Przywołując liczne pochlebne artykuły na temat Polski, jakie w ostatnich miesiącach pojawiały się w niemieckiej i europejskiej prasie, publicysta Klaus Bachmann polemizuje z tezą o Polsce jako nowej „superpotędze” w Europie.

W obszernym artykule opublikowanym w poniedziałek (2 lutego) na łamach dziennika „Berliner Zeitung” Bachmann zauważa, jak bardzo zmienił się o ostatnich dziesięcioleciach obraz Polski w Niemczech.

  • Jakie zmiany zaszły w postrzeganiu Polski w Niemczech?
  • Jakie obszary Polska przegoniła Niemcy?
  • Co sprawia, że Polska 'odjeżdża’ Niemcom?
  • Jakie innowacje cyfrowe są dostępne w Polsce?

Od zera do bohatera

Autor przypomina, że jeszcze w latach dziewięćdziesiątych Polacy uchodzili w Niemczech za złodziei, satyrycy w niemieckiej telewizji szydzili z Polski, opowiadając o niej niewybredne dowcipy, niemieccy celnicy krzyczeli na Polaków na granicy, a środowiska wypędzonych straszyły odebraniem swoich niegdysiejszych domów.

Teraz sytuacja jest zgoła inna: „Dzisiaj Polska i Niemcy są członkami UE, NATO, OBWE, nie ma już (prawie) żadnych kontroli granicznych, formularzy wizowych ani utrudnień celnych, nikt już nie kojarzy Polski z bandytami i nielegalnymi pracownikami (…) Jak bardzo zmieniły się wiatr, wahadło i nastroje, widać, patrząc na polskiego Feniksa, który właśnie powstaje z popiołów w naszych mediach”.

Klaus Bachmann nawiązuje do artykułów w renomowanych niemieckich, ale też europejskich mediach, które wychwalają tempo rozwoju Polski, rosnący poziom zamożności kraju, czy inwestycje w armię. Autor uważa jednak za przesadzone nazywanie Polski nową superpotęgą. Jak czytamy, Feniks, który powstaje z popiołów, przy bliższym spojrzeniu jest nieco poobijany i wymaga makijażu.

Wzrost na kredyt

„Zarówno wzrost gospodarczy, jak i wydatki na zbrojenia są finansowane z kredytów i są w ogóle możliwe tylko dlatego, że Polska jest jednocześnie największym beneficjentem transferów z UE w wartościach bezwzględnych. Mówiąc wprost: to, co UE (a jak wiadomo, w większości niemieccy podatnicy) pompuje do Polski, jest z drugiej strony wydawane na obronność oraz czołgi i samoloty bojowe pochodzące z krajów spoza UE”. Polska bowiem nie produkuje sama tego typu uzbrojenia.

Jak czytamy, także w sprawie ruchów migracyjnych Polska nie jest w tak dobrej sytuacji, jak niekiedy się przedstawia. Zdaniem autora to prawda, że kraj przyciąga imigrantów z całego świata, ale z powodu ksenofobii przyjeżdżają do Polski raczej słabiej wykwalifikowani obcokrajowcy.

„Który dobrze wykształcony mieszkaniec Indii, Pakistanu lub Afryki, jeśli nie musi, wyemigruje do kraju, w którym panuje niechęć wobec obcokrajowców?”. Klaus Bachmann uważa, że także narracja o powrotach Polaków z zagranicy wymaga uzupełnienia. Jak czytamy, Polacy nie wyjeżdżają z Wielkiej Brytanii dlatego, że Polska zrobiła się tak bogata i „sexy”, tylko dlatego, że Wielka Brytania stała się biedna i wroga obcokrajowcom.

„W Niemczech sprawa jest bardziej skomplikowana, ponieważ tylko niewielki odsetek Polaków posiada wyłącznie obywatelstwo polskie i można zmierzyć ich ruchy migracyjne” — autor dodaje, że w ubiegłym roku faktycznie po raz pierwszy więcej obywateli polskich wróciło do Polski, niż przybyło do Republiki Federalnej Niemiec, ale różnica ta wynosi zaledwie 12 tys. osób.

Polska odjeżdża Niemcom

Komentator ocenia, że Polska powoli, ale sukcesywnie „odjeżdża” Niemcom w na innym polu; nie jako potęga gospodarcza czy wojskowa, tylko „z czymś znacznie bardziej banalnym, co jednak ma znacznie większe znaczenie dla wzrostu gospodarczego, jakości życia i bliskości obywateli”.

Chodzi o zaawansowaną cyfryzację większości obszarów życia i administracji i brak — tak charakterystycznych dla Niemiec — obaw o ochronę danych osobowych czy naruszanie prywatności.

Polska ma to, przeciwko czemu od dziesięcioleci protestują niemieccy obrońcy danych, konsumentów, praw człowieka i lobbyści, a mianowicie „przejrzystych obywateli”.

Od mObywatela po Blika

Klaus Bachmann wymienia tu wszystkie cyfrowe usługi, które są już codziennością w Polsce — od mObywatela, przez e-recepty, elektroniczną komunikację z urzędami, elektroniczne bilety, Blik, InPost czy najzwyklejszą możliwość płacenia kartą w prawie każdym miejscu.

„Największy paradoks całej tej historii polega jednak na tym, że wszystkie te innowacje powstały pod rządami dwóch ultrakonserwatywnych, populistycznych, wrogich postępowi rządów, kierowanych przez człowieka, który sam przez lata nie miał nawet konta bankowego, nie mówiąc już o profilu na X lub Facebooku (i do dziś nie ma), nie zna języków obcych i jest tak analogowy, jakby był Niemcem skrajnie wrogo nastawionym do technologii” — pisze. Mowa o Jarosławie Kaczyńskim. Zdaniem Klausa Bachmanna to, że Polska wyprzedza dziś Niemcy pod względem bliskości obywateli, odbiurokratyzowania i cyfryzacji, jest zasługą Prawa i Sprawiedliwości, choć autor podejrzewa, że stało się to w dużej mierze przypadkowo: „Cyfryzacja w Polsce powiodła się nie dlatego, że PiS tak chciał, ale dlatego, że partii było to obojętne. Ministerstwo cyfryzacji trafiło w ręce bezpartyjnej specjalistki, która po kilku latach została zwolniona i zastąpiona przez partyjną działaczkę, która była zbyt zajęta walkami o władzę, aby zrujnować to, co zbudowała jej poprzedniczka. Cyfryzacja w ministerstwach i gminach zakończyła się sukcesem, ponieważ nikt nie zwracał na nią uwagi, a więc nikt nie podsycał obaw przed nią”.

Prawica się nie cieszy

Zdaniem autora tekstu nacjonalistyczna prawica w Polsce nie potrafi jednak cieszyć się z tego sukcesu, którego autorem jest jej stronnictwo polityczne. Nawet jeśli udało się zrobić coś lepiej niż Niemcy.

Do ciągłego porównywania się z Niemcami, używa się, zdaniem Bachmanna, innych kategorii: „Polska musi mieć większą armię niż Niemcy, nawet jeśli nie jest w stanie jej uzbroić. Polska musi zbudować lotnisko większe niż we Frankfurcie i musi mieć port większy niż ten w Hamburgu, nawet jeśli nie mogą tam zawijać duże kontenerowce. (…) Być może cyfryzacja i bliskość obywateli nie są wystarczająco spektakularne?” — czytamy w „Berliner Zeitung”.

Prof. Klaus Bachmann jest niemiecko-polskim publicystą i naukowcem. Wykłada na Uniwersytecie SWPS w Warszawie. Środtytułu w powyższym omówieniu pochodzą od redakcji DW.