W skrócie:
- Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zapewnia, że Polska 2050 nie grozi rozpad mimo kryzysu i sporów o przywództwo
- W partii trwają wybory przewodniczącego, a Pełczyńska-Nałęcz podkreśla wagę jedności i współpracy, nawet przy różnicach zdań
- Ministra krytykuje publiczne konflikty i wulgarny język, deklaruje prowadzenie pozytywnej kampanii i skupienie na sprawach ważnych dla ludzi
- Podkreśla osiągnięcia Polski 2050 w polityce mieszkaniowej, podatkowej i transparentności, mimo niskiego poparcia w sondażach
Magdalena Rigamonti: Polska 2050 jeszcze istnieje, czy to już trup polityczny?
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: Trochę nie rozumiem, po co w ten sposób stawiać sprawę.
Sondaże na to wskazują, stąd to stawianie sprawy.
Sondaże rzeczywiście są nie takie, jak byśmy chcieli. Sondażowe problemy mają akurat wszyscy koalicjanci poza głównym koalicjantem. PSL jest w podobnym punkcie jak my, a nikt i słusznie nie wieszczy tutaj żadnego rozkładu.
Macie 1,5-procentowe poparcie i kryzys.
To jest moment, od którego się odbijemy. Wybory są za ponad półtora roku, de facto za dwa lata.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Czy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz uczestniczy w wyborach w Polsce 2050?
Jakie są osiągnięcia Polski 2050 według Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz?
Jakie są różnice zdań w Ruchu Polska 2050?
Czy Polska 2050 grozi rozpad przy wyborze Pauliny Hennig-Kloski?
Wybory w Polsce 2050. „Mam zupełnie inne przeczucia niż pani”
Wybory w Polsce 2050 już jutro po południu [rozmowa nagrywana była w piątek 30 stycznia. Wybory w Polsce 2050 odbywają się 31 stycznia]. Wygra Legia albo Lech, jak śpiewał Kazik, albo pani, albo Paulina Hennig-Kloska. Pani ma mniejsze szanse.
Nie mam pojęcia skąd pani czerpie taką wiedzę.
Pani minister, z rozmów z pani koleżankami i kolegami.
W I turze otrzymałam dwa razy tyle głosów, ile Paulina Hennig-Kloska. I mam zupełnie inne przeczucia niż pani, ale oczywiście bez żadnej arogancji. Najważniejsza jest decyzja osób, które wybierają, czyli naszych członków Polski 2050.
Szymon Hołownia proponował, że może byłoby dobrze, gdyby była dwuwładza w partii, pani, obydwie panie byście spróbowały rządzić.
To była moja propozycja. Złożyłam ją po pierwszej turze jako kandydatka, która otrzymała dużo więcej głosów. Z tego powodu, że biorę większą odpowiedzialność za całość. W tym momencie najważniejsze jest łączenie, pójście razem po to, żeby jak najwięcej wyborców naszej partii poczuło, że są reprezentowani w takim współprzewodnictwie. Szymon Hołownia to poparł, Paulina uznała, że to nie jest dobre rozwiązanie.
Siła przywództwa polega na tym, że ma się też odwagę wyjść z propozycją nieoczywistą, ale łączącą i gwarantującą porozumienie. Dzisiaj często w polityce się uważa, że jak ktoś chce postawić komuś buta na gardle, to jest silny. To nie jest siła. Zaproponowałam rozwiązanie, ale do tanga trzeba dwojga. Przyjmuję decyzję Pauliny Hennig-Kloski. Idziemy spokojnie, demokratycznie, na drugą turę wyborów.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz oraz Paulina Hennig-KloskaRadek Pietruszka / PAP
„To nie jest o moich ambicjach i emocjach, to jest o koalicji”
Jeśli pani wygra, to chciałaby pani być wicepremierką?
Decyzję o tym, kogo jako wicepremiera wskazuje Polska 2050 już zapadła.
