Prawdziwe dziennikarstwo. Niezależna redakcja. ZA DARMO.
Najważniejsze informacje:
- Potężna awaria energetyczna odcięła prąd i ogrzewanie w tysiącach domów, stawiając pod znakiem zapytania trwałość wynegocjowanego przez Donalda Trumpa „rozejmu energetycznego”.
- Sytuacja na froncie jest cały czas krytyczna. Rosjanie przełamali ukraińskie linie obronne na Zaporożu i wdarli się do Konstantynówki w Donbasie, mimo ponoszenia tam olbrzymich strat.
- Dysproporcja sił rośnie na niekorzyść Ukrainy, która zmaga się z wyczerpaniem zasobów i brakiem żołnierzy. Jak wskazują eksperci – Kreml utrzymuje inicjatywę strategiczną.
W sobotę w ukraińskim systemie energetycznym doszło do poważnej awarii, w wyniku której znaczna część kraju została odcięta od prądu, co spowodowało również przerwy w ogrzewaniu. W całej stolicy Ukrainy zabrakło także wody. Służby dalej walczą ze skutkami usterki, która jest pośrednio efektem ostatnich nalotów i tragicznego stanu systemu energetycznego kraju.
Narciarze narzekają. „Więcej stania, niż jeżdżenia”
W tej chwili temperatura w mieście wynosi około -13 stopni. Sytuacja jest o tyle napięta, że od piątku obowiązuje tygodniowy „rozejm energetyczny”, który wynegocjował z Władimirem Putinem Donald Trump. W czwartek prezydent USA poinformował, że osobiście zwrócił się do Putina z prośbą o powstrzymanie rosyjskich ataków na Kijów oraz inne ukraińskie miasta. Putin na to przystał.
Walka o prąd i ciepło w stolicy
W piątek Wołodymyr Zełenski potwierdził, że „rozejm energetyczny” się rozpoczął i Ukraina także zaprzestała odpowiadać swoimi uderzeniami w rosyjską infrastrukturę. Dla Ukraińców miał to być krótki, ale potrzebny oddech i szansa na reanimację sieci. Nie znamy jeszcze odpowiedzi na pytanie, czy awaria, do której doszło, nie pokrzyżuje tych planów.
Czytaj również: Sytuacja jest rozpaczliwa. Dla Kijowa najbliższe tygodnie będą kluczowe
W samej tylko stolicy wciąż około 2600 bloków mieszkalnych pozostaje bez ogrzewania, głównie na prawym brzegu Dniepru – przekazał mer Witalij Kliczko. W większości budynków w mieście prąd jest dostępny tylko przez kilka godzin dziennie lub nie ma go wcale. Pracownicy zakładów energetycznych próbują teraz dokonać rzeczy niemalże niemożliwych i robią wszystko, aby w ciągu kilku dni ograniczyć choć w części skutki masowych rosyjskich ataków.
Inicjatywa po stronie Kremla
Na froncie żołnierze takiej szansy i takiego oddechu nie mają – i mieć nie będą. Rosjanie stale atakują. Nie jest to zaskoczeniem, biorąc pod uwagę fakt, że od ponad roku posiadają praktycznie pełną inicjatywę strategiczną. To oni decydują o tym, gdzie rozgrywane są kolejne bitwy. Starają się uderzać tam, gdzie Ukraińcy są słabsi. Gdy uzyskują „włamanie” w linie obrony, natychmiast próbują je wykorzystać i prowadzą dalsze natarcie.
Ukraińcy nie mają odpowiedniej liczby rezerw, dlatego często zmuszeni są do ściągania posiłków z innych odcinków frontu. Rosjanie mogą atakować praktycznie bezkarnie, ponieważ strona ukraińska – właśnie z uwagi na problemy kadrowe – nie jest w stanie wykorzystać takich przesunięć do przeprowadzenia własnego uderzenia w osłabione miejsca rosyjskiej linii.
W efekcie działania Kijowa mają charakter reaktywny – są tylko odpowiedzią na aktywność Rosjan.
Dodatkowo Ukraińcy cierpią na tzw. syndrom „za krótkiej kołdry” – obrońcy zazwyczaj reagują z opóźnieniem, dzięki czemu Rosjanie bardzo powoli, lecz systematycznie zajmują kolejne obszary. Obecnie jedynie w rejonie Kupiańska obserwujemy sytuację, w której armia ukraińska stale prowadzi działania zaczepne. Na pozostałych odcinkach frontu wojska ukraińskie ograniczają się głównie do kontrataków.
Czytaj także: Kreml wolałby się nie chwalić. Wojna z Ukrainą pobiła niemal wszystkie niechlubne rekordy
I choć Kreml nie odnotowuje dużych zdobyczy terytorialnych – co samo w sobie jest pozytywnym sygnałem – to jednak dysproporcja potencjałów pomiędzy armią rosyjską a ukraińską systematycznie się pogłębia. Obecna zima przynosi dodatkowo kilka niepokojących dla Kijowa symptomów.
