„Z powodu zerwania niektórych linii energetycznych na terytorium Ukrainy, zadziałał system automatycznej ochrony, który odciął dostawy energii elektrycznej. Zdarzenie to doprowadziło do spadku częstotliwości do 48 Hz w krajowym systemie energetycznym Mołdawii, co spowodowało zadziałanie systemu automatycznej ochrony sieci elektroenergetycznych i częściową przerwę w dostawie prądu na terytorium Mołdawii” — powiedział Dorin Junghietu, minister energetyki Mołdawii.

Ciekawą tezę wysuwa też informator ukraińskiego serwisu Espreso. Źródło w ukraińskim systemie zarządzania energią informuje o domniemanym cyberataku. — Wypadek zaczął się od linii Rumunia-Mołdawia, którą Mołdawia importuje energię elektryczną. Mamy zunifikowane systemy energetyczne. Potem linia „Zachód-Centrum” uległa awarii. I zaczęły się kaskadowe awarie z powodu aktywacji automatyki na liniach sieciowych. Elektrownie jądrowe zmniejszyły swoją moc, jeden blok w ogóle „zawiódł” i należy to powiedzieć publicznie — zauważa rozmówca Espreso. — Moi koledzy uważają, że doszło do cyberataku w Mołdawii lub Rumunii. Nie w Ukrainie. Ale musimy to zbadać — dodaje źródło.

Ingerencji Rosji nie wykluczają także sami Mołdawianie. — Modlę się do Boga, żeby wojna się skończyła — mówi serwisowi Libertatea jedna z mieszkanek Kiszyniowa.

Przerwa w dostawie prądu w mołdawskim systemie elektroenergetycznym nastąpiła ok. godz. 10.40 [9.40 w Polsce], a obecnie trwają prace mające na celu naprawę sytuacji. Kiszyniów również ucierpiał z powodu przerwy w dostawie prądu ok. godz. 11.00 [10.00 w Polsce], co wpłynęło na funkcjonowanie sygnalizacji świetlnej i transportu publicznego. Trolejbusy zostały zatrzymane lub zaparkowane z powodu braku prądu.

„Pilnie wezwaliśmy osoby odpowiedzialne za sytuację, aby zbadały sytuację i w razie potrzeby podłączyły generatory. Pilnie prosimy policję o zgłoszenie się na skrzyżowania i kierowanie ruchem na niedziałających sygnalizacjach świetlnych, a osoby w centrum o wyjaśnienie sytuacji. W wielu miejscach trolejbusy stoją. Prosimy mieszkańców o spokój i ciszę” — powiedział burmistrz Ion Ceban, cytowany przez „Ziarul de Garda”, niezależny mołdawski tygodnik.

Wołodymyr Omelczenko, dyrektor do spraw programów energetycznych i infrastrukturalnych w Centrum Razumkowa, który jest ekspertem do spraw energetycznych w Centrum Razumkowa, oprócz prawdopodobnego cyberataku bierze pod uwagę również możliwość aktywności rosyjskich sabotażystów, w szczególności w Mołdawii.

Uważam, że nie można wykluczyć cyberataków i sabotażu ze strony rosyjskich służb specjalnych, ponieważ miało to miejsce w przededniu tzw. rozmów pokojowych między Ukrainą a Federacją Rosyjską w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Stworzywszy wizerunek rozjemcy z pomocą Donalda Trumpa, zgadzając się na kilkudniowy rozejm energetyczny, Federacja Rosyjska prawdopodobnie mogłaby przejść na hybrydowe metody ataków na system energetyczny. Prawdopodobieństwo sabotażu jest większe w Mołdawii, gdzie działa wielu rosyjskich agentów

— ocenia Omelczenko.

Mołdawianie nie mają złudzeń. „Winni są Rosjanie”

Minister Energetyki Ukrainy Denys Szmyhal mówi, że linie przesyłowe między Rumunią i Mołdawią, a także między zachodnią i centralną Ukrainą zostały przerwane. Podkreśla, że Ukraina zmaga się ze „znacznym niedoborem energii”, ponieważ Rosja nasila ataki energetyczne, atakując krytyczną infrastrukturę Ukrainy rakietami i dronami.

Burmistrz Kiszyniowa Ion Ceban apeluje do mieszkańców o zachowanie spokoju. Dokładna przyczyna tej poważnej awarii nie jest jeszcze znana, lecz Kijów wykluczył atak cybernetyczny.

W moim domu nie było prądu o 11.00 [10.00 w Polsce], ale potem wrócił. W teatrze nie było prądu, ale potem wrócił. Nie byliśmy pewni, czy będziemy mogli dziś zagrać, ale powiedziano nam, że prąd wróci. Rosjanie — kto inny — są temu winni

— ocenia Ludmiła Botnaru, aktorka z Kiszyniowa.

— Mam prąd w mieszkaniu, ale połowa okolicy go nie ma — nie da się nawet zrobić kawy. Teraz jestem w supermarkecie i jest ok. Ale na górze, w innych supermarketach nie ma prądu i nie działają. Kto za to odpowiada? Rosjanie bombardują — bombardują ukraińską infrastrukturę energetyczną — opowiada Doina Bejenaru, mieszkanka Kiszyniowa.

— Oczywiście, Rosjanie są za to winni. A może nasz rząd próbował nam pokazać, co czują Ukraińcy — żartuję, oczywiście — ktoś inny próbuje rozładować napiętą sytuację.

— Nie chcę nawet myśleć o powiązaniach z wojną w Ukrainie. Modlę się do Boga, żeby ta wojna się skończyła — kręci głową kobieta z Mindic, wioski na północy kraju.