Nie mówię o decyzjach, tylko o pani ambicjach i emocjach.
To nie jest o moich ambicjach i emocjach, to jest o koalicji. W koalicji umówiliśmy się na to, że każda partia koalicyjna ma wicepremiera. Umówiliśmy się też na rotacyjnego marszałka Sejmu. Polska 2050 dotrzymała wszystkich umów. I teraz jest pytanie, czy wobec nas koalicjanci, zwłaszcza największy koalicjant, bo co do reszty koalicjantów słyszę, że są zdecydowanie za, dotrzyma tego zobowiązania.
Marszałek rotacyjny — to było wpisane w umowę koalicyjną. Kwestii wicepremiera dla każdego koalicjanta w tej umowie nie ma.
Stanowisko wicepremiera dla ministra Sikorskiego też nie było wpisane w umowę. Została zawarta umowa ustna w czasie rekonstrukcji rządu i wiele osób, które siedziało przy tym stole, potwierdziło, że tak się zdarzyło. Umowa ustna obowiązuje i nikt nie mówi, że tej umowy nie było.
Donald Tusk rozmawia z Radosławem Sikorskim, śmiem powiedzieć, że się z nim koleguje albo nawet przyjaźni, a między panią a premierem Tuskiem koleżeństwa nie ma. Kiedy ostatni raz pani rozmawiała z premierem?
Ale jakie to ma znaczenie? Rozumiem, że jest to taka wizja polityki, gdzie się na wicepremierów wskazuje dobrych kolegów, a nie niesie się odpowiedzialność za dobrą współpracę koalicyjną. Ja mam taką wizję, że dobra koalicja to taka, która dotrzymuje wobec siebie słowa. My tego słowa dotrzymaliśmy. Współpraca koalicyjna jest przede wszystkim o sprawach, które są zrealizowane, o reformach, które są zrobione. To nie jest rodzina, czy jakieś towarzystwo wzajemnej adoracji.
Kiedy rozmawiała pani z Donaldem Tuskiem?
Na Radzie Ministrów.
Czyli zdawkowo.
To były bardzo rzeczowe i konstruktywne rozmowy dotyczące KPO i projektów, które w ramach KPO procedujemy, w tym sprawa Państwowej Inspekcji Pracy, która jest reformą w ramach KPO. Osobiście uważam, że w koalicji nie należy unikać spotkań, przeciwnie, trzeba rozmawiać, nie uchylać się. Ja do takiej rozmowy z panem premierem i w ogóle z każdą osobą w koalicji zawsze jestem gotowa.
Ale tych rozmów nie ma.
Pani redaktor, każdy niesie sam odpowiedzialność za swoje działania. Deklaruje chęć rozmowy i współpracy.
Kilka miesięcy temu też mi pani mówiła, że deklaruje pani chęć rozmowy.
Cały czas jestem dokładnie w tym miejscu, w którym jestem.
Rozumiem, że premier Tusk panią ignoruje.
Nie wiem, czy ignoruje. Podejmuje swoje decyzje.
Decyzje, że nie rozmawia z minister Pełczyńską-Nałęcz.
Na dzisiaj tak to wygląda, choć mam nadzieję, że ta decyzja zostanie zmieniona. I nie jest też moją intencją, żeby tu zaogniać albo w jakikolwiek sposób stawiać tę sprawę w taki konfrontacyjny sposób.
Wysłała pani premierowi sms: panie premierze, potrzebuję z panem pogadać?Komunikuję się z panem premierem i proponuję, jak to wypada robić. I robię to w sposób, powiedziałabym, z szacunkiem i tyle. To nie jest do opowiadania.
Wysyła pani sms-y, czy kontaktuje się pani z nim przez kogoś?
Pani redaktor, to nie ma znaczenia, czy wysyłam sms-y. Ważne jest co innego. Mam wrażenie, że za dużo rozmawiamy o politykach, kto do kogo, jakie wysyła sms-y.
