W środę 28 stycznia sekretarz stanu Marco Rubio poinformował przed komisją ds. stosunków zagranicznych Senatu, że ani specjalny wysłannik USA Steve Witkoff, ani zięć prezydenta Donalda Trumpa, Jared Kushner, nie będą uczestniczyć w rozmowach pokojowych.

Rubio nie podał konkretnego wyjaśnienia — powiedział jedynie, że „[Rosja i Ukraina] ponownie wznowią rozmowy w tym tygodniu. W tym kontekście rozmowy są dwustronne. Może pojawić się tam przedstawiciel USA, ale nie będzie to Steve ani Jared.”

To ogłoszenie najwyraźniej przykuło uwagę Kremla. Niespodziewanie rosyjski prezydent Władimir Putin polecił swojemu specjalnemu wysłannikowi Kiriłłowi Dmitriewowi, aby udał się do Miami, gdzie ten spotkał się z amerykańskimi urzędnikami.

Gdy USA robią krok w tył przy stole rozmów, Rosja nerwowo szuka wyjścia, bo ropa, czas i wpływy zaczynają jej wymykać się z rąk.

Na koncie Steve’a Witkoffa na portalu X (dawniej Twitter) pojawił się wpis.

„Dzisiaj na Florydzie rosyjski specjalny wysłannik Kiriłł Dmitriew odbył owocne i konstruktywne spotkania w ramach amerykańskiej mediacji na rzecz postępu w kierunku pokojowego rozwiązania konfliktu w Ukrainie. […] To spotkanie daje nadzieję, że Rosja pragnie pracować na rzecz zapewnienia pokoju w Ukrainie, i jesteśmy wdzięczni prezydentowi Trumpowi za kluczowe przywództwo w dążeniu do trwałego i solidnego pokoju”.

Owocne i konstruktywne dla kogo? To wciąż nie jest umowa pokojowa między Rosją a Stanami Zjednoczonymi. Rosja prowadzi wojnę z Ukrainą.

A gdzie była Ukraina? Gdzie była Europa? Dlaczego Rosji potrzebna była rozmowa „jeden na jeden” z zespołem Trumpa przed kolejnym spotkaniem? Biorąc pod uwagę sukcesy Ukrainy, Trump może tracić zainteresowanie rosyjską ropą.

Putin potrzebuje Ameryki

Mimo to coś się zmieniło. Witkoff znów leci na Bliski Wschód, aby uczestniczyć w trójstronnych rozmowach, przesuniętych teraz na 4 i 5 lutego w Abu Zabi.

Czy znów doszło do jakiejś umowy? A może wracają do starego porozumienia? Czy Rosja zaczyna rozumieć, że zespół Trumpa mógł właśnie zmienić reguły gry, a rosyjska ropa nie jest już tym atutem, za który Putin ją uważał?

Jeśli tak, to może to tłumaczyć, dlaczego rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow naciska, by wrócić do porozumienia, które Moskwa twierdzi — albo chce, byśmy uwierzyli — że zostało już zawarte między Putinem a Trumpem podczas szczytu na Alasce w sierpniu zeszłego roku.

Władimir Putin i Donald Trump, Anchorage, Alaska, 15 sierpnia 2025 r.

Władimir Putin i Donald Trump, Anchorage, Alaska, 15 sierpnia 2025 r.Julia Demaree Nikhinson/Associated Press/East News / East News

Jeśli faktycznie doszło tam do jakiegoś porozumienia — kluczowe słowo to „doszło” — Ukraina je unieważniła. Kijów odmawia zaprzestania oporu. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i jego generałowie nie zamierzają ulegać maksymalistycznym żądaniom Rosji.

A Putin potrzebuje USA, by to wymusić. Bo jego armia nie jest w stanie »zrealizować czeków«, które Kreml wystawia.

Ostatni atut Putina

Według Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS), rosyjska armia „posuwa się do przodu od 15 do 70 m dziennie od początku 2024 r., co jest tempem wolniejszym niż wiele kampanii w czasie I wojny światowej”, przy ponad 1 mln 240 tys. 680 stratach własnych.

Rosja traci żołnierzy na polu bitwy szybciej, niż jest w stanie ich zastąpić — nawet ponad 25 tys. miesięcznie. Dla armii, która zależy od dużych mas ludzkich, to poważny sygnał ostrzegawczy. Ukraina nadal militarne demaskuje Rosję.

Nic dziwnego, że Dmitriew tak pośpiesznie udał się do Miami. Może to próba „słodzenia oferty”, żeby skłonić USA do bardziej zdecydowanego działania razem z Ukrainą i NATO?

Dmitriew jest „finansowym człowiekiem” Putina — odpowiedzialnym za tworzenie „okazji ekonomicznych”. Kusi tymi „okazjami” zespół Trumpa, wiedząc, że amerykańskie firmy straciły ponad 324 mld dol. (ok. 1 bln 430 mld zł) po wycofaniu się z Rosji po jej inwazji na Ukrainę.

Specjalny przedstawiciel prezydenta Federacji Rosyjskiej Kiriłł Dmitriew oraz wysłannik prezydenta Stanów Zjednoczonych Steve Witkoff w Kremlu w Moskwie, Rosja, 2 grudnia 2025 r.

