Takie rzeczywiście mogło być wrażenie, gdy najpierw gruchnęła sensacyjna wieść, że Kaczyński wylądował w szpitalu, a zaraz potem okazało się, że władze partii mają się zebrać pod przewodnictwem Błaszczaka.

Sam sposób ujawnienia informacji o chorobie prezesa budzi w PiS emocje.

Wiadomość podało sympatyzujące z PiS Radio Wnet, które nie słynie z newsów politycznych. Wniosek — radio się dowiedziało, bo miało się dowiedzieć, czyli był to celowy przeciek z jakiejś frakcji PiS. Kto mógł za nim stać? Charakterystyczny jest sposób podania tej informacji. Zacytujmy. „Według informacji Radia Wnet sytuacja w partii jest napięta. Niewykluczone, że dłuższa nieobecność Jarosława Kaczyńskiego może doprowadzić do eskalacji napięcia między dwoma największymi frakcjami w PiS, skupionymi wokół Patryka Jakiego i Mateusza Morawieckiego”.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Morawiecki jako lider „harcerzy” — to oczywista oczywistość. Ale Patryk Jaki liderem frakcji „maślarzy”? Fiu, fiu, fiu. Ciekawe, co na to inni „maślani”: Czarnek, Tobiasz Bocheński i Jacek Sasin. Czyżby zaczynało się to, co przewidywali „harcerze” — że prędzej czy później „maślarze” wezmą się za łby?

Patryk Jaki, Mateusz Morawiecki

Patryk Jaki, Mateusz MorawieckiPaweł Supernak / PAP

Na pewno przeciek i forma jego podania pokazują, że są w PiS tacy, którzy chcą wykorzystać czas prezesowskiej kuracji do partyjnych nawalanek.

Przemysław Czarnek, Mateusz Morawiecki

Przemysław Czarnek, Mateusz MorawieckiWojtek Jargiło / PAP

Nie dziwią nas zatem uspokajające sygnały — jak informacja „Super Expressu”, że Kaczyński nabawił się jedynie zapalenia płuc, a sytuacja jest opanowana. Tak się składa, że dobre relacje z tą redakcją ma kuzyn prezesa — Jan Maria Tomaszewski. A Kaczyński u niego ostatnio pomieszkuje, odkąd drugą połówkę bliźniaka, gdzie mieszka, kupiło nieznane mu małżeństwo, które z miejsca rozpoczęło generalny remont.

Jan Maria Tomaszewski, Jarosław Kaczyński

Jan Maria Tomaszewski, Jarosław KaczyńskiPaweł Wodzyński / East News

Uspokajał także złotousty rzecznik PiS Rafał Bochenek, przekonując, że Kaczyński ma infekcję, zaś pobyt w szpitalu ma potrwać raptem kilka dni. „Przestrzegam przed nadmiernymi emocjami i nieuzasadnionymi wnioskami” — dodawał, mimowolnie przyznając, że w partii zapanował niepokój.

W tym czasie prezes — jak słyszymy — osobiście wydzwaniał do kluczowych polityków PiS i starał się pokazać, że panuje nad sytuacją. A zatem niby wszystko jest pod kontrolą, ale trochę nerwówki w partii jest.

Błaszczak mimowolnie się do tego przyczynił, bo w takich okolicznościach zwołał Komitet Wykonawczy PiS. Pod tą poważną nazwą kryje się partyjny klub politycznego boksu, którego członkami są młodzi posłowie, odpowiedzialni za codzienne generowanie angażujących awantur. Wyglądało na to, jakby Błaszczak ich zebrał i ruszał na bój.