W pani partii sms-y…
Za mało rozmawiamy o sprawach i rzeczach, które są ważne dla ludzi. Ja z panem premierem i z każdą osobą z koalicji o reformach ważnych dla ludzi, zawsze chcę i będę chciała rozmawiać. I to jest moja postawa polityczna.
Donald Tusk oraz Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz podczas posiedzenia rządu 26 sierpnia 2025 r.Paweł Supernak / PAP
Pani chce być przewodniczącą Polski 2050, pani chce być wicepremierką, więc bez rozmów z szefem rządu, bez jasno przedstawionych deklaracji, twarzą w twarz po prostu się nie obejdzie. Z Michałem Kobosko, którego kandydatura na szefa partii była brana pod uwagę, premier Tusk się spotkał.
Jaki to ma związek z wyborami w Polsce 2050? Wybory w Polsce 2050 dzieją się niezależnie od tego, jak zachowują się nasi koalicjanci. To jest nasza wewnętrzna sprawa i decydują o tym nasi wyborcy. I ja w tych wyborach startuję.
Nie ma ich za wielu.
Oczywiście, że są. Cała nasza partia to jest kilka tysięcy osób, a głosować może około 700 osób. Są członkowie zwyczajni, są inni członkowie, są sympatycy. Wreszcie są członkowie stowarzyszenia. I to jest naprawdę kilka tysięcy osób. Tak jest zbudowany nasz ruch. I dla mnie to są bardzo ważni ludzie i to oni decydują w tym momencie o przywództwie. Staram się moją kampanię prowadzić wokół spraw, czyli pokazywać, czym jest Polska 2050, jakie kwestie już zostały zrobione i co dalej będziemy robić. I też o tych sprawach jestem gotowa rozmawiać z panem premierem.
Ale on nie chce.
To nie zmienia faktu…
Że pani chce…
Ja chcę, ponieważ taka jest moja postawa polityczna, koncyliacyjna i nastawiona na dialog.
Dlaczego on pani nie lubi, pani minister?
Nie wiem, czy lubi, czy nie lubi i w ogóle mam wrażenie, że polityka nie jest o naszych osobistych emocjach, tylko o ludziach i o sprawach. Pani redaktor, dla mnie nie jest o tym, kogo ja lubię czy nie lubię, tylko o rzeczach, które uważam, że w Polsce powinny być zrobione. Te rzeczy budzą moje emocje i zaangażowanie. A cała reszta to jest współpraca z koalicjantami i innymi ministrami jako środek do celu. A cel to są zmiany w Polsce. To są konkretne reformy.
Czy Polska 2050 może się rozpaść?
Jeśli wybory w pani partii wygra Paulina Hennig-Kloska, to Polska 2050 się po prostu rozpadnie?
W żadnym wypadku się nie rozpadnie. Każda partia polityczna ma różne frakcje i skrzydła. I te podziały czy różnice wewnętrzne powodują, że jedni popierają mnie, drudzy Paulinę Hennig-Kloskę.
Szymon Hołownia mówi wprost, że on odejdzie, a z nim spora grupa polityków, spora grupa posłów, więc co z tej partii zostanie?
Jeśli wygram, będę gorąco namawiać Szymona Hołownię, bo jest bardzo ważną osobą dla naszej partii, żebyśmy razem działali.
Rozmawiam z ludźmi w Polsce 2050 i wiele osób ma go dość.
