Puls Biznesu: Niedawno minęły dwa lata, od kiedy został pan szefem Centralnego Ośrodka Informatyki (COI). Co się udało przez ten czas, z czego jest pan najbardziej zadowolony?

Radosław Maćkiewicz, dyrektor COI: Z mObywatela korzysta już 11 mln użytkowników. Uruchomiliśmy szereg nowych rozwiązań. Odświeżyliśmy wygląd aplikacji, wprowadziliśmy usługę podpisu kwalifikowanego, uruchomiliśmy czatbota AI opartego na modelu PLLuM, który pomoże w poruszaniu się w aplikacji. mStłuczka to bardzo ciekawy przykład nowej usługi – przy jej wprowadzaniu na bieżąco prowadziliśmy badania z obywatelami i ubezpieczycielami, żeby była godna zaufania, a cały proces przebiegał maksymalnie sprawnie. Teraz całość zgłoszenia szkody zajmuje 5-6 minut. Rozwijamy ePłatności inicjowane przez administrację, jak np. podatek od nieruchomości – do pilotażu dołączyło już ponad 100 gmin. Płacić można Blikiem i kartą. To bardzo wygodna usługa zarówno dla samorządów, jak i obywateli. Z czasem wprowadzimy także płatności inicjowane przez obywateli jak np. opłata skarbowa.

Od stycznia 2026 r. miała ruszyć usługa Twoja Emerytura. Nie ruszyła.

Powinna ruszyć do końca pierwszego kwartału – będzie można sprawdzić stan konta, prognozę i wpłaty na konto emerytalne. Ciągle rozwijamy też Centralny Rejestr Wyborców, usługi z nim związane są doceniane przez obywateli, co może mieć pozytywny wpływ na frekwencję w wyborach. Dużym i pozytywnym echem odbiła się usługa pozwalająca firmom zatrudniającym kierowców zasięgać online informacji o uprawnieniach kierowania pojazdem. Niezwykle istotna jest także funkcja Zastrzeż PESEL, która cieszy się dużą popularnością. Jestem też zadowolony ze zmiany formuły EZD RP [system obiegu dokumentów dla aministracji – red.] na SaaS [oprogramowanie jako usługa – red.]. Do tej pory korzystające z systemu podmioty publiczne musiały same zbudować sobie infrastrukturę. Teraz udostępniamy go przez przeglądarkę – za usługę, utrzymanie i bezpieczeństwo odpowiadamy my. To bardzo istotne dla instytucji, które nie zawsze miały zasoby, żeby same się tym zajmować.

A jakich nowych usług można spodziewać się w mObywatelu?

Pracujemy nad wieloma – wnioskiem o paszport dla dziecka, ePłatności z Google Pay i Apple Pay, zgłoszeniem urodzenia dziecka, unieważnieniem dowodu z powodu kradzieży tożsamości i kolejnymi funkcjami związanymi z bezpieczeństwem. Chcemy także zrobić nakładkę na mObywatela, ułatwiającą poruszanie się w aplikacji i korzystanie z usług nieco starszym osobom będącym najmniej liczną grupą użytkowników.

Co z zapowiedzią uruchomienia rządowego e-dziennika?

mObywatel Junior, czyli aplikacja, w której są cyfrowe legitymacje szkolne dla dzieci i młodzieży, będzie bazą do przygotowania dziennika elektronicznego. W grudniu mieliśmy spotkanie z MEN – ustaliliśmy, że wybierzemy kilkadziesiąt szkół i ruszymy z pracami. We wrześniu 2026 r. chcemy rozpocząć pilotaż dziennika. To ambitny plan, ale realny. Produkcyjnie planujemy uruchomić system rok później. Chcemy budować cały ekosystem usług edukacyjnych opartych m.in. na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej.

Podobną usługę świadczą teraz prywatne firmy, więc pewnie nie wszystkim spodoba się pomysł na rządowy e-dziennik.

Chyba nie wszyscy wierzą, że to zrobimy. Ale wkrótce zostaną powołane grupy robocze i będziemy szybko zmierzać do uruchomienia pilotażu od września 2026.

Jak obecnie wygląda zatrudnienie w COI? Ile przychodów wygenerował ośrodek w 2025 r.?

