Około 9 rano na Lotnisku Chopina doszło do wybuchu ładunku nieznanego pochodzenia. Ładunek eksplodował w śmieciarce stojącej na rampie w okolicy graniczącej z lotniskiem 1 Bazy Lotnictwa Transportowego.

Na miejsce zostały wezwane służby lotniskowe, jednak według źródeł Onetu co najmniej przez godzinę nie pozwolono im interweniować. Śmieciarka przez ten czas po prostu miała stać na ulicy.

Nasi informatorzy zwracają uwagę na paraliż decyzyjny na lotnisku. Donoszą, że mimo ewidentnego zagrożenia dyrekcja lotniska nie podjęła decyzji o ewakuacji.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

  • Co było przyczyną eksplozji na Lotnisku Chopina?
  • Jakie działania podjęły służby po wybuchu?
  • Czy doszło do ewakuacji lotniska?
  • Jak długo po wybuchu opróżniono śmieciarkę?

„Służby państwowe prowadzą sprawę”

— Polskie Porty Lotnicze robią wszystko, żeby nie dopuścić do ewakuacji lotniska, ponieważ najważniejszy jest przepływ pasażerów, bo on wiąże się z dochodami. Jednak ktoś powinien tu zadbać o bezpieczeństwo ludzi — oburzają się nasi rozmówcy.

Kierownik działu komunikacji lotniska Piotr Rudzki potwierdził nasze doniesienia. — Faktycznie, podczas wywozu doszło do incydentu, ale teraz wszystkie służby działają tutaj. Służby państwowe prowadzą sprawę — powiedział.

Zaprzeczył z kolei twierdzeniom naszych informatorów, że przez dłuższy czas nie podejmowano interwencji przy śmieciarce.

Zapytaliśmy go także o kwestię ewentualnej ewakuacji lotniska. — Nie było takiej potrzeby. Ta sytuacja nie wpłynęła w żaden sposób na sytuację operacyjną lotniska — zaznaczył.

Z taką oceną nie zgadzają się nasi rozmówcy. – Aby służby mogły podjąć pełne działania, to muszą działać zgodnie z procedurami. Do tego potrzebne było co najmniej zatrzymanie ruchu do lotniska i ewakuacja okolicznych budynków. Na to nie było zgody ze strony lotniska. W końcu niemal po dwóch godzinach od wybuchu opróżniono śmieciarkę ze śmieci i służby mogły sprawdzić jej zawartość – mówią.