Ludzie mają bardzo różne poglądy, ale to nie zmienia faktu, że jest ważną osobą. Można się w wielu rzeczach różnić, ja się też z Szymonem Hołownią w bardzo wielu rzeczach różnię, ale to on jest ważną częścią Polski 2050. Ja jestem za całością. Jestem gotowa rozmawiać i współpracować z Pauliną Hennig-Kloską, zdecydowanie namawiać Szymona, żebyśmy szli razem dalej do przodu w Koalicji 15 października, jako partia, która ma własną tożsamość, własny asertywny program. I nie ma znaczenia, czy ktoś mnie lubi, czy nie. Istotne jest, czy mamy dobrą politykę mieszkaniową w Polsce, czy podatki są sprawiedliwie rozłożone, czy mamy dzisiaj podatek od banków. A jeszcze rok temu, kiedy tę sprawę podnosiłam, wokół tego był straszny krzyk…
Pani mówi o polityce mieszkaniowej…
Mówię o sprawach dla ludzi najważniejszych…
Szymon HołowniaMarcin Obara / PAP
„Stały się rzeczy, których ja osobiście nie aprobuję”
Tak, ale w waszej partii to nie jest najważniejsze. Tylko kto wygra wybory. Komunikujecie się ze sobą… Widzieliśmy wszyscy screeny z esemesami, widzieliśmy wulgarny język pani minister kultury Marty Cienkowskiej, a w nich również pogardę dla nas, dziennikarzy. I to jest wasza partia teraz, a nie wielkie słowa o sprawach nas, obywateli.
Stały się rzeczy, których ja osobiście nie aprobuję. Nie pochwalam sama żadnych screenów, żadnych personalnych sporów nie prowadzę publicznie. Staram się prowadzić pozytywną kampanię. I taką też, muszę przyznać, prowadzi Paulina Hennig-Kloska. I też namawiałabym państwa dziennikarzy, z całym moim szacunkiem do tego, co państwo robicie, do widzenia spraw, które niesiemy.
Gdyby nie Polska 2050, to polityka mieszkaniowa dzisiaj w Polsce byłaby kompletnie w innym miejscu. Mielibyśmy politykę nastawioną na drożejące mieszkania, a nie na mieszkania dostępne. Gdyby nie my, nie byłoby konsultacji publicznych ustaw w Sejmie ustaw, w których już dzisiaj dziesiątki tysięcy ludzi wzięły udział, nie byłoby podatku bankowego, nie byłoby jawnych umów zawieranych przez samorządy. To wszystko zostało zrobione dzięki nam.
I jest kłótnia, kryzys, teksty pani partyjnej koleżanki „j***ć przychylne media”. Rozumiem, że teraz pani próbuje trochę odkupić winy.
Nic nie próbuję odkupić. Mam takie pytanie, pani redaktor…
Pani minister, nie wstyd pani było, kiedy pani przeczytała, to co napisała minister Cienkowska?
Pani redaktor, czy pani uważa te rzeczy, o których ja tu próbuję cały czas mówić, takich jak polityka mieszkaniowa, sprawiedliwość podatkowa, inwestycje publiczne…
To są bardzo ważne rzeczy…
To się cieszę, że się zgadzamy.
Tylko…
To są rzeczy najważniejsze, które są moim motorem w polityce.
Ośmieszacie politykę, działając w ten sposób, działając w wielkich emocjach, do tego wulgarnie, kłócąc się i pokazując, że tak naprawdę, chodzi wam o władzę w małej partii.
Myślę, że tutaj dochodzi do takiego dużego uwspólniania. Siedzę tutaj, rozmawiam bardzo spokojnie i z szacunkiem do słuchaczy i do pani redaktor o sprawach, które uważam za ważne, które prowadzę od dwóch lat, i które są moim napędem w polityce. Jeżeli wygram te wybory w Polsce 2050, to w tę stronę poprowadzę naszą formację, w kierunku spraw, ludzi, sprawiedliwości, dokładania się do dobra wspólnego. Już bardzo dużo zostało zrobione, żeby model gospodarczy w Polsce przełożyć z taniej siły roboczej na polskie technologie. Co ja poradzę, że dla mnie to jest najistotniejsze?
Może ma pani wokół siebie beznadziejnych ludzi.
Proszę wybaczyć, ale nie pozwolę na to, żeby obrażać setki osób, które są w Ruchu Polska 2050. Są osoby, które w moim przekonaniu postąpiły nierozważnie, albo tak, jak ja bym nigdy nie postąpiła.
