Maria Tsiptsiura, Onet: Przez cały tydzień uważnie śledziliśmy wiadomości dotyczące negocjacji pokojowych w Ukrainie. Jak pan ocenia tę sytuację? Czy można powiedzieć, że ruszyliśmy do przodu?
Wołodymyr Fesenko: W procesie negocjacyjnym rozpoczął się nowy etap, który wyraźnie różni się od wcześniejszego. Negocjacje stały się bardziej praktyczne. Świadczy o tym fakt, że po raz pierwszy odbyły się w formacie trójstronnym — z udziałem USA jako mediatora, ale również z bezpośrednim udziałem Ukrainy i Rosji. Wcześniej Amerykanie prowadzili negocjacje osobno z Kijowem i osobno z Moskwą. To przedłużało czas i stwarzało problemy. Nazwałbym to efektem głuchego telefonu.
Przypominam sobie sytuację z rozejmem energetycznym, który uzgodniono i ogłoszono publicznie w marcu zeszłego roku. To nie zadziałało, ponieważ z Rosjanami uzgodniono jedno, a z Ukraińcami coś innego. Dodatkowo nic nie zostało spisane na papierze. Nie były to oficjalne porozumienia i wszystko szybko się rozpadło. Dlatego bezpośrednie, oficjalne negocjacje mają znaczenie.
Uczestniczą w nich wysocy rangą wojskowi z trzech krajów.
Delegacji rosyjskiej przewodniczył szef rosyjskiego wywiadu wojskowego admirał Igor Kostiukow. Rozumiem, że zostało to specjalnie zrobione pod Kyryło Budanowa [szef Kancelarii Prezydenta Ukrainy], ale świadczy również o tym, że w Moskwie negocjacje są traktowane poważnie.
Według niektórych doniesień podczas tych negocjacji omawiano nie tylko kwestie ogólnopolityczne — choć one również były poruszane, ponieważ temat Donbasu jest w pewnym sensie kluczowy i najbardziej problematyczny — ale także kwestie techniczne. Mam na myśli zawieszenie broni, rozdzielenie sił zbrojnych, wycofanie wojsk, kontrolę nad zawieszeniem broni i tak dalej.
UAE Presidential Court /HANDOUT HANDOUT / PAP
Negocjacje między USA, Ukrainą a Rosją w Abu Zabi, 23 stycznia 2026 r.
Jest to bardzo przydatne i konieczne w perspektywie długoterminowej, ponieważ bez tego nie da się zakończyć działań wojennych. Im wcześniej zaczniemy się w tych sprawach dogadywać, tym lepiej. Z pewnością widać tu pozytywne tendencje.
„To powoduje impas”. Ekspert o trudnościach podczas negocjacji
Dlaczego jest za wcześnie, aby mówić o szybkim zakończeniu wojny?
W kluczowych sprawach problemy pozostają takie same. Przede wszystkim jest to kwestia terytorialna, ponieważ Rosja żąda wycofania ukraińskich wojsk z Donbasu. Rosjanie nie zmienią swojego stanowiska, a dla Ukrainy to jest nie do przyjęcia. To faktycznie powoduje impas w negocjacjach. Dopóki ta kwestia nie zostanie odłożona na później lub któraś ze stron nie zmieni swojego stanowiska, to nie możemy mówić o konkretnych perspektywach. Negocjacje mogą ponownie znaleźć się w impasie.
Dlaczego Rosja zmieniła skład delegacji i na jej czele nie stoi już Władimir Medinski, były minister kultury, tylko wysocy rangą wojskowi? Dlaczego Moskwa zaczęła traktować negocjacje poważniej?
Chcą pokazać Donaldowi Trumpowi gotowość do porozumienia. Ponadto z powagą traktują Budanowa. Rozumieją, że z nim trzeba prowadzić prawdziwe, a nie pozorowane negocjacje. Te dwa czynniki są najważniejsze. Moskwa musi teraz wykazać się pewną konstruktywnością — pokazać, że jest gotowa do porozumienia. Nie oznacza to jednak, że do niego dojdzie.
Wcześniejszy udział Medinskiego był oznaką tego, że Rosjanie traktują negocjacje wyłącznie w sensie propagandowym: rozmowy o historii, „pierwotnych przyczynach wojny”, ogólnych kwestiach politycznych, a nie o tym, jak zakończyć konflikt.
Jak ocenia pan informację, że rzekomo w Rosji wydano polecenie zaprzestania ataków na Kijów i okolice? Czy może to być element demonstracji „lojalności”?
Podchodzę do tej informacji bardzo ostrożnie. Zobaczymy, co przyniosą nam następne dni. To zależy, czy będą ataki na Kijów, czy nie — wtedy będziemy oceniać, czy to prawdziwa informacja.
To mogą być plotki, sondowanie reakcji, a może nawet celowa operacja informacyjno-psychologiczna. Rosjanie mogą chcieć, abyśmy się uspokoili, a potem nastąpi atak — i efekt psychologiczny byłby znacznie silniejszy.