Na początku 2024 r. mieliśmy 1615 etatów , a teraz mamy 1774. Wzrost wynika z tego, że zwiększyliśmy moce wytwórcze, bo realizujemy więcej projektów. Przychody w 2025 r. wyniosły ponad 600 mln zł, z czego pojedyncze procenty pochodziły od podmiotów zewnętrznych, a reszta z usług dla Ministerstwa Cyfryzacji.

Zapowiadał pan zwiększenie przychodów z zewnątrz.

Na razie nie udało się ich zdywersyfikować, ale przygotowaliśmy się do tego – zmieniliśmy statut, żeby móc świadczyć usługi innym podmiotom. Ponadto projektowane są zmiany ustawy o informatyzacji podmiotów realizujących zadania publiczne. Mają umożliwić administracji korzystanie z usług COI.

Ale pozyskiwanie zewnętrznych klientów nie idzie tak szybko, jak pan chciał?

Prowadzimy rozmowy z wieloma instytucjami, które chciałyby skorzystać z naszych usług, ale po pierwsze — musi być do tego podstawa prawna, a po drugie— instytucje muszą mieć na to budżet.

Z jakimi wyzwaniami zmierzy się COI w najbliższej przyszłości?

W ciągu najbliższego roku priorytet to oczywiście dalszy rozwój mObywatela przez dodawanie do aplikacji kolejnych usług publicznych. Dużym wyzwaniem jest zbudowanie i udostepnienie mObywatela zgodnego z rozporządzeniem eIDEAS [unijne rozporządzenie regulujące kwestie identyfikacji elektronicznej – red.], co ma nastąpić w grudniu 2026 r. Idąc w stronę niezależności, będziemy budować własną infrastrukturę wykorzystującą także procesory graficzne, czyli GPU. Będzie ona utrzymywana przez nas i w naszych serwerowniach. To pierwszy krok, bo intensywnie myślimy, jak budować niezależne i suwerenne rozwiązania.

Jakie rozwiązania ma pan na myśli?

Rozmawiamy z kilkoma dużymi podmiotami publicznymi, żeby podjąć prace nad rozwiązaniami bazującymi na open source [tzw. otwarte oprogramowanie, czyli z ogólnodostępnym kodem – red.], które umożliwią stworzenie podstawowego pakietu biurowego dla administracji publicznej. Wierzymy, że budowa takich systemów w Polsce jest krokiem w kierunku uniezależnienia się od dostawców zewnętrznych. Powinniśmy także myśleć o współpracy z polskimi firmami, żeby w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego budować ekosystem usług. Polskie firmy mogłyby wspierać administrację w ich wdrażaniu i utrzymaniu. Najważniejsza w tym przypadku jest współpraca wszystkich zainteresowanych – od interesariuszy z sektora publicznego po firmy świadczące usługi IT.

Wiele instytucji publicznych jest zdeterminowanych, żeby stworzyć polskie oprogramowanie biurowe. Tę ideę popiera Krzysztof Gawkowski, wicepremier i minister cyfryzacji.

Radosław Maćkiewicz

dyrektor Centralnego Ośrodka Informatyki

To ciekawy pomysł. Na jakich krajach się pan wzoruje?

Rozmawialiśmy m.in. z Duńczykami, którzy na bazie rozwiązań open source stworzyli własne, częściowo zastępujące pakiet Office. Nie wprowadzili tego na dużą skalę, ale grunt, że podjęli taką próbę. Bardzo poważnie rozważamy zrobienie tego w Polsce.

Skąd się wziął pomyśl na rządowy pakiet biurowy?

Często w gronie instytucji publicznych jest sygnalizowany problem kosztów stosowanych obecnie rozwiązań komercyjnych. Jeśli w konsorcjum kilku dużych instytucji stworzylibyśmy takie niezależne rozwiązanie, na pewno byłoby to z korzyścią dla państwa. Widzę taką potrzebę w państwowych instytucjach i mam nadzieję, że niedługo rozmowy przerodzą się w działanie. Nie zrobimy tego w kwartał, ale uważam, że za rok czy półtora mielibyśmy już produkty gotowe do testowania. Dużo się mówi w mediach o suwerenności cyfrowej, często bardzo ogólnie. Nikt nie mówi, gdzie ona się zaczyna i jak ją definiujemy. Przykładowo: w obszarze infrastruktury nie ma praktycznie nic polskiego – od serwerów po urządzenia sieciowe.

Czyli jest pan też za rządowym hardware’em?