Specjalny przedstawiciel prezydenta Federacji Rosyjskiej Kiriłł Dmitriew oraz wysłannik prezydenta Stanów Zjednoczonych Steve Witkoff w Kremlu w Moskwie, Rosja, 2 grudnia 2025 r.KRISTINA KORMILITSINA / SPUTNIK / KREMLIN POOL / PAP

Ale czas ucieka. W miarę jak zasoby Kremla — zarówno fundusze, jak i żołnierze — maleją, czas staje się dla Rosji wrogiem.

Rosyjska ropa to jedyny pozostały sposób Putina, by kupić swojej wyczerpanej armii i gospodarce więcej czasu, aby dokończyć swoją prawie czteroletnią „specjalną operację wojskową” w Ukrainie.

Plan „win-win”, który spłonął

„The Wall Street Journal” podał, że podczas szczytu Trump–Putin odbyły się tajne rozmowy między największą rosyjską firmą państwową z sektora energetycznego a starszym wiceprezesem Exxon, Neilem Chapmanem, na temat powrotu do „ogromnego projektu Sachalin-1„. Oczywiście, jeśli oba rządy wyraziłyby na to zgodę w ramach procesu pokojowego w Ukrainie.

Projekt Sachalin-1 był jednym z największych inwestycyjnych przedsięwzięć Exxona — firma działała tam od 1995 r. i posiadała 30 proc. udziałów wraz z państwowym Rosnieftem oraz japońskimi i indyjskimi partnerami.

Szacuje się, że złoża Sachalin-1 zawierają ponad 2 miliardy baryłek ropy i ok. 485 mld m sześc. gazu ziemnego.

Miało to być rozwiązanie »win-win« między Waszyngtonem a Moskwą. Jedynym, który miał głos — i z którego skorzystał — była Ukraina, niszcząc rosyjskie rafinerie ropy.

Biorąc pod uwagę sukces Ukrainy, Trump może tracić zainteresowanie rosyjską ropą. Szczególnie w świetle ostatnich wydarzeń z ostatnich tygodni.

Nowa strategia Trumpa

Biały Dom może pójść dalej. Amerykańskie firmy naftowe wróciły do Wenezueli, a Stany Zjednoczone bronią nigeryjskich chrześcijan przed terrorystami ISIS, jednocześnie wspierając rząd pro-USA — co mogłoby dawać dostęp do tamtejszych złóż ropy.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Gbenga Komolafe, dyrektor wykonawczy Nigeryjskiej Komisji Regulacyjnej ds. Wydobycia Ropy (Upstream Petroleum Regulatory Commission), stwierdził, że rezerwy ropy i gazu w Nigerii osiągnęły rekordowy poziom 37 mld 240 mln baryłek.

A zdominowanie rynku ropy daje ogromną przewagę.

I jeśli reżim w Iranie by upadł, Trump mógłby kontrolować także ogromne rezerwy ropy naftowej Teheranu. Amerykańskie firmy paliwowe prawdopodobnie byłby bardzo zainteresowane powrotem do irańskich pól naftowych.

Iran jest szóstym co do wielkości producentem ropy na świecie — produkuje ok. 3 mln baryłek dziennie, co stanowi ok. 4 proc. globalnej produkcji ropy. Ma też 209 mld baryłek rezerw, ustępując tylko Wenezueli i Arabii Saudyjskiej. Jak podała CNN, „jego obecna produkcja dzienna jest mniej niż połową 6,5 mln baryłek dziennie, które Iran produkował w połowie lat 70-tych, zanim rewolucjoniści obalili szacha”.

Ciekawe. Gdy spojrzeć na to z innej perspektywy — nagle wydaje się, że to Rosja zaczyna gonić amerykańskich negocjatorów.

„Czy Rosja również jest gotowa?”

Zgodnie ze Strategią Bezpieczeństwa Narodowego USA na rok 2025, Waszyngton chce „zapobiec dominacji przez siły przeciwnika na Bliskim Wschodzie, w jego zasobach ropy i gazu oraz punktach strategicznych, przez które one przepływają”.

Zmiana reżimu w Iranie — z rządem pro-zachodnim — to jeden ze sposobów, by zapobiec dominacji przeciwnika na Bliskim Wschodzie. Myśl o rządzie przejściowym prowadzonym przez Rezę Pahlawiego w Iranie jest szeroko dyskutowana.

Reza Pahlawi w Genewie w Szwajcarii, 17 lutego 2025 r.

Reza Pahlawi w Genewie w Szwajcarii, 17 lutego 2025 r.SALVATORE DI NOLFI / PAP

Gdyby obecny irański rząd upadł, zagrożenie ze strony irańskiej Gwardii Rewolucyjnej na cieśninie Ormuz, a także zagrożenie ze strony Huti dla cieśniny Bab al-Mandab [która łączy Morze Czerwone z Zatoką Adeńską] byłoby znacznie mniejsze lub całkowicie wyeliminowane.

Czy taka nowa rzeczywistość — albo nowo zdobyta przewaga — mogłaby wystarczyć, by Rosja zrezygnowała ze swoich maksymalistycznych żądań?

A może Dmitriew i Ławrow wciąż wierzą, że Putin może „kupić” sobie wyjście z kryzysu i osiągnąć przy stole negocjacyjnym to, czego nie może na polach bitew Ukrainy?

Tymczasem Zełenski ogłosił na Telegramie, że „Ukraina jest gotowa do rzeczowych rozmów”.

Będziemy musieli poczekać i zobaczyć, czy Rosja również jest gotowa. My w to wątpimy.