Vladyslav Musiienko / PAP
Przerwy w dostawie prądu w Kijowie
Nie wykluczam jednak innej możliwości, ale to tylko moje przypuszczenie. Amerykanie mogli ostrzec Rosjan, że dalsze ataki na stolicę Ukrainy i obiekty energetyczne, zwłaszcza w kontekście nowej fali mrozów, mogą zniweczyć negocjacje. Moskwa może posłuchać tej rady ze względu na Donalda Trumpa.
Atak na infrastrukturę krytyczną. „To próba demonstracji zwycięstwa”
Rosjanie długo czekali, aż w Ukrainie nadejdą takie mrozy.
Nie sądzę, aby na to czekali. Nawet przy temperaturze 0 st. C zimą ataki na energetykę i jej odcięcie to już katastrofa humanitarna. Być może nie tak krytyczna, jak obecnie, z powodu mrozów, ale to i tak jest problematyczne. Myślę, że chodzi o coś innego. Mogli rozpocząć tę operację, ponieważ teraz jest Trump.
Putin uważa, że Trump jest obojętny na prawo międzynarodowe, a Europa jest słaba. Ataki na ukraiński sektor energetyczny i prowokowanie katastrofy humanitarnej mogą być demonstracją zwycięstwa Rosji. Twierdzą, że Kreml wygra wojnę, więc Ukraina musi się poddać.
Czy możemy powiedzieć, że terror energetyczny tej zimy przyniósł Rosji pożądany efekt?
Kreml oczekiwał różnych efektów, które nie zadziałały w pełni. Liczyli na panikę, masowy wyjazd ludzi z Kijowa, nową falę migracji. Tak się nie stało. Część ludzi wyjechała, ale nie było wielkiej paniki. Liczyli również na to, że doprowadzą do fali protestów, aby ludzie domagali się od władz zgody na żądania Rosjan. Ale i tutaj Kreml nie osiągnął zamierzonego celu. Były pewne protesty, ale nie chodziło w nich o zgodę na żądania Moskwy.
Ludzie wychodzili na ulice, domagając się szybszych napraw i przywrócenia dostaw energii elektrycznej. Niestety, ta sytuacja powoduje ogromne problemy społeczne. To cios dla gospodarki, produkcji wojskowej, przedsiębiorstw. Bez energii nie działają oświetlenia w mieszkaniach, ale również przemysł. I ten oczekiwany przez Rosję efekt, niestety, przynajmniej częściowo został osiągnięty. Prowadzi to do negatywnych konsekwencji w przemyśle zbrojeniowym.
Maxym Marusenko / PAP
Problemy z dostawami energii w Kijowie
Jest też inny aspekt — Rosja próbuje pokazać swoją „przewagę”. W tamtejszych mediach społecznościowych popularna jest obecnie teza: „jeszcze jeden cios i Ukraina nie wytrzyma”. Rosjanie nie mogą jednak zniszczyć ponad połowy mocy wytwórczej ze względu na ryzyko katastrofy nuklearnej.
Tak, duże miasta mogą znaleźć się w trudnej sytuacji zimą, możliwa jest redystrybucja ludności, ale to nie oznacza końca oporu. I na pewno nie oznacza, że Rosja wygrała wojnę. Nie doprowadzi to do ostatecznego upadku Ukrainy.
„Nie widzę sensu”. Ukraiński politolog o spotkaniu Putin-Zełenski
A jak ocenia pan pomysł ewentualnego spotkania Zełenskiego i Putina?
Nie widzę w tym spotkaniu żadnego sensu. To wszystko gra psychologiczna i informacyjno-polityczna. Przywódcy wzajemnie uderzają w siebie w sprawie tego spotkania. To gra pod Trumpa. Zełenski mówi: „jestem gotowy na spotkanie, czy tchórzysz”? Moskwa odpowiada: „jeśli jesteś taki odważny — przyjedź do Moskwy”. Wynik 0:0.
Czerep rubaszny/Shutterstock, EPA/MIKHAIL SINITSYN/SPUTNIK/KREMLIN POOL / PAP
Władimir Putin (zdj. ilustracyjne)
Nawet jeśli wyobrazić sobie, że Putin zgodzi się spotkać na neutralnym terytorium, to co z tego? Nie widzę żadnego realnego rezultatu. Będzie domagał się ustępstw, w szczególności w sprawie Donbasu, dlatego to spotkanie nie ma sensu.
Dla Amerykanów pomysł ten może wyglądać na publiczny przejaw „postępu” w rozmowach, ale nie przyniesie on żadnych realnych porozumień.
Czyli negocjacje i wojna będą trwały równolegle?
Niestety tak. Negocjacje będą się toczyły w cieniu wojny. Wszystko zależy od tego, jak wytrwali będą Amerykanie — nie w wywieraniu presji na nas, ale na Rosję.
Jeśli negocjacje będą dotyczyły wyłącznie Donbasu, nie będzie postępu. A jeśli ich uczestnicy zaczną uzgadniać inne kwestie, formalizować porozumienia lub prowadzić rozmowy w sprawie stopniowego zawieszenia broni — wtedy pojawi się pewne okno możliwości.