Decyzja była spontaniczna. Czteroosobowa rodzina z Niemiec postanowiła w ubiegłym roku skorzystać z oferty last minute w Marsa Alam w Egipcie. Oczekiwania były proste — słońce, dobre jedzenie i relaks w pięciogwiazdkowym standardzie all inclusive. Rzeczywistość zweryfikowała te plany błyskawicznie. Choć hotel Jaz Elite Maraya na pierwszy rzut oka wyglądał luksusowo, Kamila Bulut szybko dostrzegła niepokojące sygnały.

Jakie były objawy Kamili Bulut?

Ile pieniędzy zażądał hotelowy lekarz?

Co spowodowało problemy zdrowotne rodziny?

Jak przebiegał proces rekonwalescencji Kamili?

Ostrzeżenie w butelce wody

Turystka w rozmowie z dziennikarzem telewizji RTL (materiał został opublikowany na stronie Stern.de) przyznała, że zaniepokoiła ją woda w pokoju. — Przeszkadzało mi to, że woda była przelewana. Na butelkę naklejano tylko prowizoryczną plombę — relacjonowała. Do tego dochodziły problemy z infrastrukturą. W hotelu miało dochodzić do częstych przerw w dostawie prądu, co w egipskim klimacie jest zabójcze dla żywności.

— Łańcuch chłodniczy został definitywnie przerwany. Tego dnia dostałam sałatkę grecką. Był na niej ser feta, który był bardzo miękki — wspomina Kamila.

Skutki były natychmiastowe. Następnego dnia 40-latka poczuła się fatalnie. Gorączka, dreszcze i ogólne osłabienie przykuły ją do łóżka. Po czterech dniach męczarni powiedziała mężowi:

„Potrzebuję lekarza, nie daję już rady”.

„2000 euro za kroplówkę”

40-latka udała się do hotelowego lekarza. Za samo badanie krwi zażądał 800 euro (ok. 3500 zł) płatne gotówką. To był jednak dopiero początek.

— Wykupiliśmy ubezpieczenie, które pokrywało wszystko, ale oczywiście nie mieliśmy przy sobie tyle gotówki. On powiedział, że następnego dnia chce mi podać kroplówkę, która kosztuje 2000 euro — opowiadała poszkodowana turystka.

Łącznie lekarz domagał się 2800 euro (ponad 12 tys. zł) do ręki.

Rodzina odmówiła zapłaty tak wygórowanej kwoty za podstawową pomoc przy dolegliwościach żołądkowych. Stan Kamili pogarszał się jednak z godziny na godzinę. Po sześciu dniach koszmaru rodzina Bulut podjęła decyzję o przerwaniu wakacji i natychmiastowym powrocie do Niemiec.

Po wylądowaniu w kraju lekarze postawili jej diagnozę: ostra niewydolność nerek oraz zapalenie otrzewnej.

Dziennikarz postanowił zweryfikować historię. Także się pochorował

Aby zweryfikować relację kobiety, reporter stacji RTL Max Hanke udał się do tego samego hotelu. Potwierdził doniesienia turystki — woda w jego pokoju również wyglądała na ręcznie przelewaną. Co więcej, mimo zachowania ostrożności, dziennikarz również padł ofiarą hotelowej kuchni.

— Muszę przyznać, że jedzenie w bufecie wyglądało naprawdę dobrze, ale już mnie mdli — relacjonował na miejscu, podejrzewając, że źródłem zatrucia są surowe warzywa myte w brudnej wodzie.

Podobnych przypadków jest więcej

Przypadek rodziny Bulut nie jest odosobniony. Eksperci z towarzystw ubezpieczeniowych alarmują, że Egipt stał się miejscem, gdzie koszty leczenia są sztucznie windowane do granic absurdu. Przedstawiciel Allianz cytowany w materiale przytacza drastyczne przykłady: 3200 euro za leczenie biegunki i wymiotów u trzylatka, 6000 euro za leczenie objawów grypopodobnych u dwóch osób dorosłych.

— Koszty leczenia w Egipcie wzrosły do tego stopnia, że należą obecnie do jednych z najwyższych — ostrzega ubezpieczyciel.

Jak nie dać się oszukać? Pod żadnym pozorem nie dajmy się zastraszyć i nie płaćmy gotówką pod presją chwili.

Jeśli zachorujemy za granicą:

  1. 1

    Skontaktujmy się z infolinią naszego ubezpieczyciela lub użyjmy dedykowanej aplikacji.

  2. 2

    Skorzystajmy z teleporady, by ocenić powagę sytuacji.

  3. 3

    Udajmy się do renomowanej placówki wskazanej przez ubezpieczyciela, a nie przypadkowego „hotelowego lekarza”.

Kamila wróciła do zdrowia, choć proces rekonwalescencji był długi. Biuro podróży zwróciło rodzinie jedynie 900 euro z zapłaconych 3100 euro za wycieczkę.

Wasze doświadczenia

Podczas waszego urlopu zdarzyły wam się problemy zdrowotne? Jak wyglądał kontakt z lokalnym lekarzem? Udało wam się uzyskać pomoc od ubezpieczyciela? Podzielcie się swoimi doświadczeniami. Na wiadomości czekam pod adresem: karolina.walczowska@redakcjaonet.pl