Mariusz Błaszczak, Jarosław Kaczyński

Mariusz Błaszczak, Jarosław KaczyńskiMarcin Obara / PAP

Ale, proszę nam wierzyć, to był przypadek — Błaszczak nie jest zdolny do boju o schedę po prezesie, zwłaszcza jeśli prezes leży w szpitalu złożony chorobą. Poza tym Komitet Wykonawczy spotyka się co tydzień, a Błaszczak, choć nie jest już pierwszej młodości, jest jego szefem. A zatem to nie było konklawe, tylko błaszczakowa rutyna, która wywołała niezamierzoną panikę.

Każdy pobyt w szpitalu przypomina politykom PiS, że Kaczyński zbliża się do 77. roku życia

W PiS jest tajemnicą poliszynela, że Jarosław Kaczyński zmaga się z problemami zdrowotnymi — głównie z nadciśnieniem, na co wpływ mają zarówno wiek, jak i niezbyt sportowa sylwetka. Wątek jego stanu zdrowia co jakiś czas wraca. Tak było chociażby po operacji kolana, kiedy prezesowi wszczepiono endoprotezę.

Po zabiegu doszło do zakażenia rany pooperacyjnej gronkowcem, co było już sprawą poważną. Tego typu infekcje potrafią być bardzo groźne — mogą prowadzić do długotrwałych powikłań, przewlekłego bólu, a w skrajnych przypadkach nawet do konieczności kolejnych operacji. Choroba mocno dała się Kaczyńskiemu we znaki i sprawiła, że powrót do pełnej sprawności przeciągnął się o wiele miesięcy.

Także nadciśnienie — jak słyszymy — długo dawało się Kaczyńskiemu we znaki, ale dziś już jest opanowane, poprzez właściwie dobrane leki. Każda obniżka prezesowskiej formy, a tym bardziej każdy nagły pobyt w szpitalu przypomina politykom PiS, że Kaczyński zbliża się do 77. roku życia, a to już ma polityczne znaczenie.

„Wielki Karol wsłuchuje się w głos wszystkich elektoratów”

Niektórzy odbiorą to jako znak, a inni uznają za przypadek. Ale tak się składa, że akurat pod nieobecność Kaczyńskiego cały klub PiS zameldował się na spotkaniu u Karola Nawrockiego, który nie marzy o niczym innym, jak o zastąpieniu prezesa na czele prawicy w Polsce.

Prezydent zaprosił do siebie wszystkie kluby i koła parlamentarne, żeby odegrać szopkę pt. „Wielki Karol wsłuchuje się w głos wszystkich elektoratów”. Tak się składa, że jeden jedyny klub zaprosił w całości — i był to PiS. I co się dziwić, że prezes wydzwania po ludziach ze szpitala?

Merytoryczna wartość spotkań Nawrockiego z przedstawicielami sejmowych partii jest żadna. Każda formacja dostała godzinę, żeby zaprezentować prezydentowi swe kluczowe projekty ustaw. I tak — dla przykładu — chłopi mówili o ustawie o osobie najbliższej, czyli osłabionej, akceptowalnej dla nich wersji związków partnerskich. Namawiali też Nawrockiego do likwidacji limitu kadencji w samorządach — za rządów PiS zostało wprowadzone ograniczenie maksymalnie dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów, a to uderza w wiecznych samorządowców z PSL. Ani na jedno ani na drugie Nawrocki się nie zgodzi.

Jedno się prezydentowi udało: podzielił koalicję rządzącą. I o to chodziło

Jedno jednak się prezydentowi udało: podzielił koalicję rządzącą. Na audiencji stawili się przedstawiciele wspomnianego PSL oraz Polski 2050, zaś politycy Koalicji Obywatelskiej i Lewicy zbojkotowali wizytę. Przy czym KO początkowo wysyłała sygnały, że wyśle do Nawrockiego delegację, by w ostatniej chwili zmienić zdanie — co jest dowodem na to, że partia nie ma wciąż spójnego pomysłu na Nawrockiego.

