Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jefte Betancor podpina Ronalda Araujo do prądu:
O tym, jak obfity w wydarzenia był to mecz, niech świadczy sytuacja z końcówki pierwszej połowy. Ronald Araujo umiejętnie blokuje Antonio Puertasa, dzięki czemu Joan Garcia nie ma problemu z interwencją.
Golkiper Barcelony tak odzwyczaił się od udanych akcji kolegi (w sumie nic dziwnego), że aż ruszył za linię końcową, żeby mu pogratulować. I to z futbolówką w rękach! Na szczęście od zewnętrznej strony bramki. Skończyło się więc nie na golu, a na rzucie rożnym.
Hiszpan mógł pozwolić sobie na chwilę zapomnienia. Nic złego go za to nie spotka. W Barcelonie jest zdecydowanym numerem 1 i nie zmienią tego nawet nieco słabsze występy, jak przeciwko Realowi Sociedad czy Slavii Praga. Wojciechowi Szczęsnemu jest zbyt dobrze na ławce rezerwowych, a Marc-Andre ter Stegen właśnie stracił kolejny argument, na podstawie którego można by jeszcze na niego liczyć.
Za to można pochwalić Lewandowskiego
Po wyprawie do Albacete nie brakuje oczywiście głosów broniących Lewandowskiego. Głównie w kontekście postawy Marcusa Rashforda. Anglik był w tym meczu wyjątkowo niekompatybilny z Polakiem.
Gdy mógł strzelać, jak na samym początku spotkania, to mu podawał, i to niecelnie. Gdy mógł podawać, to Lewandowskiego nie dostrzegał, jak tuż po przerwie. A gdy pod koniec pierwszej połowy wstrzelił piłkę w kierunku Polaka, ten nie zdążył do podania. Choć i Anglik mógł być w tej sytuacji nieco bardziej precyzyjny.
Ostatecznie to i tak byłby tylko gol. Bo czy bramka ze Slavią Praga, czy Kopenhagą diametralnie wpłynęła na ocenę gry Lewandowskiego w tych spotkaniach? Otóż nie.
Tylko czy gdyby Anglik zachował się w którejś z tych sytuacji inaczej, to czy mamy pewność, że Lewandowski do siatki by trafił? Bo jeśli ktoś pomstował na Rahshforda, że po zmianie stron nie dostrzegł Lewandowskiego, nieco ponad 10 minut później musiał odpuścić. Bezpańska piłka, mnóstwo wolnej przestrzeni, a Polak uderza nie tylko lekko, ale i w bramkarza. Kurtyna.
Opisywana sytuacja od 5:56 w poniższym skrócie meczu:
Owszem, Lewandowski miał wkład w oba gole Barcelony, ale taki, za który aż wstyd go komplementować. Ale jeśli za coś mamy go pochwalić, to właśnie za to, że przy pierwszej bramce ściągnął za sobą obrońców, przez co Yamal mógł spokojnie skierować piłkę do siatki. Z kolei przy drugiej bramce w porę się skulił, przez co uderzona przez Araujo piłka trafiła nie w niego, a do siatki.
Choć nie wiem, czy to nie gruba przesada, żeby doceniać go za takie kwestie. One oczywiście składają się w jedną całość i ostatecznie też przyczyniają się do tego, że zespół wygrywa bądź nie. Tyle że nie po to Barcelona płaci mu najwięcej w drużynie. 26 mln euro to ponad dwa razy więcej niż wynosi budżet Albacete. I to nie tylko płacowy, ale całkowity.
Jeszcze starsi też potrafią strzelać. I to za dużo mniej
Wiadomo, że jego dozgonni apologeci wykładają w tym momencie na stół kartę z wiekiem. Wiadomo, że wszyscy inni piłkarze z podobnych roczników mogą pomarzyć o takim dorobku w czołowych ligach Europy. Diabeł tkwi jednak w szczegółach.
Najczęściej porównuje się go do Oliviera Giroud, mimo że jest od Polaka o prawie dwa lata starszy. Francuz ciągle coś tam w Lille strzela. Siedem goli w tym sezonie to wyraźnie mniej niż dorobek Lewandowskiego (12 bramek), ale gdyby tak posłużyć się argumentem wieku… Nie, nie będę uciekał się do takich tanich zagrywek.
Dużo bardziej adekwatnym kryterium jest wysokość pensji. Bo gdy Lewandowski marnuje znakomitą okazję, jak tę w 58. minucie meczu z Albacete, to kibice Barcelony momentalnie pocieszają się, że mogą pochwalić się 37,5-letnim napastnikiem? Czy może zżymają się, że 26 mln euro rocznie można by lepiej wykorzystać? Pytanie retoryczne…
Na deser dodam tylko, że Giroud inkasuje o 22,5 mln euro rocznie mniej od Lewandowskiego. Ktoś oczywiście taki kontrakt z Polakiem podpisał. Podobnie jak 13-milionową umowę z Ferranem. On na takie pieniądze nie zasłużył na żadnym etapie swojej kariery. Tylko że nie o tym jest ten tekst.
„On już wie”. Wygadał się w sprawie przyszłości Lewandowskiego
To tak naprawdę żadne prawdy objawione. Wiedzieliśmy to już przed meczem. Dlatego bodaj najważniejszą rzeczą, której dowiedzieliśmy się wtorkowego wieczora, są słowa wypowiedziane przez Marcina Gazdę.
Komentator Eleven Sports zdradził, że o przyszłości Lewandowskiego w Barcelonie rozmawiał z Tomaszem Smokowskim, co podsumował słowami: „On już wie”. Gazda próbował wyciągnąć od kolegi po fachu, jaka decyzja zapadła w biurach na Camp Nou, ale ten nie puścił pary z ust.
Gdyby jednak miało się okazać, że wtorkowy występ miał wpływ na decyzję o pozostaniu Lewandowskiego w Barcelonie, byłby to wpływ jednoznacznie negatywny. Tylko ile tak naprawdę jego meczów w tym sezonie skłoniłoby władze Barcelony do przedłużenia z nim umowy? I czy to dla nich jedyne kryterium?