Pani jest zawodową dyplomatką.
Nie jestem dyplomatą, chociaż dyplomacja w polityce nie jest rzeczą złą. I nie ukrywam, że mam tu pewne doświadczenie.
Pracowała pani w Moskwie.
Pracowałam jako ambasador Rzeczypospolitej w Moskwie, a nie w Moskwie na rzecz reżimu Putina, tylko na rzecz państwa polskiego. Rzeczywiście szkoła dyplomacji była taka, powiedziałabym, bardzo surowa, wymagała ustalania.
W 2016 r. przestała być pani ambasadorką Rzeczypospolitej Polskiej w Rosji po aneksji Krymu.
Przyjechałam na placówkę już po aneksji, już wówczas, kiedy zaczął się ten trudny czas. Ambasadorem byłam dwa lata. Wróciłam stamtąd nie dlatego, od razu rozwiewam wątpliwości, że mnie ktoś odwołał, tylko od początku moja umowa z ministrem Sikorskim była taka, że jadę na dwa, dwa i pół roku. Wiedzieliśmy, że to jest tak bardzo trudna placówka, więc żebym mogła pracować w sposób odpowiedzialny i zaangażowany, to tyle właśnie czasu mogę na to poświęcić.
„Nie będę piła piwa z Konfederacją”
Zanim przejdziemy do polityki zagranicznej, to jeszcze proszę powiedzieć, czy jeśli wszystko pójdzie po pani myśli, będzie się pani spotykać z Jarosławem Kaczyńskim w niepublicznych miejscach, w prywatnym mieszkaniu Adama Bielana, za plecami koalicjantów?
Mam zasadę, że należy rozmawiać, debatować publicznie. Stanęłam do debaty z byłym premierem Morawieckim, z panem Bosakiem. Niektórym to się nie podobało, ale ja uważam, że trzeba debatować z oponentami, ludźmi myślącymi inaczej, także z szacunku dla ich koalicjantów. Debata publiczna nigdy nie jest za niczyimi plecami i ponad niczyimi głowami. Na pewno nikt mi nie będzie mówił, że mam nie prowadzić dialogu. Będę, formalnie, tak żeby nie powstały żadne wątpliwości, że to nie jest służbowa relacja. Nie będę piła piwa z Konfederacją, ale jestem gotowa stanąć do debaty.
Pani kolega z rządu, min. Sikorski pił piwo z Konfederacją.
Bardzo szanuję pana ministra za prowadzoną przez niego politykę zagraniczną i w wielu miejscach bardzo gorąco popieram, ale ja pić piwa z Konfederacją nie będę.
Czy Szymon Hołownia przed spotkaniem z Jarosławem Kaczyńskim w mieszkaniu Adama Bielana radził się pani: iść, czy nie iść?
Nie wiedziałam o tym spotkaniu, dowiedziałam się z mediów.
Błąd popełnił? Pytam, bo od tamtego momentu to równia pochyła i dla Polski 2050 i dla pana marszałka.
Decyzję podjął sam, ja o tym nie wiedziałam.
Błąd czy nie błąd?
Gdybym ja miała decydować, zrobiłabym inaczej. A to jest decyzja pana marszałka, on ma prawo podejmować swoje decyzje w tej sprawie. Akurat ja inaczej buduję swoje relacje i inaczej widzę takie spotkania. Natomiast to, co nas łączy…
Mówiąc wprost, nie poszłaby pani na takie spotkanie za plecami?
Ja nie mówię, że to było poza jakimiś plecami. Uważam, że dialog jest dobry, rozmowa jest dobra i nikt mi nie będzie mówił, z kim mam rozmawiać, a z kim nie.
Gdyby została pani przewodniczącą, to będzie się pani musiała jednak konsultować, radzić swoich koleżanek i kolegów.
