Minus 18 stopni, przenikliwy, lodowaty wiatr. Kto przy takich warunkach wychodzi na ulicę, musi mieć w sobie ogromną złość. Tak jak Andy. Grubo ubrany stoi przed siedzibą ICE w Minneapolis i razem z kilkudziesięcioma innymi demonstrantami wykrzykuje wulgarne hasła w stronę nieoznakowanych samochodów ICE, które co kilka minut rozjeżdżają się po mieście w poszukiwaniu nielegalnych migrantów.
— mówi Andy.
Po tym, jak funkcjonariusze ICE zastrzelili na ulicy dwóch obywateli USA, prezydent Donald Trump zapowiedział, że spróbuje „nieco zdeeskalować” sytuację w Minneapolis. Dziennikarze serwisu Blick sprawdzili nastroje na ulicach tej skutej lodem metropolii.
O jakiejkolwiek deeskalacji nie ma jednak mowy.
— Wszystko jest po staremu. Jedyne, co się zmieniło, to nowe barierki, żebyśmy nie rzucali się sobie nawzajem do gardeł — mówi Andy.
Szacuje się, że po mieście patroluje obecnie około 3000 funkcjonariuszy ICE — pięć razy więcej niż policjantów w Minneapolis. Andy i inni protestujący mówią wprost o „inwazji”.
Zostaniemy tutaj, dopóki wszyscy nie wyniosą się stąd raz na zawsze
— oświadcza.
PAP/EPA/CRAIG LASSIG / PAP
Policja aresztuje protestujących na przedmieściach Minneapolis w stanie Minnesota, USA, 26 stycznia 2026 r.
„Krew Alexa jest na rękach rządu”
Trump co prawda odwołał kontrowersyjnego lokalnego szefa ICE, Grega Bovino, ale niewiele to zmieniło — w Minneapolis nadal czuć, że to tylko cisza przed burzą. Potwierdza to pracownik największej wypożyczalni samochodów w mieście, który chce pozostać anonimowy.
— Mamy mniej więcej tyle samo zapytań ze strony ICE co wcześniej. Ale nie wynajmujemy im już aut z przyciemnianymi szybami. Dlatego teraz chodzą do konkurencji — mówi.
Fakt, że uzbrojeni funkcjonariusze wyskakują z nieoznakowanych pojazdów i — zdaniem mieszkańców — niemal losowo zatrzymują ludzi, doprowadza do szału także Devana. Inżynier lotniczy z przedmieść Minneapolis stoi przed budynkiem Whipple’a, gdzie stacjonuje wielu agentów ICE. Przed kamerą nie chce zdjąć maseczki.
— Agenci ICE też tego nie robią — rzuca krótko.
Samuel Schumacher / Blick.ch/SamuelSchumacher
Inżynier lotniczy Devan, Minneapolis w stanie Minnesota, USA
Devan nie zauważa żadnej realnej zmiany w terenie. — Samochodów jest tyle samo co zawsze. Status quo — mówi.
Najbardziej oburza go to, że rząd federalny działa tu z taką agresją, nie napotykając sprzeciwu innych władz.
Jesteśmy na granicy wytrzymałości. Dość. Tak dalej być nie może
— oświadcza zdenerwowany Devan.
Po zastrzeleniu pielęgniarza Alexa Prettiego tysiące ludzi wyszły na ulice miasta. Na skrzyżowaniu, gdzie Pretti został zastrzelony strzałami w plecy, leży morze kwiatów, politycznych transparentów i drobnych pamiątek. Na jednym widnieje napis:
Nie jesteśmy poligonem treningowym Trumpa.
Na innym:
Krew Alexa jest na rękach rządu.
Ludzie zapalają znicze, płaczą, obejmują się nawzajem. To cichy, przejmujący protest wobec hałaśliwej i brutalnej polityki władz.
Na piątek zapowiedziano w mieście strajk generalny. Tego samego dnia szef ICE, Todd Lyons, ma stawić się w sądzie i tłumaczyć z działań swoich podwładnych. Sytuacja wciąż jest napięta i w każdej chwili może dojść do kolejnej eskalacji.
PAP/EPA/CRAIG LASSIG / PAP
Miejsce pamięci Alexa Prettiego, który został śmiertelnie postrzelony przez agentów ICE w Minneapolis, Minnesota, USA, 26 stycznia 2026 r.
Lodowaty komunikat z Waszyngtonu
Była policjantka Rebecca przyjechała do miasta tylko na jeden dzień — trzy godziny jazdy w jedną stronę i trzy w drugą — żeby wesprzeć protestujących.
Siła ludzi jest większa niż ludzi u władzy
— mówi.
Takie hasło widnieje też na kartonie, który zawiesiła na barierkach przed siedzibą ICE.
Na betonowych zaporach za nią pojawiają się już mniej wyszukane napisy: „Je*ać ICE”, „Naziści”, „Świnie”. Rebecca wybiera jednak łagodniejszy ton — w duchu słynnego, kojarzonego z grzecznością i spokojem „Minnesota nice”, z którego znani są mieszkańcy północnych stanów USA.
Przestałam wierzyć Trumpowi. Mówi o deeskalacji, ale my niczego takiego tu nie widzimy. Pozostaje nam czekać
— oświadcza.
Kilka godzin później przychodzi oficjalny, lodowaty komunikat z Waszyngtonu. Tom Homan, „car graniczny” Trumpa, który od początku tygodnia dowodzi operacją ICE w Minnesocie, oświadcza, że deeskalacja nastąpi dopiero wtedy, gdy demokratyczne władze lokalne umożliwią jego agentom dostęp do więzień, aby mogli deportować nielegalnych przestępców.
Lokalne władze odpowiadają, że już teraz współpracują w tym zakresie. Sytuacja w Minneapolis pozostaje więc dosłownie i w przenośni zamrożona. Wraz z nadejściem weekendu temperatury spadną jeszcze bardziej. Napięcie w tej skutej lodem metropolii — ani trochę.