Osiem lat temu jego dramat poruszył całą Polskę. Bez żadnej przesady. Przez kilka dni wszyscy śledziliśmy akcję ratunkową Tomasza Mackiewicza i Elisabeth Revol. Zadawaliśmy sobie pytanie, czy Adam Bielecki i Denis Urubko zdążą uratować ich spod wierzchołka Nanga Parbat (8126 m n.p.m.). Do Francuzki udało się dotrzeć i sprowadzić ją w dół. „Czapa” znajdował się zbyt wysoko, był w bardzo złym stanie, a dodatkowo pogorszyły się warunki pogodowe.

Nie wiadomo, kiedy dokładnie zmarł. I nigdy się tego nie dowiemy. Pozostał na górze, którą kochał, do której nieustannie wracał i którą ostatecznie zdobył. Oficjalnie pakistańscy urzędnicy wpisali do aktu zgonu datę 30 stycznia 2018 roku. Taki dokument otrzymała najbliższa rodzina Mackiewicza.

ZOBACZ WIDEO: Mocne słowa Igi Świątek na konferencji! Nie gryzła się w język!

Do siedmiu razy sztuka. W sezonie 2017/18 Tomasz Mackiewicz po raz siódmy próbował dokonać zimowego wejścia na Nanga Parbat. Po raz czwarty wspólnie z Elisabeth Revol. Z każdą kolejną wyprawą udawało im się dotrzeć coraz wyżej. „Czapa” miał już coraz większe zmęczenie ciągłymi powrotami w to samo miejsce, lecz ta góra tak silnie zdominowała jego myśli, że nie potrafił zrezygnować. Musiał ją zdobyć.

25 stycznia 2018 roku podejmują decyzję o rozpoczęciu ataku szczytowego. W Polsce tylko najwierniejsi miłośnicy himalaizmu w ogóle wiedzą o tej wyprawie. Uwaga wszystkich skupia się na wydarzeniach pod K2. Tam trwa polska ekspedycja na jedyny wówczas niezdobyty zimą ośmiotysięcznik, z Bieleckim, Urubko i kierownikiem Krzysztofem Wielickim na czele.

Wróćmy jednak do Revol i Mackiewicza. Wychodzą z namiotu rozstawionego na wysokości 7300 m n.p.m. o szóstej rano, lecz zawracają, ponieważ Polakowi marzną dłonie i stopy. Po ogrzaniu się przy kuchence ostatecznie ruszają do ataku szczytowego o 7:30. Bardzo późno.

Mackiewicz porusza się wolno, a Revol musi na niego cały czas czekać. O 17:15 GPS pokazuje wysokość 8035 m n.p.m. Nigdy wcześniej nie byli tu tak wysoko. Do wierzchołka pozostaje już mniej niż 100 metrów. Niewiele. Jednak o tej porze himalaiści powinni już schodzić. Zapadająca noc w mgnieniu oka zmienia warunki. Na dramatyczne.

„Decyzję podjęliśmy wspólnie. Jak zwykle. Nie skarżył się na nic. Nie było też po nim widać, że ma jakieś problemy z oddychaniem czy z żołądkiem” – tak Revol relacjonuje w książce „Czapkins” autorstwa Dominika Szczepańskiego.

Kontynuują atak. Szczyt osiągają między 18:00 a 18:15. Bardzo późno. Aby nie narazić się na poważne niebezpieczeństwo, powinni jak najszybciej rozpocząć zejście. „Eli, słabo cię widzę” – słyszy Revol od Mackiewicza na szczycie Nanga Parbat.

W tej chwili uświadamia sobie, że sytuacja jest bardzo zła. Gorsza, niż mogła przypuszczać.

Mackiewicza dopada choroba wysokościowa. Z minuty na minutę traci siły. Pojawia się ślepota śnieżna, problemy z oddychaniem, a w końcu odmrożenia twarzy. Jest na tyle źle, że o 23:10 (czyli pięć godzin po zdobyciu szczytu) francuska himalaistka wysyła wiadomość do swojego przyjaciela Ludovica Giambiasiego: „Tomek potrzebuje szybkiej pomocy. Jest odmrożony, nic nie widzi. Proszę, spróbujcie coś zorganizować, jeśli się da, to helikopter”.

W tym momencie zaczyna się walka z czasem. Przez kilkadziesiąt godzin wiele osób na całym świecie próbuje zorganizować pomoc. Mackiewicz powoli umiera… Revol zostawia go na wysokości około 7300 m n.p.m. Dlaczego? Otrzymuje informację, że musi zejść sama niżej, ponieważ helikopter nie będzie w stanie zabrać z tej wysokości dwóch osób.

„Tłumaczę Tomkowi, że muszę iść… poszukać obozu IV. – Nie martw się, Tom, helikopter ratowniczy przybywa za kilka godzin” – tak opisuje tę sytuację w swojej książce „Przeżyć”.

Mackiewicz znajduje się w stanie odrętwienia. Żyje, ale nie wiadomo, czy słyszy Revol.

Revol schodzi, a jej życie ratują ostatecznie Bielecki i Urubko, jednak na wyjście – a tym bardziej na lot helikopterem – po Mackiewicza nie ma żadnych szans. Pogoda się pogarsza. Polak zostaje na wysokości 7300 m n.p.m. Na zawsze.

Przez następne tygodnie opinia publiczna żyje śmiercią Mackiewicza. Poznaje go bliżej, jego dokonania, jego zmagania z „nałogiem”, kolejne próby zdobycia Nanga Parbat. „Czapkins” staje się postacią publiczną. Ale dopiero po śmierci.

„Marka (Klonowskiego – przyjaciela Mackiewicza, również himalaistę – przyp. red.) budzi koszmar. – Przyśnił mi się Czapa. Miał do mnie pretensje. Powiedział: Co ty, kur**, gadasz, że ja już nie żyję?!” – to fragment książki „Czapkins” Dominika Szczepańskiego.

Kilka tygodni później ojciec Mackiewicza otrzymuje akt zgonu wystawiony przez pakistańskich urzędników.