Bardziej konsekwentna jest Lewica, której wyborcy chcą konfrontacji z prezydentem i Czarzasty dokładnie im to daje, rzucając złośliwie: „Prezydent Nawrocki skierował zaproszenie właściwie na kawę i ciastka. Mamy własną kawę i mamy własne ciastka. Tego typu spotkania służą próbom rozbicia koalicji, próbom namieszania w polskiej polityce. Prezydent od początku swojej kadencji przyjął zasadę walki z koalicją.”.

Oczywiście, Nawrocki zapraszał Lewicę i Koalicję Obywatelską tylko po to, by je zaatakować za odmowę. Tak się składa, że kilka tygodni temu prezydent powołał swój nowy twór — Radę Parlamentarzystów, czyli „zespół konsultacyjny skupiający parlamentarzystów wspierających społecznie swoją wiedzą i doświadczeniem Prezydenta RP w celu usprawnienia współpracy na rzecz stanowienia prawa przyjaznego obywatelom”.

I, cóż za siurpryza, w tym stałym organie prezydenta nie znalazło się miejsce dla KO i dla Lewicy. Są tam posłowie z PiS, Konfederacji i PSL.

To pokazuje prawdziwe intencje Nawrockiego. Nie chce mieć stałych, roboczych kontaktów z KO i Lewicą. Woli publiczne anonsowane audiencje, na które nie przyjdą, bo przy tej okazji może dzielić koalicję oraz kopać się z Tuskiem i Czarzastym.

Donald Tusk, Włodzimierz Czarzasty

Donald Tusk, Włodzimierz CzarzastyMarcin Obara / PAP

„Karol Nawrocki już się nie kryje, że jest z opcji żydowskiej”

Najbardziej niewygodne dla prezydenta było spotkanie z Koroną — dość powiedzieć, że Kancelaria Prezydenta nigdzie się nim nie chwali. Ale też lider Korony Grzegorz Braun wysłał do Nawrockiego upokarzająco niskiej rangi delegację — posła Włodzimierza Skalika, któremu towarzyszył dyrektor biura koła poselskiego Korony Piotr Heszen. Obecność delegacji Korony na spotkaniu z Nawrockim Skalik uzasadnił „szacunkiem dla urzędu”, co musi być tanią złośliwością, bo brauniści właśnie rozpoczęli akcję atakowania prezydenta.

Włodzimierz Skolik, Grzegorz Braun

Włodzimierz Skolik, Grzegorz BraunTomasz Gzell / PAP

Wystarczy spojrzeć na oficjalne profile Korony w mediach społecznościowych. Trwa tam atak na Nawrockiego po jego wizycie w Auschwitz-Birkenau z okazji 81. rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego. Pisze braunista Wojciech Siński: „I to jest polski prezydent podszywający się pod hasło: po pierwsze Polska (inf. dla szabesgojowych historyków: w Auschwitz ginęli głównie Polacy, a Żydzi to przebywali tam głównie jako kapo). Karol Nawrocki już się nie kryje, że jest z opcji ChabadLubavicz [grupa Żydów chasydzkich — przyp. „SW”]. Korona to umieszcza na swoich oficjalnych profilach.

A były poseł Konfederacji, a dziś braunista Jacek Wilk podaje dalej wpis, na którym skrót PiS rozszyfrowany jest jako „Partia Interesów Syjonistycznych”, zaś orzeł w godle partii zamieniony jest na wizerunek ortodoksyjnego Żyda. Wilk podpisuje: „Nowe logo pisiorów”. A Korona umieszcza jego wpis na swoim profilu.

Braun może sobie pozwolić na butę — to dzięki jego wyborcom Nawrocki wygrał wybory prezydenckie. To prosta matematyka. Braun dostał w pierwszej turze ponad 1,2 mln głosów. Przed drugą turą poparł Nawrockiego. A w drugiej turze Nawrocki pokonał Rafała Trzaskowskiego większością mniej więcej 400 tys. głosów. Piszemy — mniej więcej, dlatego, że nikt nigdy nie policzył i nie policzy ostatecznej liczby głosów.

