Robert Dobrzycki (właściciel Widzewa Łódź): Szczerze mówiąc, nie mam tej świadomości i nie myślę pod takim kątem o naszym kierunku rozwoju. Próbujemy robić swoje na swój sposób.

Pobijacie kolejne rekordy transferowe. Czy dyrektor sportowy Dariusz Adamczuk długo musiał pana przekonywać, że Osman Bukari wart jest aż 5 mln euro?

Rozumiem, że kwoty robią wrażenie, ale ja patrzę tylko na to, co piłkarz wnosi do drużyny. Jeśli zawodnik jest wart np. 3 mln, a nie pięć i pół, to dla mnie jest okej, bo najważniejsze, że jest wystarczająco dobry, by wzmocnić Widzew. Jak wiemy, zimowe okno jest trudniejsze i trudniej jest pozyskiwać piłkarzy za małe kwoty. Dałem się przekonać do transferu Bukariego, bo był to gracz obserwowany od dłuższego czasu i usłyszałem, że ma odpowiednio wysoką jakość.

Jak pan reaguje na głosy — nieliczne, ale jednak — że Widzew psuje rynek i przepala pieniądze?

Podobne głosy słyszałem w swoim podstawowym biznesie, gdy bardzo szybko się rozwijaliśmy. Rozumiem, że takie opinie i krytyka mogą się pojawiać. Gdy się dużo robi, pojawia się dużo komentarzy. Staram się tym nie przejmować. To, na czym się skupiamy, to takie działanie z naszym pionem sportowym, by w dalszej perspektywie Widzew rósł i będziemy kontynuować tę strategię.

Robert Dobrzycki: nie potrafię znaleźć słów na to, co przeżywam podczas meczów Widzewa

Kiedy obejmował pan Widzew, ani dyrektor sportowy, ani trener, ani również piłkarze nie byli zatrudniani przez pana. Można zatem powiedzieć, że w tym momencie kładzie pan większy nacisk na wynik niż w poprzedniej rundzie?

Kupiłem klub z już wybranym dyrektorem i trenerem. Zdecydowałem wówczas, że damy szansę temu zespołowi. Uzupełniliśmy wówczas skład, ale okazało się, że częściowo te ruchy się udały, a częściowo nie. Być może niektóre transfery były zbyt perspektywiczne, za bardzo kupowaliśmy potencjał. Pewnie wynikało to z niezrozumienia naszej strategii. Teraz zrobiliśmy zmiany i to są już wybory moje i pionu sportowego. Więc rzeczywiście w tym momencie patrzę na Widzew jako na swoje dziecko i jako organizację, na którą miałem już największy wpływ.

Kiedy ma się już „dziecko”, mecze ogląda się zupełnie inaczej?

To jest kompletna zmiana i nie potrafię znaleźć słów na to, co przeżywam podczas meczów. Poziom emocji jest naprawdę niesłychany.

Okno transferowe jest wciąż otwarte. Możemy się spodziewać kolejnych piłkarzy w Widzewie?

Nie zdradzę wielkiej tajemnicy, jeśli powiem, że wciąż poszukujemy lewego pomocnika. Nie mamy jeszcze jednak żadnego wytypowanego kandydata.

Latem możecie bić kolejne rekordy? Np. zbliżycie się do bariery 10 mln euro?

Wolałbym, żeby dwa, trzy letnie ruchy były za darmo. Nie ma żadnych założeń finansowych. Chcemy po prostu uzupełnić skład.

zapewniam, że płynność finansowa Widzewa nie jest zagrożona przez najbliższych kilka lat

Na ile wynik finansowy jest ważny dla płynności finansowej klubu? Czy może pan dosypywać pieniędzy, na ile tylko ma pan ochotę?

Wiadomo, że wynik sportowy pomaga w wyniku finansowym, aczkolwiek strategia jest taka, że rozwijamy zespół niezależnie od wyniku finansowego. I tu jest mowa o okresie krótkoterminowym. W okresie długoterminowym chcemy też budować stronę przychodową. My nie tylko robimy transfery. Budujemy sklepy, szukamy innych źródeł przychodu i robimy to bardzo intensywnie. Równie intensywnie jak budujemy drużynę. W każdym razie zapewniam, że płynność finansowa nie jest zagrożona przez najbliższych kilka lat.

Usłyszałem wczoraj nazwisko, które jak usłyszałem, to aż przysiadłem: Nicola Zalewski. Czy to jest piłkarz, który był lub jest przez was rozważany?

Znam piłkarza, ale nic nie słyszałem na ten temat.

Rozmawiałem z jednym z kibiców Widzewa. Wyraził zaniepokojenie, że w krótkim czasie wydaje pan na klub tak dużo. Czy jeśli ten sezon będzie nieudany, nie straci pan motywacji do dalszego wspierania klubu?

Absolutnie nie. Widzew jest dla mnie projektem misyjnym i działamy tak długo i tak mocno, aż odniesiemy sukces.

Robert Dobrzycki: ten sezon Widzewa traktuję jako przejściowy

Sławomir Rafałowicz, który przyszedł do klubu z Dariuszem Adamczukiem, mówił mi, że potrafił w ciągu miesiąca monitorować nawet 500 piłkarzy. Jak wygląda ten proces?

Ja nie decyduję o wyborze zawodnika. Ja tylko negocjuję warunki i włączam się do procesu na końcowym etapie. Nasz dział skautingu jest bardzo dobry. To nie jest tak, że kupujemy piłkarzy z internetu. Jest głęboka analiza, która trwa latami.

Jaki wynik zadowoliłby pana na koniec sezonu?

Ten sezon traktuję jako sezon przejściowy. Oczywiście, jeśli uda nam się osiągnąć jakiś sukces, to super. Ale ja takich oczekiwań nie mam. Chciałbym za to czuć podczas oglądania meczów, że Widzew ma kontrolę. Chcę, żebyśmy jakościowo wyglądali dobrze. Jeśli tak się stanie, będziemy piąć się w górę tabeli i do kolejnych faz Pucharu Polski.

Wiadomo, że Puchar Polski jest blisko — pozostały w nim trzy mecze — ale jeśli go nie zdobędziemy, nic się nie stanie. Jeśli nie awansujemy do europejskich pucharów, też nic się nie stanie. Najważniejsze, byśmy wyglądali na boisku dobrze. Wtedy latem jeszcze uzupełnimy skład i w następnym sezonie już na 100 proc. chcemy powalczyć o awans do pucharów.