„Jeśli on przyjdzie do Projektu, będzie to dla mnie dziwne. Jak mam z nim rozmawiać? Kraj, w którym w tym sezonie zarabia, chce, żeby moja ojczyzna nie istniała, chce unicestwić Ukraińców. On sobie tam spokojnie mieszka i pracuje, a w kolejnym roku przyjedzie do Polski i będzie moim kolegą? No nie wiem…” – wyznał Semeniuk, rzucając mocne oskarżenie, że obcokrajowcy występujący w lidze rosyjskiej mają krew na rękach.
Bezkompromisowa wypowiedź Semeniuka zbiegła się z kontrowersyjnymi przemyśleniami Fabiana Drzyzgi, którymi były rozgrywający reprezentacji Polski podzielił się w rozmowie z portalem siatkarskieligi.pl. Drzyzga, który jeszcze przed wojną na Ukrainie, w latach 2018–20 grał w Nowosybirsku, zdobywając nawet mistrzostwo Rosji, wyznał, że… dobrze wspomina ten kraj pod każdym względem. „Wiem, że teraz nie jest to zbyt poprawne polityczne lub nie jest miłe dla kogoś tego słuchać, ale ja oddzielam sport od polityki” – stwierdził. „To, co powiem, może nie będzie miłe, ale niestety społeczeństwo nie wykarmi później mnie i mojej rodziny. Rozumiem, że komuś może się to nie podobać, ale ostatecznie to jest moje życie. Nikogo nie zabijam i też nikomu nie każę. Nie jestem osobą, która wspiera wojnę. Jestem ostatni do takich rzeczy” – argumentował Drzyzga i przyznał, że przed tym sezonem miał z Rosji ofertę, ale z niej nie skorzystał. Zrobiło to kilka innych gwiazd siatkówki. Obecnie w 15 klubach Superligi występuje ponad 20 obcokrajowców z różnych państw, nie licząc Białorusinów. Są na przykład Serbowie Petar Krsmanović, Dražen Luburić i Pavle Perić, Argentyńczyk Santiago Danani, Marokańczyk Mohammed Al Hachdadi, wicemistrz świata Bułgar Simeon Nikołow, słynny Francuz Jenia Grebennikov czy Holender Dick Kooy, żeby wymienić tylko tych najbardziej znanych. Romano w Fakiele piłki wystawia Amerykanin Micah Ma’a, znany – jak większość wyżej wymienionych graczy – z występów w PlusLidze. Już wiadomo, że rosyjską opcję wybrał na następny sezon jeden z najlepszych rozgrywających świata Argentyńczyk Luciano De Cecco, obecnie gracz Norwida Częstochowa. W poprzednich latach, już po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, grę w Superlidze wybierały największe gwiazdy światowej siatkówki z Amerykaninami Andersonem i Christensonem czy Serbem Urošem Kovačeviciem na czele. Gdybyśmy im wszystkim zabronili teraz z powodów moralnych grać w PlusLidze, pole manewru polskich działaczy byłoby mocno ograniczone. Tylko czy powinniśmy zabraniać?
A skoro o Norwidzie mowa, do częstochowskiego klubu prosto z Uralu Ufa w 2024 roku trafił Irańczyk Milad Ebadipour. Przed tym sezonem Ślepsk Suwałki pozyskał Bułgara Asparucha Asparuchowa. Skąd? Ano z Kuzbassu Kemerowo. Nikt jakoś larum przy transferach tych siatkarzy nie podnosił. Przeszły bez echa. I zapewne nie byłoby wielkich protestów także w sprawie potencjalnego transferu Romano, gdyby nie wypowiedź Semeniuka. Jest Ukraińcem, jego rodacy codziennie giną na wojnie, więc trudno mu się dziwić. Traf chciał, że świetnego włoskiego (nie rosyjskiego!) atakującego chce pozyskać klub wspierany nie tylko przez PGE, ale także przez dużą firmę z… Ukrainy. Czy wyobrażacie sobie Państwo Semeniuka i Romano przybijających piątkę po udanej akcji Projektu? Czy da się w tej sytuacji nie mieszać polityki do sportu?