Przed kilkoma dniami „Daily Mail” przekazał sensacyjne wieści na temat Michaela Schumachera. Dziennikarz brytyjskiej gazety dowiedział się, że siedmiokrotny mistrz świata Formuły 1 „nie jest już przykuty do wózka„. Były to pierwsze tak pozytywne wieści ws. byłego kierowcy od wielu lat.
Do tych rewelacji odniósł się Ricciardo Patrese. Były kierowca F1, który był zespołowym partnerem Michaela Schumachera w Benettonie w roku 1993, potwierdził pozytywne wieści ws. 57-latka. Zaznaczył przy tym, że pierwsze informacje o tym, że Schumacher nie jest już przykuty do wózka miał już sześć lat temu.
ZOBACZ WIDEO: Ewa Pajor wyróżniona. Nie miała sobie równych!
– Poprzez znajomego dowiedziałem się, że jego stan się poprawia, ale nie widziałem Michaela od wypadku. Nigdy nie pojechałem do jego domu, więc znam tylko relacje ludzi, którzy go widzieli. Mówili, że Michael może siedzieć, patrzeć i rozglądać się, nawiązywać kontakt wzrokowy – powiedział Patrese w rozmowie z „Hochgepokert”.
– To, co prasa podała w tym tygodniu, wiedziałem od dawna. Michael jest w swoim własnym świecie. Rozpoznaje ludzi wokół siebie, znajome twarze. Jestem jednak przekonany, że nie wie, iż jest siedmiokrotnym mistrzem świata F1 – dodał Włoch.
Wicemistrz świata F1 z sezonu 1992 podkreślił, że ogromną pracę wykonała Corinna Schumacher. To małżonka Niemca od ponad dwunastu lat stoi na czele rodziny, koordynuje proces pomocy „Schumiemu”, a czasem podejmuje też trudne decyzje – związane m.in. ze sprzedażą części majątku. Rehabilitacja Schumachera pochłania bowiem spore pieniądze.
– Michael żyje teraz w taki sposób, dzięki ogromnemu wysiłkowi rodziny. Myślę, że w takiej sytuacji to skarb dla osoby, którą kochają. Nawet w jego stanie chcą go mieć przy sobie, opiekować się nim i kochać. On wciąż jest z nami i możemy tylko mieć nadzieję, że będzie lepiej. Naprawdę mam nadzieję, że każdego dnia robi odrobinę więcej – stwierdził Patrese.
Były kierowca F1 zaznaczył, że cieszy go wzmianka o każdej poprawie stanu Schumachera, ale równocześnie z jego wiedzy wynika, że od kilku lat w życiu legendy F1 nie doszło do znaczącego przełomu.
Wypadek Michaela Schumachera wydarzył się 29 grudnia 2013 roku we francuskich Alpach. Niemiec uderzył głową o kamień i doznał skomplikowanego urazu głowy. Przez kilka miesięcy znajdował się w śpiączce, a lekarze początkowo opisywali jego stan jako krytyczny. W pewnym momencie małżonka „Schumiego” postanowiła, by nie informować opinii publicznej o stanie zdrowia byłego kierowcy F1.
Patrese ujawnił, że krótko po wypadku chciał zobaczyć się z Schumacherem, ale jego małżonka odrzuciła prośbę. – Byliśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi. A potem były święta Bożego Narodzenia. Usłyszałem o wypadku. Nikt nie wiedział, jak poważny jest jego stan. Wysłałem więc wiadomość na jego telefon: „Wszystko w porządku, Michael?”. Niestety, nie było odpowiedzi. Od razu wiedziałem, że problem jest poważny i wtedy wszystko się zmieniło. To był mój ostatni kontakt z nim – wyjawił.
– Oferowałem pomoc, chciałem sprawdzić, czy coś da, gdybym się z nim zobaczył, ale woleli zostać sami. Widziałem Corinnę na Festiwalu Prędkości w Goodwood w 2019 roku, kiedy odbywały się obchody kariery Michaela… To było świetne wydarzenie, ale nie pytałem jej o stan Michaela. Od czasu wypadku powiedziałem do Corinny: „Chcesz, żebym przyjechał i spróbował porozmawiać, zobaczyć, czy się obudzi i tak dalej?”. A ona odpowiedziała: „Nie martw się, Riccardo” – podsumował sześciokrotny zwycięzca wyścigów F1.