Film dokumentalny „Melania” to opowieść o przygotowaniach do zaprzysiężenia Donalda Trumpa na 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych z perspektywy pierwszej damy. Widzowie mogą się w nim przyjrzeć „ciężkiej pracy” Melanii, od koordynowania przygotowań do inauguracji, przez udział w procesie przekazywania władzy w Białym Domu, po ponowną przeprowadzkę całej rodziny do Waszyngtonu.
„Dzięki ekskluzywnym materiałom filmowym, obejmującym kluczowe spotkania, prywatne rozmowy oraz miejsca dotąd niedostępne dla kamer, dokument rzuca światło na powrót Melanii Trump do roli jednej z najbardziej wpływowych kobiet na świecie” – czytamy w opisie filmu.
Uroczysta premiera dokumentu odbyła się 29 stycznia w prestiżowym Kennedy Center w Waszyngtonie. Pokaz zgromadził najważniejszych przedstawicieli administracji Donalda Trumpa oraz wiele wpływowych postaci amerykańskiej polityki i show-biznesu. „Melania wykonała świetną robotę. To będzie wielki przebój. Jest niesamowity” – zachwycał się żoną i filmem prezydent USA.
Donald Trump uwielbia wyolbrzymiać swoje sukcesy, a nawet dostrzegać ja tam, gdzie ich nie ma. Tym razem można stwierdzić, że nie rozminął się z prawdą. Wprawdzie poza Ameryką „Melania” cieszy się śladowym zainteresowaniem, ale w Stanach film faktycznie stał się przebojem. I zapewne tylko to się liczy dla prezydenta USA.
„Melania” podczas premierowego weekendu zarobiła w amerykańskich kinach 7 mln dolarów. Jest to najlepszy rezultat otwarcia filmu dokumentalnego (nie licząc koncertów) od czasu zniesienia lockdownu związanego z pandemią, a nawet na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Lepszy od wyniku otwarcia najnowszego filmu z Jasonem Stathamem „Samotnik” (5,5 mln dolarów).
Media i widzowie sympatyzujący z prezydencką parą piszą o spektakularnym sukcesie filmu. Na portalu Rotten Tomatoes obraz otrzymał aż 90 proc. pozytywnych ocen od widzów i tylko 10 proc. od krytyków. To ogromna rozbieżność.
Faktem jest, że „Melania” zgromadziła nadspodziewanie dużo widzów i w swoim gatunku stała się jednym z największych przebojów w historii. Pytanie, ile ten sukces kosztował? Przypomnijmy, że Amazon zapłacił 40 mln dolarów za prawa do filmu i wydał kolejne 35 mln dolarów na jego promocję.
„Choć to świetny początek dla filmu dokumentalnego, dla każdego innego filmu taki zarobek, przy 75 milionach dolarów kosztów i bardzo niewielkim potencjale zagranicznym, byłby poważnym problemem. Ale to jest inwestycja polityczna, a nie przedsięwzięcie filmowe nastawione na zysk. Jeśli pomoże to Amazonowi w kwestiach regulacyjnych, podatkowych, taryfowych lub innych kwestiach rządowych, to się opłaci; 75 milionów dolarów to dla Amazona nic nieznacząca kwota” – uważa David A. Gross, szef firmy konsultingowej Franchise Entertainment Research.