Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jaką rolę odegrał Lewandowski w akcji na 3:1?
Dlaczego Lewandowski nie był pod bramką Elche?
Jakie były statystyki Ferrana Torresa w meczu?
Co mówią o Lewandowskim komentarze po meczu z Elche?
Owszem, trzy tygodnie temu idealnie wkleił się między obrońców Realu Madryt i walnie przyczynił się do sięgnięcia przez Barcelonę po Superpuchar Hiszpanii. Tylko że, no właśnie, to było trzy tygodnie temu, a Lewandowski zaliczył później jeszcze kilka bezbarwnych występów. Żeby nie powiedzieć po prostu „słabych”.
W każdym razie Lewandowski miał pełne pole do popisu, żeby wykazać swoją wyższość nad młodszym konkurentem. Zwłaszcza w obliczu kolejnych doniesień na temat jego przyszłości w stolicy Katalonii.
Po pojawieniu się na boisku w 62. minucie szybko oddał strzał — nieczysty i zablokowany. Później mógł zaliczyć jeszcze asystę, ale Yamal postanowił uderzać prawą nogą i wykopał piłkę w maliny.
Robert Lewandowski cichym bohaterem przy ostatniej bramce
Z drugiej strony pojawiły się pretensje pod adresem Lewandowskiego, że zabrakło go pod bramką Elche, gdy Marcus Rashford strzelał na 3:1. Wytłumaczenie jest najprostsze z możliwych. Polaka nie mogło być wtedy w polu karnym, bo to on uruchomił długim podaniem Yamala, który wyłożył później piłkę Anglikowi.
Jego nieobecność w „16” usprawiedliwiają liczby. Między podaniem Polaka do Hiszpana a zagraniem Hiszpana do Anglika minęło osiem sekund. Miejsce, z którego podał Lewandowski, do linii pola bramkowego dzieliło ok. 65. metrów. Żeby dobiec na czas, Polak musiałby poruszać się ze średnią prędkością niewiele gorszą od swojej najwyższej w trakcie kariery. I to od startu do mety, a nie z maksymalną. Nawet jeśli byłoby to do zrobienia, nie miałoby to większego sensu.
Opisywana sytuacja, w której Lewandowski (pierwszy z lewej) rozprowadził akcję do Yamala (u dołu ekranu), co zaowocowało akcją na 3:1 dla BarcelonyScreen/Canal+ / Media
Nie o walkę ze swoimi szczytowymi osiągnięciami tu chodziło, tylko o boiskowe wyrachowanie. Nie było sensu dobiegać w pole karne w pierwsze tempo, bo był tam Rashford, a poza tym równie dobrze można było zakładać, że Yamal postanowi sam tę akcję wykończyć.
Lewandowski wpadł w pole karne po chwili, na wypadek gdyby Anglik nie zdołał trafić do siatki lub wykazał się altruizmem. Skończyło się inaczej, a pochwały za tę akcję powinni otrzymać wszyscy biorący w niej udział.
Ani Robert Lewandowski, ani Ferran Torres
Nie zmienia to faktu, że po sobotnim meczu nie jesteśmy bliżej odpowiedzi na pytanie, kto obecnie powinien być bramkarzem numer 1 Barcelony. Może i z Ferranem Barcelona spisuje się lepiej, a co za tym idzie — ma więcej sytuacji bramkowych. Tyle że Ferran razi większą nieskutecznością niż Lewandowski. I koło się zamyka.
Trzeba to sobie powiedzieć wprost: ani Ferran, ani Lewandowski nie jest w tym momencie napastnikiem na miarę takiego klubu jak Barcelona. Wykręcający chore liczby Lamine Yamal, mający niezmierzone pokłady piłkarskiego artyzmu Dani Olmo czy wszędobylski Frenkie de Jong zasługują na bardziej skutecznego snajpera.
Elche CF — FC Barcelona 1:3. Skrót meczu:
Cóż bowiem z tego, że Barcelona kreuje mnóstwo okazji, skoro później pojawiają się problemy ze skutecznością, a w ślad za nimi takie porażki jak niedawno z Realem Sociedad czy wymęczone wygrane jak z beniaminkiem z Elche.
Na przewodzenie tabeli hiszpańskiej ekstraklasy to jeszcze wystarczy, ale taka postawa w Lidze Mistrzów grozi natychmiastowym odpadnięciem. Niech świadczą o tym oba mecze z Interem Mediolan w półfinale poprzedniej edycji. Łącznie Barcelona wykręciła w nich xG o 0,99 wyższe od rywali. Jednak w realnych bramkach to Nerazzurri byli lepsi o jednego gola i awansowali do wielkiego finału.
Rywal Szczęsnego obnażony
Przy tej wyjątkowej nieskuteczności mistrzów Hiszpanii niech nikomu nie umknie fakt, jak beznadziejny występ zaliczył Inaki Pena. W Barcelonie zdążyli się na nim najwidoczniej poznać, bo przy wypożyczaniu go nie została wpisana tzw. klauzula strachu, którą Elche musiałoby wpłacić w przypadku gry 26-latka przeciwko swoim niedawnym kolegom.
Pena nie uratował beniaminka w żadnej klarownej sytuacji, a do tego dał się trzykrotnie objechać rywalom. Padły z tego dwie bramki, a przed trzecią ofiarną interwencją gospodarzy uratował Victor Chust.
A przecież nie dalej niż rok temu nie brakowało głosów, że to on powinien stać między słupkami Blaugrany, a nie Wojciech Szczęsny. Nawet jeśli Pena miewał już w tym sezonie występy udane, nie jest to bramkarz na miarę Dumy Katalonii. Latem znów będzie musiał szukać nowej drużyny. Nie będzie nią Barcelona, bo przyszłości ten zawodnik w niej nie ma.