Donbas: Krwawe walki o Konstantynówkę
Na Donbasie bez zmian – w ruiny każdego dnia wsiąka krew. W tej chwili wojska rosyjskie prowadzą natarcie przede wszystkim na dwóch głównych kierunkach i dwóch dodatkowych.
Główny kierunek natarcia to przede wszystkim Konstantynówka, czyli wrota do Kramatorska i Słowiańska. Ze względów propagandowych jest to obecnie dla Kremla kluczowe miejsce na mapie wojny. Donbas ma zostać zajęty – takie jest pragnienie Moskwy, a nie da się tego zrobić bez zajęcia Kramatorska i Słowiańska. Z kolei do tych miast nie da się zbliżyć bez opanowania Konstantynówki, która została już dawno praktycznie zrównana z ziemią.
Bomby lotnicze, artyleria i przede wszystkim olbrzymia liczba dronów wspomagają rosyjskie natarcie. W ciągu ostatnich kilku miesięcy Rosjanie zajęli przedmieścia, a od końca października ich wojska są już w mieście, w którym trwa walka o każdy budynek. Podobnie jak wcześniej w przypadku Bachmutu, Czasiw Jaru czy Pokrowska, Ukraińcy stosują obronę uporczywą. Powoli tracąc zabudowania, zadają Rosjanom jednocześnie maksymalną możliwą liczbę strat.
Jak długo będzie się jeszcze broniła Konstantynówka? Trudno powiedzieć.
Zanim upadnie, ukraińscy żołnierze z 93. Brygady Zmechanizowanej, którzy stanowią główny garnizon miasta, pogrzebią w jej ruinach tysiące atakujących. To jedna z elitarnych jednostek ukraińskiej armii – w 2014 roku broniła lotniska w Doniecku, a od lutego 2022 roku walczyła m.in. w Ochtyrce, Bachmucie czy Sołedarze. Celem Ukraińców jest maksymalne spowolnienie natarcia. Kluczowe dla obu stron są drony, które panują nad okolicą, siejąc śmierć i zniszczenie.
Czytaj także: Skandal goni skandal. Co się dzieje z Donaldem Trumpem?
Pomocniczym kierunkiem jest w tym wypadku Czasiw Jar, gdzie po zajęciu miasta Rosjanie starają się dalej atakować, na razie jednak od wielu miesięcy bez sukcesów. Za sukces wroga można natomiast uznać przejęcie niemal całkowitej kontroli nad miastem Myrnohrad pod Pokrowskiem. W tej chwili ważą się losy ostatnich ukraińskich pozycji w jego północnej części. Trwają bardzo zaciekłe walki o każdy metr terenu i nie wiadomo, jak długo ukraińscy żołnierze będą w stanie bronić się w ruinach.
Kryzys na Zaporożu
Jednak to nie Donbas jest w tej chwili najbardziej problematyczny dla Kijowa. Pogarsza się sytuacja ukraińskiego strategicznego zgrupowania „Południe” na Zaporożu. Po zajęciu miejscowości Hulajpole rosyjskie zgrupowanie armijne „Wschód” skupiło się na przełamaniu ukraińskich fortyfikacji opartych o rzekę Janczur. To pas umocnień, który był kluczowy dla utrzymania tam stabilnej linii frontu. Był – bo Rosjanie go przełamali.
Atakowali od grudnia znacznymi siłami, w których wyróżniły się oddziały ze 127. Dywizji Zmotoryzowanej. Najpierw zajęli Pryluky i utworzyli przyczółek na zachodnim brzegu rzeki, a w ostatnich dniach udało im się włamać w ukraińskie pozycje także bardziej na północ. W piątek Rosjanie ogłosili, że weszli do miejscowości Ternuwate. Jej centrum dalej kontrolują ukraińskie wojska, a o miejscowość trwa zacięta walka, co już samo w sobie jest rosyjskim sukcesem.
– Walki o Ternuwate oznaczają, że Rosjanie przebili fortyfikacje ukraińskie oparte o rzekę Janczur – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską płk rezerwy Piotr Lewandowski, ekspert w dziedzinie wojskowości. – To oznacza przebicie i całkowite złamanie ukraińskich linii obrony, które zostały tam przygotowane. Dalej, z tego co piszą ukraińscy wojskowi, nie ma już nic, jeśli chodzi o stałe fortyfikacje – dodaje.
To najprawdopodobniej zwiastuje kolejne rosyjskie zdobycze na tym kierunku i dalsze stopniowe zajmowanie obwodu zaporoskiego.