To już jest inna rzecz. Jestem za demokracją w partii, za tym, żeby decyzje były podejmowane demokratycznie przez określone struktury. Natomiast dialog jest czymś, co jest w naszym DNA. Ale taki dialog, który też ma swoje ramy i nie przekracza właśnie takiej konfidencji.
Politycy Polski 2050 nadużywają tego słowa DNA.
Bo to jest nasze słowo w Polsce 2050.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz ocenia Karola Nawrockiego
Dość popularne w innych dziedzinach. W Polsce 2050 porwane to DNA. Porozmawiajmy o polityce międzynarodowej. IBRiS w sondażu dla Onetu zapytał Polaków o to, jak oceniają politykę Karola Nawrockiego w stosunku do Donalda Trumpa, do Stanów Zjednoczonych. Ponad 50 proc. badanych ocenia dobrze te działania prezydenta Rzeczpospolitej. Pani też pozytywnie ocenia politykę prezydenta w tej kwestii?
Mam mieszaną ocenę.
Od 1 do 10?
W różnych sprawach różnie. Uważam, że w sprawach zagranicznych najważniejszą rzeczą jest współpraca, a nie wewnętrzne konflikty. To nie jest dobra sytuacja, kiedy pan prezydent Nawrocki niewystarczająco informuje MSZ o istotnych sprawach zagranicznych, bo jakieś spory wewnętrzne biorą górę.
Z drugiej strony, choć prezydent Trump nikogo nie traktuje po partnersku, to dialog między prezydentem Nawrockim a nim jest, działa. Oczywiście, jest on asymetryczny, ale jest. I to jest dla nas cenne.
Oczekiwałabym więcej gotowości współpracy przy wyznaczaniu naszych ambasadorów. Bo to, że dzisiaj nie mamy ambasadorów m.in. w tym w Stanach Zjednoczonych, utrudnia prace naszej dyplomacji. Uważam, że tu powinno być zawarte porozumienie.
Wydaje mi się, że pan prezydent powinien był nieco bardziej asertywnie wypowiedzieć się w obronie polskich żołnierzy, którzy walczyli w Afganistanie, a których obraził i powiedział nieprawdę prezydent Trump. Jeśli chodzi na przykład o tak zwaną Radę Pokoju, jednak nie podpisał niezwłocznie naszego udziału.
Karol Nawrocki oraz Donald TrumpRadek Pietruszka / PAP
Nie miał do tego kompetencji.
Ale były naciski. Można sobie wyobrazić, że mógłby to podpisać. Nie zrobił tego i ja to odbieram jako szacunek do polskiej suwerenności. To nie jest tak, że jesteśmy jakąś bananową republiką, ktoś przychodzi, kładzie na stół umowę międzynarodową i prezydent z dnia na dzień bez żadnej ratyfikacji, bez żadnego wypowiedzenia się przez parlament ją podpisuje. Jednak szanujmy się jako suwerenny kraj, nawet w relacjach z ważnym sojusznikiem.
Rada Pokoju to pani zdaniem prywatyzacja dyplomacji? Przypominam, że trzeba wpłacić miliard dolarów, żeby wstąpić do Rady Pokoju.
To jest trochę prywatyzacja relacji międzynarodowych. Wszyscy wiemy, że istota tej propozycji kręci się wokół korzyści wymiernie finansowych dla określonych ludzi związanych z prezydentem Trumpem. To jest ta zupełnie nowa sytuacja w relacjach międzynarodowych, kiedy projekty, niby pokojowe i międzynarodowe nie służą ani pokojowi, ani relacjom międzynarodowym, tylko wybranej demokratycznie grupie trzymającej władzę w Stanach Zjednoczonych.
Stany Zjednoczone od dekad traktujemy jako naszego głównego sojusznika i gwaranta naszego bezpieczeństwa wobec Rosji. Rosja jest super groźna i my tego sojusznika potrzebujemy, a równocześnie ten sojusznik zmienia swój sposób postępowania, wartości, standardy. I robi to nagle, radykalnie i niebezpiecznie.
