Od pewnego czasu OpenAI żyło sobie spokojnie, przywdziewając na co dzień złotą koszulkę lidera: miało najlepsze modele, miliardy od inwestorów, i bezkonkurencyjne tempo rozwoju. Dziś już mówi się inaczej. Są tacy, co zadają wprost jedno pytanie: czy to już początek końca? Strona IsOpenAIDeadYet.com bezlitośnie punktuje napięcia, które narosły wokół twórców ChatGPT — zwłaszcza finansowe i w kontekście konkurencji.

IsOpenAIDeadYet.com to po prostu „one-pager” z jasnym przesłaniem: tam właśnie „oczekuje się” na upadek giganta AI. Jest jeden komunikat: „jeszcze nie upadli, ale zmierzają w tę stronę”, licznik dni od założenia OpenAI w 2015 roku i ironiczne tabela z artykułami zapowiadającymi rzekomy rychły upadek firmy. Całość okraszona memem ze smutno-wesołym Haroldem, symbolem wymuszonego optymizmu. 

Strona wpisuje się w znany z rynków finansowych schemat death-watch — odliczania do potencjalnej porażki gigantów. W przypadku OpenAI paliwem nie jest brak popytu, lecz jego nadmiar i wynikające z tego galopujące koszty.

Zarabiasz krocie, wydajesz krocie…

OpenAI raportuje wielomiliardowe przychody, rosnącą bazę użytkowników i coraz szerszą ofertę. Problem w tym, że i tak są „pod kreską”. Utrzymanie i trenowanie modeli wymaga ogromnych mocy obliczeniowych, a to swoje kosztuje.

Prognozy branżowe coraz częściej mówią o „gigantycznych stratach operacyjnych”, które rosną szybciej niż przychody. Każda nowa wersja modelu to skokowy wzrost zapotrzebowania na energię, GPU i centra danych. Nawet spektakularny wzrost sprzedaży nie zagwarantuje rentowności. Stąd plotki o finansowej kruchości — i stąd popularność strony sugerującej, że firma zmierza „w jedynym słusznym kierunku”. Nie bez powodu są też ostatnie decyzje co do reklam w ChatGPT dla darmowych użytkowników, a także narzekania na m.in. GPT-5, który w opinii wielu miał być „głupszy od 4o”.

Czytaj dalej poniżej Zakorkujcie szampana, takiego rekordu Amazonu nikt nie chce świętować Kolejny zwrot akcji w walce gigantów o Warner Bros. Discovery! Konkurencja ma jeden, istotny komfort, którego nie ma OpenAI

Solą w oku dla twórcy ChatGPT jest… Google. Modele Gemini zaczęły odbierać OpenAI przewagę technologiczną. Google ma dwie ważne rzeczy: pełną integrację z własnym ekosystemem, infrastrukturą i wyszukiwarką, a ponadto: nieograniczone wprost ilości pieniędzy. „Upychając” prace nad Gemini w raportach finansowych, Google może sobie stratę na nim przykryć czymkolwiek, na czym naprawdę dobrze zarabia. I nie zabraknie mu kasy na dalsze działanie.

Wszystko to oznacza presję cenową i funkcjonalną. Jeśli Gemini „podobnie dobrze”, ma pieniądze i nie gnie się pod presją cenową, to dla inwestorów, użytkowników i rynku jest to ważny sygnał. 

Bankructwo czy tylko zmiana epoki?

O bankructwie mówi się sporo w kontekście OpenAI, bo jest to coś, co rozbudza wyobraźnię. Niemniej, scenariusz nagłego upadku OpenAI jest mało prawdopodobny. Nie znaczy to, że obecny model jest stabilny. Strona-licznik nie prognozuje, ale przypomina raczej, że każda firma technologiczna ma punkt krytyczny — moment, w którym koszt skali zaczyna zjadać jej sens.

IsOpenAIDeadYet.com nie mierzy życia ani śmierci firmy. Mierzy za to swego rodzaju zmęczenie PR-ową opowiastką o niesamowitym sukcesie wcześniej nieznanej firmy, która jest skazana na to, by stać się gigantem i zarabiać pieniądze. Nie robi tego tu i teraz, pewnie nie będzie tego robić i za jakiś czas. Być może zmieni się jej struktura, może zmienią się realia, albo stanie się coś, co spowoduje, że tego typu inicjatywy będą mieć sens finansowy.

Czytaj również: Disney wybiera sojusznika w wojnie o AI: miliard dla OpenAI i pozew dla Google

OpenAI jest „po” okresie fascynacji rynku oraz użytkowników, weszło do techowego establishmentu i jest teraz oceniane przez pryzmat konkretnych zmiennych. Te rynkowe, obok jakości produktów, są jednymi z ważniejszych. Nic dziwnego więc, że ktoś ich wyśmiewa, bo Internet w ogóle żyje tym, że ktoś się z kogoś śmieje. Nie upatrywałbym w tym jednak realnej chęci spoglądania na realny upadek giganta, który dał nam ChatGPT.