We wtorek 2 lutego w wieku 86 lat zmarł Marian Kasprzyk, jeden z najwybitniejszych polskich zawodników, mistrz olimpijski w boksie z Tokio (1964), brązowy medalista z Rzymu (1960), prezes honorowy Bielskiego Klubu Bokserskiego Beskidy. To właśnie ta federacja przekazała przykrą informację o śmierci wspaniałego pięściarza.
Przez ostatnie lata w wyzwaniach dnia codziennego Kasprzyka wspomagał jego przyjaciel, Józef Sojka. Był przy mistrzu także w jego ostatnich chwilach. Nic nie wskazywało na to, że wtorek zakończy się w taki sposób. „Wszystko zaczęło się cudownie. Byliśmy na obiadku w naszym zaprzyjaźnionym hotelu. Był pyszny posiłek, do tego kawka i ciasteczko. Gdy wróciliśmy do mieszkania, mistrz nagle mówi do mnie, że idzie się położyć. A to niespotykane, żeby on nie zjadł kolacji” – opowiedział Arturowi Gacowi.
I dochodzi do takiej sytuacji, że kładzie się, a po chwili wstaje. Gdy wrócił z łazienki, poszedłem do niego, natarłem mu czoło amolem i powiedziałem: 'mistrzuniu, weź się prześpij’. Wszedłem do kuchni, a tu coś uderzyło. Idę, a on spadł z wersalki
Wezwał karetkę pogotowia, a ratownicy rozpoczęli walkę o życie pięściarza. Robili, co w ich mocy, lecz, niestety, bez oczekiwanego finału. Marian Kasprzyk zmarł tuż przed północą. Pozostawił po sobie piękne wspomnienia, ale i pustkę. Sygnalizują to ci, którzy mieli szczęście go poznać.
Nie żyje Marian Kasprzyk. Poruszające wyznanie Daniela Olbrychskiego
Po Marianie Kasprzyku pozostanie wiele, w tym poczucie wielkiej sportowej dumy z osiągniętych przez niego dziejowych sukcesów w ringu. Jego historia była inspiracją przy tworzeniu filmu „Bokser” (1966), w którym w główną rolę Tolka Szczepaniaka wcielał się Daniel Olbrychski. Dziś aktor nie ukrywa, że wiadomość o śmierci Kasprzyka mocno go zasmuciła.
„Bardzo smutno, ale taki jest kolej losu. Był ode mnie starszy o kilka lat. Wspaniały chłopak, wspaniały bokser, bardzo miły i skromny człowiek – takiego go pamiętam. I bardzo dobry człowiek, głęboko wierzący o legendzie 'zabijaki’, którym też trochę był, bo każdy z tych wielkich bokserów tego 'zabijakę’ musi w sobie mieć” – mówi dla portalu o2.
Podczas zdjęć do filmu panowie nie mieli okazji się spotkać. Olbrychski trenował natomiast z Leszkiem Drogoszem, przyjacielem Mariana Kasprzyka, brązowym medalistą w boksie z Rzymu (1960), mistrzem Europy, ale i niezawodowym aktorem. Na ekranie Drogosz debiutował właśnie w „Bokserze”, zagrał pięściarza Jacka Walczaka, przez co zresztą spotkały go reperkusje. Polski Związek Bokserski zdecydował wówczas o obłożeniu go zakazem walk w boksie amatorskim.
Olbrychski od młodości uprawia boks, więc treningi w ringu w związku z realizacją filmu nie były dla niego pierwszyzną. W domu w Podkowie Leśnej ma mieć nawet prywatną salkę bokserską im. Leszka Drogosza. Teraz wspomina, że po śmierci Drogosza (2012 rok), było tylko dwóch zawodników pamiętających „tarczę” Feliksa Stamma, zmarłego w 1976 roku i pochowanego na Powązkach nieodżałowanego mistrza boksu. On i Marian Kasprzyk. Dziś z tą wiedzą aktor został już sam.
„Śmialiśmy się przez parę ostatnich lat, że zostało nas tylko dwóch, którzy jeszcze pamiętają 'tarczę’ w bokserskim znaczeniu – czyli trening, gdzie trener trzyma złożone ręce, a zawodnik w rękawicach uderza różne złożone serie. Czasami było nas tylko dwóch. Tę tarczę trzymał słynny Feliks Stamm. Teraz zostałem już tylko ja jeden z tych legendarnych bokserów” – podsumowuje.

Marian KasprzykKASIA ZAREMBA/SEEast News

Daniel OlbrychskiArtur RakowskiAgencja FORUM
Kosmiczna Pia Skrzyszowska! Znakomity bieg PolkiPolsat Sport
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