Coraz częściej rozmawiamy o stworzeniu rekomendacji dotyczącej sprzętu – proszę zwrócić uwagę, że w Europie prawie nie ma producentów infrastruktury. Uważam, że powinniśmy zastanowić się na forum europejskim, jak budować suwerenność na poziomie hardware’u. Bo ja rozumiem suwerenność jako posiadanie rozwiązań, które od początku do końca są produkowane w Europie – od sprzętu po oprogramowanie.

Czyli przykładowo powinniśmy budować własne serwery i procesory?

A dlaczego nie? Istnieją otwarte architektury, z których można budować całe serwery, projektując własne rozwiązania. Jeśli myślimy o suwerenności, musimy myśleć o własnych rozwiązaniach. Możemy zacząć od projektowania w otwartych architekturach, przykładowo RISC-V.

Wróćmy do pomysłu rządowego pakietu biurowego – to na razie tylko myślenie życzeniowe czy coś więcej się za tym kryje?

Wiele instytucji publicznych jest zdeterminowanych, żeby stworzyć polskie oprogramowanie biurowe. Tę ideę popiera Krzysztof Gawkowski, wicepremier i minister cyfryzacji. Pracujemy nad planem.

Co było impulsem do myślenia o tym rozwiązaniu?

Głównie rozmowy w gronie dużych podmiotów administracji publicznej, wymiana doświadczeń. Na pewno ważnym czynnikiem były wyzwania budżetowe – wiadomo, że jest reguła stabilizująca budżet, która nie pozwala zwiększać wydatków. Większość użytkowników nie potrzebuje bardzo zaawansowanych rozwiązań, a przygotowanie prostych jest możliwe. Nie wykluczam, że pakiet biurowy będzie częścią ekosystemu EZD RP.

COI odpowiada za kluczowe systemy państwowe. Czy często jest atakowany przez hakerów?

Nasze systemy są poddawane intensywnym próbom, ale nie mówimy o szczegółach, żeby nie ułatwiać pracy adwersarzom. Są bardzo dobrze zabezpieczone, część jest w sieciach wydzielonych. Dbamy, żeby być kilka kroków przed grupami hakerskimi – bezpieczeństwo danych jest dla nas priorytetem.

A jak jest z zabezpieczeniem przed zdarzeniami ekstremalnymi, typu wojna? Czy jest np. plan i zaplecze do alokowania danych i systemów do innych ośrodków?

Mamy w przygotowaniu projekt Ambasada Danych, który zakłada, że dane rejestrów będą umiejscowione w kontenerze mobilnym. W czasie pokoju ten kontener będzie zlokalizowany w Polsce. Powstaną procedury, jak zabezpieczyć dane w razie konieczności przetransportowania ich do innej lokalizacji. Pierwszy etap Ambasady Danych powinien być gotowy za ok. 1,5 roku.

A co z łącznością dla takiego kontenera?

Zakładamy, że będzie korzystał z łączności satelitarnej, ale raczej nie będzie to Starlink.

Czy pomysł na kontener jest wzorowany na tym, co zrobiła Ukraina?

Ukraińcy przenieśli dane do chmury AWS i Azure, ale część właśnie do kontenera, który umożliwia przechowywanie danych poza Ukrainą i gwarantuje bezpieczny dostęp.

Jedną z pana pierwszych decyzji po objęciu funkcji w COI było unieważnienie dużego przetargu na tzw. body leasing i zapowiedź robienia wszystkiego własnymi siłami. Tymczasem jakiś czas temu COI ogłosił przetarg na tego typu usługi. Skąd zmiana decyzji?

Chcemy podpisać umowę ramową, żeby móc skorzystać z zewnętrznego zespołu, gdyby pojawił się projekt wymagający szybkiej realizacji.

A czy w ostatnich dwóch latach ośrodek korzystał ze wsparcia zewnętrznych firm w ramach body leasingu?

W 2023 r. wydaliśmy na te usługi około 29 mln zł, w 2024 r., czyli już po decyzji o ograniczaniu usług obcych, było to 18 mln zł, a w 2025 r. niecałe 2 mln zł. To świadczy, że decyzja o ograniczeniu została wdrożona – jeśli nie ma potrzeby, nie korzystamy z obcych usług.

COI ogłasza sporo przetargów na sprzęt. Odświeżają państwo infrastrukturę?