Co dalej? Walec jedzie powoli, ale skutecznie
Trudno sobie wyobrazić, by armia rosyjska mogła stracić inicjatywę w najbliższych miesiącach. Rosjanie toczą się jak walec. Wybierają kierunki natarcia, szukają luk i słabości w obronie. Tam, gdzie nie są w stanie zdobyć ukraińskich fortyfikacji siłami lądowymi, wzywają lotnictwo, które bombarduje je tak długo, aż przestaną istnieć.
Armia rosyjska dysponuje coraz lepszym zaopatrzeniem, poprawiła również logistykę. Dowódcy doskonalą taktykę ataku „małymi grupami piechoty”, która okazała się skuteczna. Równocześnie armia ukraińska cały czas zmaga się z poważnymi brakami kadrowymi – przede wszystkim w piechocie. Na linii frontu jest zbyt mało żołnierzy. Drony częściowo niwelują ten problem, ale go nie rozwiązują. Zwłaszcza że Rosjanie również dysponują coraz większą liczbą bezzałogowców, a niestabilna zimowa pogoda – mgły oraz silne opady – znacząco obniżają skuteczność ich użycia.
Czytaj: Ukraina. Rząd zezwolił młodym mężczyznom na wyjazd poza granice kraju
Narasta liczebna przewaga wroga. Obecnie na całym ukraińskim froncie, jak twierdzi ukraiński wywiad, rosyjskie zgrupowanie przekroczyło 700 tysięcy żołnierzy. Do tej pory Moskwa co pół roku stopniowo powiększała te siły o dodatkowe 50 tysięcy ludzi. Jednak w ostatnich miesiącach, na skutek wysokich strat, uzupełnienia docierające na front są niewystarczające.
Na niektórych kierunkach również Rosjanom zaczyna brakować ludzi. Najlepszym przykładem jest Siewiersk – po zajęciu miasta, po trzech latach walk, rosyjskie natarcie tam wyraźnie wyhamowało.
Rezerwy i brutalna siła
Właśnie w tym należy upatrywać pewnych pozytywnych sygnałów. Wydaje się, że Rosjanom zaczyna brakować odwodów – i to już na poziomie operacyjnym, nie mówiąc o strategicznym. Może to na jakiś czas spowolnić działania ofensywne i w tym Kijów może dostrzegać swoje szanse. Pozostaje jednak poważny znak zapytania – kwestia, która może mieć kluczowe znaczenie w przyszłości.
– Wielu analityków twierdzi, że Rosjanie przygotowują nowe, duże zgrupowanie wojsk. Według tych spekulacji mieliby zgromadzić nawet ekwiwalent trzech armii, czyli około 100 tysięcy żołnierzy – mówi Wirtualnej Polsce płk Piotr Lewandowski.
– Ja na razie tego nie widzę. Jeśli rzeczywiście takie siły istnieją i Rosjanie wprowadziliby je do walki wiosną, mieliby duże szanse na przełamanie frontu. Przy czym nawet jeśli te rezerwy są przygotowywane, pozostaje pytanie, czy rosyjska logistyka jest w stanie to udźwignąć. Moim zdaniem są w stanie rzucić wiosną najwyżej jedną armię, czyli około 30 tysięcy żołnierzy, a pozostałe dwie pełniłyby raczej rolę rezerw do uzupełniania strat – dodaje Lewandowski.
Rosjanie nadal skuteczniej prowadzą mobilizację. Ich ośrodki szkoleniowe są w stanie przyjmować miesięcznie około 30 tysięcy rekrutów. Szkolenie trwa trzy miesiące, co oznacza, że jednocześnie mogą szkolić nawet 90 tysięcy ludzi. To są olbrzymie liczby.
– Siłą Rosjan jest azjatycki rys charakteru. Jak widzimy na nagraniach z frontu, rosyjscy dowódcy potrafią przywiązywać żołnierzy głową w dół do drzew na mrozie, aby wymusić wykonywanie rozkazów. Następnie takie filmy są udostępniane i akceptowane przez wyższe dowództwo. Człowiek jest nikim w tym systemie, a słabości Rosja potrafi zamieniać w atuty – mówi Wirtualnej Polsce były dowódca bazy w Redzikowie.
Podsumowując: rosyjska przewaga na froncie systematycznie rośnie od około dwóch lat. Tej zimy widać to jeszcze wyraźniej.
Przy ogromnych siłach zaangażowanych przez Rosję oraz przewadze w powietrzu, armia rosyjska będzie w stanie nadal prowadzić większe operacje i – mimo pewnych braków oraz stopniowego wyczerpywania zasobów – utrzymywać inicjatywę.
To jeden z powodów, dla których Kreml nadal chce prowadzić wojnę. Cały czas licząc, że nadejdzie moment, w którym uda się wreszcie przełamać ukraiński front. Na szczęście na razie to zagrożenie wydaje się, jeszcze, perspektywą odległą.
Dla Wirtualnej Polski Mateusz Lachowski