed eliminacjami rozgrzały. I cóż, okazuje się, że to nie wolne było problemem, skoro teraz przecież specjalnie nasze drużyny przekładają te letnie ligowe mecze, gdy biją się o awans w Europie. Po prostu wymyślono – trochę pod nas – nowe rozgrywki, gdzie łatwiej o sukces. Do tego dochodzi także poziom sportowy, który niewątpliwie w Ekstraklasie wzrósł.
A Bodo/Glimt każe spalić w piecu tezę z wczesnym terminarzem, skoro można bez gry pokonać takich europejskich gigantów.
CZYTAJ WIĘCEJ O LIDZE MISTRZÓW NA WESZŁO:
Fot. Newspix