Coraz więcej rozpoznań raka
4 lutego obchodzimy Światowy Dzień Walki z Rakiem (World Cancer Day). Z tej okazji warto rozmawiać nie tylko o chorobie nowotworowej, ale także o pacjentach, którzy się z nią mierzą. A tych z roku na rok jest coraz więcej. Z najnowszego raportu „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania – 2025”, opublikowanego przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Instytut Badawczy, wynika, że w ciągu 50 lat liczba rozpoznań chorób nowotworowych u mężczyzn zwiększyła się o ponad 55 tys., do blisko 90 tys. rocznie. Natomiast u kobiet odnotowano wzrost diagnoz o niemal 61 tys., do 91,5 tys. rocznie.
Szymon Chrostowski, założyciel i prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie oraz były prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych twierdzi, że z każdym rokiem takich diagnoz będzie więcej. Według niego choroby nowotworowe przegonią choroby układu krążenia, stając się pierwszą przyczyną zgonów w Polsce.
– Dlatego o chorobach nowotworowych trzeba mówić jak najwięcej, nie tylko z okazji Światowego Dnia Walki z Rakiem, choć oczywiście jest to bardzo dobry pretekst. Przede wszystkim warto jak najgłośniej mówić o pacjentach i o systemie, choć ten drugi trudno jednoznacznie ocenić – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie Szymon Chrostowski.
– Z jednej strony, mniej więcej od 2019 roku – oczywiście z krótką przerwą spowodowaną epidemią koronawirusa – mamy całkiem spore sukcesy w zakresie polityki lekowej. Na tle Europy wypadamy tutaj bardzo dobrze. Na naszych listach refundowanych znalazło się wiele innowacyjnych terapii onkologicznych, zwłaszcza immunoterapii, które są prawdziwym przełomem. Trzeba przyznać, że Ministerstwo Zdrowia w miarę na bieżąco uzupełnia braki w programach lekowych. Nie jest oczywiście perfekcyjnie, ale tutaj wystawiłbym systemowi taką silną czwórkę w szkolnej skali, za rozwój i za chęci. Ale są też minusy – dodaje Chrostowski.
Nowotwory diagnozowane są zbyt późno
Do problemów, z którymi mierzy się system opieki zdrowotnej w zakresie leczenia chorób nowotworowych, ekspert zalicza: zbyt późne stawianie diagnoz onkologicznych, bagatelizowanie objawów, zarówno przez pacjentów, jak i lekarzy, oraz problemy z otrzymywaniem karty DiLO, czyli Karty Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego. Została ona wprowadzona w 2015 roku, by zapewnić pacjentom onkologicznym nielimitowany dostęp do szybkiej diagnostyki i leczenia.
– Lekarze muszą mieć czas, by to nowoczesne leczenie, do którego coraz częściej mamy dostęp zastosować. A tu największym wrogiem jest późna diagnoza. Statystyki pokazują, że tylko 11 proc. pacjentów jest diagnozowanych w stanie T1, czyli tym najwcześniejszym. Polacy niezbyt chętnie chodzą do lekarza, często bagatelizują objawy i po pomoc zgłaszają się dopiero wtedy, gdy symptomy utrudniają im codzienne funkcjonowanie – wymienia Chrostowski.
– Jednak wina leży także po stronie lekarzy i systemu. Zdarza się, że medycy ignorują objawy, które mogą być podejrzane onkologicznie, takie jak zmęczenie, nocne poty, krwawienia, różnego rodzaju bóle, i leczą symptom, nie szukając jego przyczyny. To jest ogromny błąd. Natomiast winą systemu jest to, że często pacjenci są pozostawieni sami sobie. Zgłaszają się do lekarza czy szpitala i nie otrzymują np. karty DiLO. Wówczas nie są kierowani na tę szybką ścieżkę diagnostyczno-terapeutyczną i tracą cenny czas. A w onkologii czas to najcenniejsza waluta. Czasami miesiąc czy dwa mogą zadecydować o życiu pacjenta – podkreśla prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie.
