Piotr Wołosik: Kibice Widzewa triumfują po każdym transferze swojego klubu, a każdy zakup to coraz głośniejsze nazwisko. Ostatnio do zespołu trenera Igora Jovicevicia dołączył obrońca reprezentacji Polski — Przemysław Wiśniewski. Ale fani rywali klubu z Łodzi podkreślają, że nazwiska nie grają, a mimo zakupów zespół Widzewa musi stać się zespołem, czyli mówiąc popularnie — chłopaki muszą się zgrać. Czyżby zazdrość?

Radosław Kałużny: Tak. Uważam, że jest to pewna zazdrość. Nagle wyrosła niespotykana u nas finansowa siła, która błyskawicznie zdystansowała konkurencję. Od lat mówiło się w kółko Lech, Legia, Legia, Lech. A teraz kluby te, razem wzięte, nie dałyby rady zapłacić tyle, co sam Widzew. Jasne, projekt „Wielki Widzew” nie musi od razu zaskoczyć, lecz z czasem — nie ma siły — to musi zakończyć się sukcesem.

Wołosik: Niektórzy jednak przypominają właścicielskie rządy Józefa Wojciechowskiego. Ładował pieniądze w Polonię Warszawa, ale z braku sukcesów znudzony porzucił klub.

Kałużny: Nie znam właściciela Widzewa, lecz wydaje mi się, że jest to zupełnie inny kaliber człowieka. Mogę się oczywiście mylić, jednak słuchając go i czytając trochę o nim, nie sądzę, by pobawił się klubem jak zabawką i rzucił w kąt. Przede wszystkim od lat młodzieńczych jest kibicem Widzewa, a nie człowiekiem z kasą, który nagle zakochał się w piłce i pierwszym lepszym klubie. Poza tym po strukturze, organizacji Widzewa widać, że to poważny projekt, a nie chatka na kurzej łapce. (śmiech) Zastanawia mnie tylko jedno…

Wołosik: Co takiego?

Kałużny: Czy trener Jovićević udźwignie odpowiedzialność, czyli zbuduje z solidnego materiału, który otrzymał, piękny pałac? W Widzewie nikogo nie interesuje szeregówka. Słabo znam osiągnięcia tego szkoleniowca, ale czy przypadkiem nie okaże się, że Widzew z tej klasy zawodnikami jest dla niego zbyt dużym rozmiarem kapelusza?

Wracając do porównań, to znajduję więcej wspólnych cech Widzewa Roberta Dobrzyckiego i Bogusława Cupiała, który niegdyś zbudował potęgę Wisły Kraków, a w której wówczas miałem przyjemność występować. Cupiał również sięgał po reprezentantów Polski, nie zniechęcał się, gdy nie było różowo i nie żałował pieniędzy. Ani na transfery, ani na pensje piłkarzy. Choć nie udało mu się doprowadzić Wisły do wymarzonej Ligi Mistrzów, to tamtejsza Wisła zapisała piękny rozdział w historii, a wiślaccy kibice do dziś wzdychają za tamtymi czasami. Mistrzostwa Polski, inne trofea, niezapomniane mecze w europejskich pucharach. Coś czuję, że właśnie to czeka kibiców Widzewa, a nie przyszłość w stylu Józefa Wojciechowskiego i jego Polonii.

Wołosik: Dla porządku przypomnę, że celem Widzewa jest przede wszystkim spokojne utrzymanie w Ekstraklasie.

Kałużny: Bądźmy poważni, utrzymanie osiągnie w cuglach. Wydaje mi się, że Widzew będzie mocno celować w Puchar Polski, by „z orkiestrą” zakończyć pierwszy sezon z udziałem nowego właściciela, a raczej z udziałem pieniędzy pana Dobrzyckiego.

Radosław Kałużny

Radosław KałużnyŹródło: newspix.pl / Jan Malec

Wołosik: Na koniec przypomnę, że z Widzewem, a konkretnie ze stadionem przy ulicy Piłsudskiego wiążą pana piękne wspomnienia. W roku 2000 w meczu eliminacji mistrzostw świata Polska pokonała właśnie w Łodzi reprezentację Białorusi 3:0, a trzy gole strzelił — tadam! — Radosław Kałużny.

Kałużny: Co pan powie?! Najwidoczniej zbieżność nazwisk. (śmiech)

Wołosik: Tamto zwycięstwo mocno przybliżyło waszą reprezentację do mistrzostw świata w Korei. A komplementował pana sam Zbigniew Boniek, który nigdy nie należał do pańskich fanów: „Wierzyłem w chłopaków, ale w myślach przygotowywałem się na remis. Lepsi są dwaj ranni niż jeden zabity. Na szczęście jednak mieliśmy tego dnia w swoim zespole Kałużnego” — przyznał „Zibi”, notabene były widzewiak.

Kałużny: No to chyba jedyny komplement, na który się zdobył, bo faktycznie nie należałem do jego ulubieńców.

Wołosik: Pan zaś, dość zaskakująco, przyznał: „Najlepszy mecz w życiu? Bez przesady. Grałem przeciętnie, tylko skutecznie”.

Kałużny: Bo to prawda. Nie zagrałem genialnego meczu. Miałem znacznie lepsze występy, chociaż nie zdobyłem w nich bramki.