Częściowo odświeżamy infrastrukturę sieciową i serwerową, żeby dostosować ją do odpowiedniego poziomu zabezpieczeń.

Przygotowują się też państwo do przetargu na usługi chmury publicznej Azure. Plan przechowywania publicznych danych w chmurze, której operatorem jest prywatna firma amerykańska, budzi kontrowersje.

Dążymy do minimalizacji wykorzystania chmury publicznej. Obecnie wykorzystujemy ją np. na potrzeby deweloperów związane z testowaniem kodu, do utrzymania kilku stron internetowych i wirtualnego asystenta w mObywatelu. Strategicznie jednak pracujemy nad suwerennymi rozwiązaniami. W 2026 r., być może nawet w pierwszej połowie, będziemy mieli własną infrastrukturę dla modelu językowego wirtualnego asystenta.

Pokaźne wydatki na licencje giganta

Obecnie nie ma oficjalnych danych, ile polskie państwo wydaje na produkty Microsoftu. Ostatnim oficjalnym dokumentem jest raport o cyfryzacji kraju ze stycznia… 2018 r. Według niego wtedy na licencje oprogramowania standardowego państwo wydawało około 3 mld zł rocznie, a największy udział w torcie (48 proc.) miał Microsoft. Za nim plasowały się Oracle i IBM. Wydatki na produkty giganta z Redmond można jednak próbować analizować przez pryzmat zamówień poszczególnych zamawiających. Przykładowo ZUS w ubiegłym roku podpisał trzyletnie umowy na zakup licencji oprogramowania pocztowo-biurowego MS Office w podziale na dwie części, z których pierwsza opiewała na 46,2 mln zł, a druga na 47,8 mln zł. Dodatkowo zawarł umowę na zakup serwerowego oprogramowania Microsoftu za niemal 48 mln zł. Centrum zakupów dla sądownictwa podpisało umowę ramową na dostawę oprogramowania Microsoftu na rzecz sądów powszechnych oraz Ministerstwa Srawiedliwości wraz z usługami towarzyszącymi z budżetem 720,6 mln zł. ARiMR za trzyletnią umowę na zakup usługi subskrypcji oprogramowania Microsoft wraz ze wsparciem technicznym zapłaci ponad 70 mln zł. Ostatnia umowa KOWR na pakiet oprogramowaniu biurowego opiewa na ponad 14 mln zł. BGK za trzyletni pakiet usług zapłaci niemal 60 mln zł. Microsoft sam nie startuje w przetargach, lecz działa przez pośredników. U publicznych zamawiających jego produkty oferują najczęściej APN Promise, Crayon, SoftwareOne i Integrated Solutions. Według danych Ministerstwa Finansów polski oddział Microsoftu w 2024 r. wypracował 540 mln zł przychodów i zapłacił 37,5 mln zł podatku CIT. W naszym kraju działa też Microsoft Poland Operations, specjalizujący się w centrach danych, który wygenerował w 2024 r. 728 mln zł przychodów i zapłacił 18,1 mln zł CIT.

Zamówienia na pozór otwarte

Z opublikowanego w grudniu 2025 r. raportu Fundacji Instrat „Zamówienia na pozór otwarte. Nierówne szanse producentów oprogramowania w zamówieniach publicznych polskiej administracji” wynika, że 99 proc. przeanalizowanych zamówień publicznych bezpośrednio lub pośrednio wyklucza produkty inne niż oferowane przez Microsoft. Do zamówień wprost wykluczających konkurencję eksperci zaliczyli aż 20 proc. Prawie cała reszta zawierała zapisy, które wykluczały konkurencję na inne sposoby, np. wymagając, by interfejs zawierał elementy 3D. Tylko jedno postępowanie zaklasyfikowano jako niepreferujące Microsoftu – przeprowadził je Narodowy Instytut Fryderyka Chopina. Wyniki analizy oznaczają, że Microsoft zmonopolizował rynek dostaw oprogramowania biurowego dla polskiej administracji, co wiąże się z poważnymi zagrożeniami. „Pierwsze, oczywiste, to ryzyko nagłego wzrostu cen. Monopolista nie musi się bać, że klienci przejdą do konkurencji. Ale możemy też obawiać się innych problemów, ponieważ to amerykańska korporacja, a nie polski rząd, kontroluje lwią część polskiej infrastruktury technologicznej. I może nam ją po prostu wyłączyć” – uważa Jarosław Kopeć, autor analizy.