Mroźna zima i galopujące koszty ogrzewania sprawiają, że Polacy sięgają po rozwiązania, które jeszcze niedawno uchodziły za ostateczność. Pellet drzewny jest nie tylko drogi, ale bywa także dość trudno dostępny. Wszystko przez nagłą zmianę pogody, co skutkuje wzrostem zainteresowania tego typu produktami, a przy tym także widocznymi podwyżkami. Obecnie standardowo ceny wynoszą już około 2 tys. zł za tonę. Jak zauważa serwis Spider’s Web, nie brakuje również ogłoszeń, gdzie ceny sięgają ponad 3 tys. zł. Tanio nie jest i właśnie to skłania Polaków do szukania alternatyw, które choć trochę odciążą ich domowy budżet. Niestety takie działania mogą mieć swoje konsekwencje.

Zobacz wideo Wiatraki, ciuchcie i… wasze ogrzewanie! Kasia Gandor króciutko o tym, jak przyda się kasa z KPO

Cena pelletu za tonę poszła w górę. Ludzie chcą, by było taniej

W okresie zimowym to jest raczej normalne, że cena rośnie. Wszyscy wiemy, że najbardziej opłaca się kupować pellet w okresie wiosenno-letnim, jednak ludzie tego nie robią

– wskazuje sprzedawca pelletu z województwa warmińsko-mazurskiego, cytowany przez portal Fakt. Warto jednak zaznaczyć, że niektórzy mogli nie spodziewać się aż tak dużych mrozów wyraźnie zwiększających zużycie i zapotrzebowanie na materiał. Swoje robią także przepisy, które zmotywowały wielu Polaków do wymiany kotłów.

Czyste Powietrze i inne programy w ciągu ostatnich trzech-czterech lat sprawiły, że gigantycznie wzrosła liczba montowanych kotłów na pellet. W związku z tym ludzie, którzy wymieniali kotły, nie mają dzisiaj odwrotu, muszą nim palić i płacić

– dodaje. W efekcie coraz więcej osób szuka alternatyw, stawiając na owies, jęczmień oraz pszenicę. Właściciele gospodarstw domowych mieszają ziarno z klasycznym opałem, by zmniejszyć koszty. Wszystko dlatego, że można je kupić nawet pięć razy taniej niż pellet. Cena takiego materiału wynosi zazwyczaj od 600 do 800 zł za tonę.

Sam mieszam jęczmień pół na pół z pelletem i piec długo trzyma temperaturę nawet w tęgie mrozy

– twierdzi rolnik z województwa wielkopolskiego, który oferuje jęczmień w cenie 600 zł za tonę.

Opał na nowych zasadach. To może być ryzykowne

Rolnicy, którzy nie sprzedali ziarna po żniwach, widzą w jego sprzedaży alternatywne źródło zarobku w sezonie zimowym, a właściciele domów obecnie chętnie kupują je, by nie przepłacać za opał. Inny rolnik w rozmowie z serwisem Fakt zauważa, że do tej pory palenie takim materiałem nie było popularne, lecz on sam na tym korzysta. Sprzedaje pszenicę za 800 zł, owies za 600 zł, pestki wiśni za 1 tys. zł oraz kukurydzę w cenie 27 zł za 25-kilogramowy worek. Niektórzy użytkownicy pieców twierdzą, że takie materiały spalają się wystarczająco dobrze i realnie obniżają koszty ocieplania domu, szczególnie przy bardzo niskich temperaturach. To pokazuje, że możliwości jest sporo, jednak warto przy tym wszystkim zachować zdrowy rozsądek.

Zobacz też: Drogi opał daje się we znaki. Właściciele kominków sięgają po inną opcję. Niewielu bierze ją pod uwagę

Przy obecnych trendach różnica między ceną pelletu a zbożem jest trudna do zignorowania, lecz eksperci nie kryją swoich obaw. Ostrzegają, że palenie zbożem w urządzeniach, które nie są do tego przystosowane, może skutkować trudnościami z zapłonem, nadmiernym zabrudzeniem paleniska, a nawet uszkodzeniem kotła. W efekcie użytkownicy mogą stracić gwarancję na urządzenie lub stanąć przed koniecznością kosztownej naprawy. Warto pamiętać, że pellet drzewny ma niską wilgotność i wysoką wartość opałową, a produkty zbożowe charakteryzują się inną chemią popiołu oraz większą zawartością składników mineralnych.

Materiał pelletowy łatwo się odpala i palniki, które radzą sobie z pelletem, mogą nie zapalić innych materiałów – kukurydzy, owsa, pestek wiśni. Wrzucenie tego do kotła może też spowodować utratę gwarancji urządzenia lub doprowadzić do problemów z jego działalnością

– wyjaśniał na łamach TVN dr inż. Jacek Biskupski z Polskiej Akademii Nauk. Choć prawo nie zabrania spalania biomasy, producenci kotłów często zastrzegają, że piece są certyfikowane tylko dla określonych paliw. Zmiana surowca na własną rękę może więc oznaczać brak ochrony gwarancyjnej. Niestety obecna sytuacja niektórym właścicielom gospodarstw nie pozostawia wyboru.

Źródła: TVN, fakt.pl, bizblog.spidersweb.pl

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.