W skrócie:

  • Decyzja sądu zapadła w piątek podczas niejawnego posiedzenia
  • Zdaniem sędzi nie zostały spełnione przesłanki szczególne, czyli nie ma obawy ucieczki i ukrywania się podejrzanego
  • Roberta Bąkiewicza środki zapobiegawcze obowiązywały od sierpnia 2025 r., kiedy postawiono mu pierwsze zarzuty
  • Bąkiewicz oznajmił, że cieszy się z decyzji sądu. Podkreślił jednak, że stosowane wobec niego środki, jego zdaniem, były „rodzajem represji”

Postanowienie sądu zapadło w piątek na niejawnym posiedzeniu z udziałem prokuratora i Bąkiewicza (zgodził się na podawanie imienia i nazwiska). Nie było na nim jego adwokatów.

— Sąd po rozważeniu wszystkich argumentów, zbadaniu sprawy uznał, że były przesłanki ogólne do zastosowania środków zapobiegawczych, ponieważ jest wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego zarzucanych mu czynów. Natomiast nie zostały spełnione przesłanki szczególne, to znaczy nie ma obawy ucieczki i ukrywania się podejrzanego — powiedziała PAP sędzia Barańska-Małuszek.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jakie postanowienie uchylił sąd w sprawie Roberta Bąkiewicza?

Jak długo obowiązywały środki zapobiegawcze wobec Bąkiewicza?

Jakie zarzuty postawiono Robertowi Bąkiewiczowi?

Jak Bąkiewicz ocenił stosowanie środków zapobiegawczych?

Zwrot w sprawie Roberta Bąkiewicza

Od sierpnia ub. roku, czyli postawienia Bąkiewiczowi pierwszych zarzutów przez gorzowską prokuraturę okręgową, obowiązywał go dozór policji, obowiązek informowania o opuszczaniu miejsca pobytu i zakaz zbliżania się do polsko-niemieckich przejść granicznych na odległość mniejszą niż kilometr. Jego obrońcy złożyli wówczas zażalenie na te środki.

Gorzowski sąd miał rozpatrzyć zażalenie 5 grudnia 2025 r., ale nie doszło do tego, gdyż adwokaci Bąkiewicza złożyli wnioski formalne o wyłączenie sędziego, który miał rozpoznać złożone zażalenie oraz o powołanie do rozpoznania zażalenia zespołu trzech sędziów. — Nie uwzględniono tych wniosków, nie było żadnych podstaw do tego, żeby zmieniać skład — powiedziała w piątek PAP sędzia Barańska-Małuszek.

„To był rodzaj represji”

— Prawie pół roku stosowano wobec mnie środki zapobiegawcze, które zastosowane być nie powinny. Powtórzę jeszcze raz, uważam, że to był rodzaj represji, ograniczenia mojej wolności, swobody poruszania się — powiedział po wyjściu z sali rozpraw Robert Bąkiewicz.

Dodał, że cieszy się [z postanowienia sądu] o tyle, o ile można się cieszyć z tego, jak ktoś komuś ukradł jakieś dobra, a potem mu po jakimś czasie zwrócił. Uważam dalej, że w postępowaniu prokuratury nie ma żadnych podstaw, nie ma żadnych podstaw zasadniczych w stosowaniu wobec mnie nie tylko tych represji, ale również do zarzutów, które będzie rozstrzygał niebawem sąd — zaznaczył Bąkiewicz.

Jest akt oskarżenia

31 grudnia ub. Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wlkp. skierowała do Sądu Rejonowego w Słubicach akt oskarżenia przeciwko Bąkiewiczowi. Dotyczy on m.in. znieważenia funkcjonariuszy Straży Granicznej i Żandarmerii Wojskowej czy nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych i rasowych. Bąkiewicz nie przyznał się do zarzutów. Za zarzucone mu przestępstwa grozi grzywna, ograniczenie wolności albo od roku do trzech lat więzienia.

Robert Bąkiewicz jest działaczem środowisk narodowych, na granicy polsko-niemieckiej pojawiał się w ramach tzw. patroli obywatelskich. Powołał także tzw. Ruch Obrony Granic — ogólnopolską inicjatywę społeczną, której celem jest „obrona Polski przed masową migracją i zagrożeniami z nią związanymi”