Karol Nawrocki, Grzegorz Braun w trakcie debaty prezydenckiej w TVP, maj 2025 r.

Karol Nawrocki, Grzegorz Braun w trakcie debaty prezydenckiej w TVP, maj 2025 r.Marysia Zawada/REPORTER / East News

Nawrocki na problem z braunistami. Z jednej strony nie może ich odpychać, bo potrzebuje poparcia ich wyborców. Z drugiej — nie może się z nimi spoufalać, bo to nie spodoba się ambasadorowi USA w Polsce Tomowi Rose, który jest Żydem. Rose spotkał się niedawno z Jarosławem Kaczyńskim i od tego momentu lider PiS bardzo wyraźnie zaczął się odcinać od Brauna — co ewidentnie jest efektem przesłania od Donalda Trumpa, że nie zaakceptuje koalicji z antysemitami po kolejnych wyborach.

Jarosław Kaczyński i Thomas Rose

Jarosław Kaczyński i Thomas RoseTom Rose / X

Kaczyński tak mówił tydzień temu w Skarżysku-Kamiennej, na ostatnim spotkaniu z wyborcami przed chorobą: „Może to was zaskoczy, ale to mój obowiązek jako Polaka i polityka — żadnych sojuszy z Braunem. Sojusz z nim to jak sojusz z Putinem, to poza wszelkimi wątpliwościami. Rozumiem, że on jest sprawnym retorem i trafia w realne emocje i problemy, ale to jest robione w sposób, który kompromituje Polskę straszliwie i wyklucza współpracę z USA. To zaś oznacza uderzenie w polskie bezpieczeństwo. Chcę to powiedzieć państwu: to by była droga do nieszczęścia Polski, skrajnego nieszczęścia”.

Sensacyjna mijanka — Konfederacja z Koroną silniejsze od PiS

Cóż z tego, skoro słowa Kaczyńskiego znaczą dla wyborców prawicy coraz mniej. My w „Stanie Wyjątkowym” nie przeceniamy sondaży. Ale nie możemy też zlekceważyć pierwszego badania, które pokazuje mijankę. W najnowszym sondażu CBOS połączone siły Konfederacji (11 proc.) i Korony (10 proc.) mają więcej, niż PiS (20 proc.). A zatem Kaczyński przestał być dominatorem na prawicy — kontroluje mniej niż połowę elektoratu. Tak źle dla niego nie było nigdy.

Kaczyńskiemu głosy odbiera głównie Braun. Ale Konfederacja przyznaje, że Braun odbiera także jej. Lider formacji Sławomir Mentzen wraca do rytmu kampanijnego — znów ruszył w Polskę, dokładnie tak jak rok przed wyborami prezydenckimi. Objeżdża struktury i radykalizuje przekaz polityczny, by walczyć z Braunem. Jednocześnie promuje swoich kandydatów, tak aby w wyborach w 2027 r. wypadli lepiej od narodowców Krzysztofa Bosaka, z którymi współtworzy Konfederację. Mentzen nie ufa narodowcom i zakłada, że mogą się za jego plecami dogadać z PiS. Próbuje więc doprowadzić do tego, aby w nowym Sejmie było ich jak najmniej.

Sławomir Mentzen, Krzysztof Bosak

Sławomir Mentzen, Krzysztof BosakPiotr Polak / PAP

Mentzen uruchomił także stronę internetową, poprzez którą można zgłaszać pomysły wyborcze dla Konfederacji. A w internecie zaczął emisję swego programu interwencyjnego „Sprawa dla Mentzena”. Ale wszystko to desperacka ucieczka do przodu. Nad Konfederacją wisi prawdziwa gilotyna — widmo bankructwa i likwidacji. Nie, nie żartujemy.