„Mam polskie obywatelstwo i tu nie ma żadnego na pół rosyjskiego serca”
Pani była członkinią Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych. Był taki moment, po 2014 r., że była pani zwolenniczką zresetowania relacji polsko-rosyjskich?
Zdecydowanie twardo po 2014 r. się temu sprzeciwiałam. Cała moja misja w Moskwie była głównie wokół tego zjednoczona. Dostawałam instrukcje z centrali, żeby jednoczyć cały europejski, NATO-wski korpus dyplomatyczny w budowaniu twardej, sankcyjnej pozycji wobec Rosji.
Myślę, że nikt nie miał jakichkolwiek wątpliwości, że mamy agresora, który zaatakował naszego sąsiada. Bezpieczeństwo Polski było i jest najwyższą wartością i nie było i nie ma złudzeń, że trzeba stawiać opór i powstrzymywać Rosję, a nie z nią współpracować.
Natomiast wiele, wiele lat wstecz ta grupa, o której pani redaktor mówi, miała doprowadzić do ujawnienia prawdy historycznej po obu stronach, m.in. prawdy katyńskiej w Rosji, na temat, której szerzono dezinformację, konfabulacje. Dzięki tej grupie film Andrzeja Wajdy „Katyń” został pokazany w Rosji, w telewizji ogólnorosyjskiej i znaczna część Rosjan zobaczyła, że Polaków w Katyniu mordowali Rosjanie. Pokaz tego filmu i nasze działania to były zupełnie inne czasy w Rosji. Aneksja Krymu pokazała, że Rosja to agresywny kraj, podbijający, atakujący sąsiadów, grożący Polsce.
Duża część Ukraińców uważa, że: dobry Rosjanin, to martwy Rosjanin. Pani mama była Rosjanką. Czy pani serce, w połowie rosyjskie buntuje się na takie sformułowania?
Moja świętej pamięci mama rzeczywiście urodziła się w Związku Radzieckim. Jednak zdecydowaną większość życia przeżyła w Polsce. Ja jestem Polką, mam polskie obywatelstwo i tu nie ma żadnego na pół rosyjskiego serca. Natomiast rzeczywiście takie korzenie dają mi większy wgląd, wiedzę i zrozumienie, czym jest Rosja, jak funkcjonuje rosyjskie społeczeństwo, jaką ma mentalność.
Społeczeństwo rosyjskie to połączenie mentalności imperialnej z takim przekonaniem, że oni mają prawo podbijać otoczenie, bo ono jest w jakiś sposób im należne. A z drugiej strony mają też taki syndrom totalnej i permanentnej opresji, w której władza jest jedyną, jaką mogą sobie wyobrazić i w związku z tym muszą się jej słuchać. Nie ma od niej ucieczki, nie ma sposobu, żeby tę władzę obejść, być niezależną jednostką, która dochodzi swoich praw. To jest bardzo skomplikowana mentalność. Zrozumienie tej mentalności nie powoduje, że usprawiedliwiam reżim Putina.
Prezydent Trump mówi o Putinie „miły facet” i prosi go, żeby na tydzień przerwał atakowanie Ukrainy, bo jest zima.
Trumpowi by się przydał trochę lepszy wgląd w to, czym jest reżim Putin i jak to wszystko funkcjonuje. Chciałabym zwrócić uwagę na materiał Ośrodka Studiów Wschodnich, który niedawno się ukazał.
Pani pracowała w OSW.
Ale nie dlatego ten materiał promuje, tylko z tego powodu, że on pokazuje prawdę, którą chyba wszyscy wypieramy. A mianowicie taką, że na ukraińskich terenach okupowanym przez Rosję funkcjonują de facto obozy koncentracyjne, w których są zarówno ukraińscy cywile, jak i żołnierze. Dochodzi tam do permanentnych, okrutnych, najgorszych tortur.