Pierwsze objawy raka. Lekarz: „Powinien być to sygnał alarmowy”
Szybka ścieżka onkologiczna, w ramach DiLO, musi przebiegać zgodnie z wypracowanymi standardami. Przepisy szczegółowo regulują zarówno sposób prowadzenia pacjenta przez proces diagnostyczny, terminy realizacji np. badań, jak i wymagania, jakie musi spełniać podmiot udzielający świadczeń.
– Niektórzy pacjenci nawet nie wiedzą, że taka karta im przysługuje. Gdy nie są objęci tą szybką ścieżką onkologiczną, to przy podejrzeniu nowotworu bardzo długo czekają na badania. To pierwszy problem. Kolejnym jest fakt, że niektóre badania, takie jak np. pogłębiona diagnostyka obrazowa, nie są u nich wykonywane, bo np. w ośrodku, do którego trafili, skończyły się na nie limity. W ramach kart DiLO całość diagnostyki danego pacjenta, obejmująca także diagnostykę obrazową – rezonans magnetyczny czy tomografię komputerową, jest realizowana w sposób nielimitowany. A odpowiednio wczesne wykonanie takich badań poprawia nawet o 60 proc. rokowania pacjenta. Zdarza się, że pacjenci czekają na badania, a ich stan się pogarsza, np. guz się powiększa, pojawiają się przerzuty – tłumaczy Chrostowski.
Prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie podkreśla, że należy popracować również nad tym, by pacjenci onkologiczni byli kierowani i trafiali do jak najlepiej wyspecjalizowanych ośrodków.
– Dużo się teraz mówi o systemie ośrodków referencyjnych. Pacjenci często trafiają przez przypadek do ośrodków pierwszego czy drugiego stopnia, tam często są niestety leczeni niewłaściwie i nie są przekazywani do ośrodka trzeciego stopnia referencyjności, gdzie powinni trafić. Te ośrodki mają po prostu najlepsze kompetencje, by takich pacjentów leczyć. Często też dochodzi do paradoksu, że ośrodki pierwszego i drugiego stopnia „ukrywają” pacjenta onkologicznego po to, by odpowiednio go rozliczyć. To powoduje też wzrost braku zaufania do systemu – zaznacza Chrostowski.
Czytaj także: Objawy nowotworów przewodu pokarmowego. Wciąż są zbyt późno diagnozowane
Jak poprawić system?
Zatem co zrobić, by ten system uzdrowić i spowodować, że by z każdym rokiem leczenie pacjentów onkologicznych było coraz lepsze.
– Powinniśmy przede wszystkim zainwestować w profilaktykę. Dobrym przykładem są tutaj programy, takie jak „Profilaktyka 40 PLUS” czy obecnie realizowany program „Moje Zdrowie”. One nie tylko zachęcają do wykonywania badań, ale także do powrotu do lekarza rodzinnego z ich wynikami. Wówczas medyk ma szanse, by te wyniki zinterpretować i jeśli będzie taka potrzeba, zlecić dalszą diagnostykę. Pacjent wówczas nie musi chodzić od prywatnego lekarza do prywatnego lekarza, tylko ma diagnostykę i potem ewentualne leczenie w ramach systemu – tłumaczy Chrostowski.
Zdaniem eksperta złota ścieżka w przypadku leczenia onkologicznego powinna zawierać:
- diagnostykę,
- interpretację wyników,
- ewentualne badania obrazowe,
- leczenie,
- rehabilitację.
– W najbliższych latach prawdopodobnie czeka nas prawdziwe tsunami nowotworów. By uzdrowić system, musimy zrobić wiele, ale przede wszystkim musimy sprawić, by był on przyjazny dla pacjenta. Bo obecnie chory się w systemie gubi – podsumowuje Chrostowski.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.