Katastrofalne błędy Mentzena doprowadzą do likwidacji Konfederacji

Otóż Mentzen — który jako doradca podatkowy zarobił miliony — popełnił katastrofalne błędy w polityce finansowej Konfederacji. W efekcie Państwowa Komisja Wyborcza odrzuciła sprawozdanie finansowe Konfederacji za rok 2024. Co prawda partia odwołała się do Sądu Najwyższego, ale szanse ma marne. Błędy dotyczą bowiem kampanii do europarlamentu w 2024 r., a w odrębnym postępowaniu Sąd Najwyższy już uznał, że odrzuca rozliczenie tamtych wyborów. W takiej sytuacji logiczne będzie odrzucenie także rozliczenia całego 2024 r.

Co to znaczy? To znaczy tyle, że po porażce przed Sądem Najwyższym ugrupowanie może na trzy lata stracić subwencję z budżetu państwa, czyli zdecydowaną większość swego budżetu — ok. 12 mln zł. Po wyborach 2023 r. partia dostaje 8,4 mln zł subwencji rocznie. Wypłacana jest w ratach — co kwartał 2,1 mln zł.

Cóż z tego, że błędy są drobne. Dla przykładu — wydanie 64 zł na alkohol, co jest zabronione (celem tego zakupu miało być, według pełnomocnika finansowego Konfederacji, „spotkanie z kontrahentem i ludźmi od prowadzenia kampanii”). Inny błąd — finansowanie opłat bankowych z prywatnego konta osoby fizycznej. Jeszcze inny — brak informacji o przyjęciu powierzchni pod banery od osób fizycznych. To „nielegalne przyjęcie korzyści”. Za wszystkie, nawet drobne błędy, partie są surowo karane.

Wśród polityków Konfederacji panuje przekonanie, że sprawa jest przegrana. A to budzi wściekłość na Mentzena, bo to jego człowiek Roman Łazarski odpowiadał za finanse ugrupowania.

Mentzen wykazał się totalną indolencją, bo jego własna partia Nowa Nadzieja — która wraz z Ruchem Narodowym Bosaka współtworzy Konfederację — też nie potrafiła poprawnie się rozliczyć, za co PKW skierowała do sądu wniosek o wykreślenie jej z rejestru partii.

Tam już Mentzen ma plan B. Jego człowiek Wojciech Machulski zarejestrował partię o nazwie Imperium Kontratakuje. Plan jest taki, aby 21 lutego odbył się kongres, na którym likwidowana Nowa Nadzieja połączy się z atakującym Imperium, które zmieni nazwę na Nowa Nadzieja. I wszystko ma być po staremu.

Sławomir Mentzen, Wojciech Machulski

Sławomir Mentzen, Wojciech MachulskiPaweł Supernak / PAP

Trwają już prace nad planem awaryjnym dla całej Konfederacji — żeby uciec od finansowych sankcji, partia może być formalnie zlikwidowana, a na jej miejsce przed wyborami w 2027 r. powstanie nowa formacja o tej samej lub łudząco podobnej nazwie. Byłaby to reinkarnacja Konfederacji — formalnie całkiem nowa partia, która nie ponosiłaby konsekwencji finansowych błędów z 2024 r. Dzięki temu po kolejnych wyborach konfederaci nie straciliby subwencji.

Taki scenariusz zakłada, tak czy inaczej, utratę kasy w tej kadencji. Ale daje szansę na pieniądze za dwa lata, gdy subwencja dla Konfederacji może być znacznie wyższa, bo partia ma szanse na lepszy wynik wyborczy, niż w 2023 r. Nie zmienia to faktu, że cała ta sytuacja znacznie osłabiła pozycję Mentzena w partii.

Jak patrzymy na chorującego Kaczyńskiego, uzależnionego od radykalnych wyborców Nawrockiego i nieogarniętego księgowo Mentzena, to nie dziwi nas, że Braun rośnie w siłę. Ma prawo wierzyć, że za dwa lata będzie ważnym człowiekiem w rządzie.

Wszystkie odcinki podcastu: