Resort sprawiedliwości pracuje nad zmianami w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Chce, by część rozwodów przeniesiono z sądów do urzędów stanu cywilnego. Z rozwiązania mogłyby skorzystać pary bez dzieci i sporu w sprawie szczegółów majątkowych rozwodu, jeżeli ich małżeństwo trwa co najmniej rok. Ministerstwo ocenia, że w takiej sytuacji znajduje się około 40 proc. z blisko 60 tys. małżeństw rocznie, które próbują wziąć rozwód. Zmiany miałyby odciążyć sądy i zwiększyć autonomię małżonków.
Projekt przewiduje obowiązkowy czas na namysł małżonków od miesiąca do pół roku. Dopiero po tym okresie, jeśli decyzja się utrzyma, kierownik urzędu stanu cywilnego wpisałby rozwiązanie małżeństwa do rejestru. Łączny takiej procedury wynosiłby 320 zł (300 zł za czynności urzędowe i 20 zł opłaty skarbowej). Ministerstwo wskazuje, że podobne rozwiązania działają już m.in. we Francji, Hiszpanii, Portugalii i Włoszech.
Projekt przeszedł przez pierwsze czytanie w Sejmie i natychmiast wzbudził kontrowersje. Posłanki i posłowie Prawa i Sprawiedliwości złożyli wniosek o jego odrzucenie. Określają go jako uderzenie w porządek konstytucyjny i demontaż wymiaru sprawiedliwości. Obawiają się, że łatwiejsza procedura zachęci do rozwodów i osłabi trwałość małżeństw.
„Groźny sygnał”. Ostra reakcja PiS
Z sejmowej mównicy padały zarzuty skierowane przeciwko rządowi. – To próba destabilizacji małżeństwa, poprzez lekceważenie rozwodu. Ludzie nie będą mogli się nawet dobrze nad tym zastanowić! – mówiła posłanka PiS Maria Kurowska. Jej zdaniem państwo powinno wspierać małżeństwa w przezwyciężaniu kryzysu, np. poprzez politykę mieszkaniową, a nie ułatwiać rozstania.
Krytycznie wypowiadały się także inne posłanki PiS. – To groźny sygnał dla społeczeństwa, że przysięgi można rzucać na wiatr – mówiła Barbara Bartuś. – Obowiązkiem państwa jest chronić małżeństwa, a nie oferować im administracyjną drogę ucieczki od zobowiązań – dodała. Z kolei posłanka Wioletta Kulpa ostrzegała przed ryzykiem dla słabszej strony rozwodu i niepewnością prawną związaną z proponowanymi zmianami.
Koalicja rządząca akcentuje dobrowolność wprowadzanych zmian. – Przymusu nie będzie – podkreślała posłanka KO Barbara Dolniak. Zmiany mają być szansą na usprawnienie procedury dla par, które nie pozostają w konflikcie i są w pełni zgodne co do warunków rozwodu w urzędzie.
W sytuacjach, w których pochopny rozwód mógłby mieć poważne konsekwencję dla dzieci lub sytuacji jednego z małżonków, sprawa pozostanie w kompetencjach sądu. Parlamentarzyści koalicji rządzącej przekonywali, że państwo nie powinno wymuszać na parze pozostania w małżeństwie, jeśli ona sama jest zgoda co do rozwodu.
Źródło: Gazeta Wyborcza