Jeśli ktoś zastanawia się, gdzie jest zło, a gdzie jest dobro, kto jest agresorem, a kto ofiarą, proponuję się z tym materiałem zapoznać. Kto ma w sobie odwagę i siłę, żeby obejrzeć. To naprawdę człowieka zakorzenia i uświadamia, gdzie jest to straszne zło.
Mówię o tym nawet nie tylko z powodu prezydenta Trumpa, bo do niego raczej nie mam dostępu z moją informacją. Tylko dlatego, że coraz częściej w debacie publicznej w Polsce pojawiają się jakieś podbijane narracje przez stronę rosyjską, ale także przez nieodpowiedzialnych, głupich polityków narrację, że Ukraina i Rosja to jedno zło… Nie mówię, że Ukraińcy są bez wad, jak każda nacja mają swoje długi i zobowiązania także wobec Polski. Ale przede wszystkim są ofiarą najazdu Rosji. To Rosja jest agresorem, reżim rosyjski jest agresorem, dzieją się rzeczy.
Donald Trump dostaje informacje na ten temat od swojego wywiadu. Mógłby je także przekazać mu prezydent Karol Nawrocki, przy okazji dodając, że polscy żołnierze w Afganistanie walczyli z amerykańskimi ramię w ramię, a nie na tyłach. Oczekuję tego pani od prezydenta Nawrockiego?
Nie jestem od tego, żeby mówić panu prezydentowi, co ma robić i mówić. Natomiast podnoszę sprawę obozów koncentracyjnych. Jeżeli pan prezydent zechciałby o tym powiedzieć Amerykanom to… Warto też, żebyśmy mówili o tym w Polsce, również złym i nieodpowiedzialnym politykom, którzy idą dzisiaj za rosyjskimi podszeptami, trollami i zaczynają mówić, że Ukraina jest takim samym złem jak Rosja. To jest po prostu karygodna nieprawda. Ukraina się broni przed Rosją, a Rosja jest zagrożeniem dla Polski.
I miliardy dolarów wydaje na dezinformację.
Nasi niektórzy politycy, brauniści na przykład wręcz czasem zachęcając do tego, żebyśmy się stali częścią tak zwanego ruskiego miru. To jest kuriozalne, antypatriotyczne i przeciwko polskiej racji stanu.
Ministra o nieprawidłowościach z KPO
Wszystkie nieprawidłowości związane z KPO już pani wyjaśniła?
KPO to jest wielki projekt inwestycyjny, dzięki któremu mamy wzrost PKB o 1 proc. Tylko w tym roku mamy kolej, mamy żłobki, mamy sieci przesyłowe.
Mamy żaglowce…
Mamy projekt HoReCa, który został wprowadzony do KPO przez PiS, po covidzie jako zobowiązanie wobec branży turystycznej i przedsiębiorców turystycznych, bo bardzo dużo stracili. Działając w odpowiedzialności, że jeżeli słowo się rzekło wobec branży, to jest dotrzymywane, zaostrzyliśmy kryteria i zrealizowaliśmy ten projekt. Była uwaga medialna wokół tego. W związku z tym zobowiązałam się, że przeprowadzę całościowe kontrole. I to się dzieje w ogromnym stopniu, bo polscy przedsiębiorcy nie mogą być ofiarą tego, że jest medialne zainteresowanie.
Medialne zainteresowanie jest dlatego, że były nieprawidłowości.
Broniłabym polskich przedsiębiorców. To nie jest tak, że można po nazwie projektu wiedzieć, czy jest nieprawidłowość, czy też jej nie ma. Zdecydowana większość projektów jest prawidłowa i myśmy to do spodu zbadali, obejrzeli papiery. Cały czas kontrolujemy.
Do jesieni 2027 r., do wyborów skończycie?
Myślę, że wcześniej, ale już kilkaset projektów dogłębnie zbadaliśmy. Tam, gdzie są nieprawidłowości, odbieramy pieniądze.