Javier Tarazona, czołowy wenezuelski działacz na rzecz praw człowieka, po czterech latach aresztu w Caracas wyszedł na wolność. Został oskarżony m.in. o „terroryzm” i „zdradę”. Jego brat Rafael Tarazona potwierdził te informacje agencji AFP dodając, że pierwszym miejscem, do którego udał się Javier po opuszczeniu więzienia, był kościół w centrum stolicy.

Uwolnienie działacza zbiegło się w czasie z ogłoszeniem zamknięcia więzienia Helicoide, gdzie był przetrzymywany. Delcy Rodriguez, tymczasowa prezydent kraju, pod naciskiem Stanów Zjednoczonych ogłosiła zamknięcie tego osławionego więzienia. Decyzje dotyczące amnestii miały na celu złagodzenie napięć społecznych i spełnienie międzynarodowych postulatów o poprawie praw człowieka w Wenezueli.

Tarazona był jednym z najbardziej rozpoznawalnych więźniów politycznych w kraju, przez co stał się symbolem walki o prawa człowieka. – Javier jest wreszcie wolny! – powiedział uradowany jego brat Rafael Tarazona po uwolnieniu.

Organizacje takie jak Fundaredes, której Tarazona był dyrektorem, oraz Amnesty International aktywnie działały na rzecz uwolnienia więźnia. Fundaredes często podkreślała zaangażowanie w dokumentowaniu sytuacji na problematycznej granicy z Kolumbią, zarzucając władzom wenezuelskim współpracę z kolumbijskimi bojówkami.

Podczas przesłuchań Tarazona opowiadał o brutalnym traktowaniu, jakiego doznał w więzieniu Helicoide. „Byłem bity, bity, bity. Nigdy nie widzieliśmy słońca. Nie mieliśmy wody pitnej. Zmuszano nas do oddawania moczu i kału do pojemników, z których mieliśmy jeść” – cytuje jego relację AFP

Władze Wenezueli obiecują dalsze uwolnienia zgodnie z nową ustawą o amnestii. Organizacja Foro Penal informuje, że w kraju wciąż przetrzymywanych jest co najmniej 711 więźniów politycznych.