Wielowątkowa, intensywna debata o polskiej gospodarce w gronie przedstawicieli świata biznesu, polityki oraz nauki i środowiska eksperckiego odbędzie się 9 lutego 2026 r. w Warszawie. Zapraszamy na EEC Trends. Rejestracja dostępna na stronie wydarzenia.

  • – Handel jest prawdopodobnie jedną z dziedzin, w których średnie mocarstwa mają największy wpływ na podejmowane decyzje – zauważył Alexander George, starszy dyrektor ds. geopolityki w Tony Blair Institute for Global Change (TBI).
  • – Należy jasno stwierdzić, że Chiny, zamiast szerzej otwierać się na import, wręcz wzmocniły ochronę własnego rynku i postawiły na bezpieczeństwo wewnętrzne oraz eksport – podkreśliła Bożena Wróblewska, prezeska Centrum Promocji Krajowej Izby Gospodarczej.
  • Europa i Polska muszą szukać innych kierunków. Dlatego też Unia Europejska dopina ważne umowy handlowe.

– Umowa handlowa z Mercosurem wysyła jasny sygnał, że UE stawia na sprawiedliwy handel zamiast ceł i na partnerstwo zamiast izolacji – mówiła podczas niedawnego szczytu gospodarczego w Davos szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

To nie jest przypadek, że Unia Europejska właśnie teraz dopina umowy handlowe z Indiami i państwami Mercosur, a także pracuje nad kolejnymi. 

W przypadku negocjacji z państwami Ameryki Łacińskiej rozmowy dotyczące umowy handlowej zaczęły się w 1999 roku i były wielokrotnie wstrzymywane. Negocjacje z Nowym Delhi Bruksela prowadziła od 2007 roku, a ich zakończenie w styczniu 2026 roku jest odpowiedzią na wyzwania związane z dużymi trudnościami w relacjach gospodarczych z USA. 

America First. W USA izolacjonizm, Europa otwiera się na świat

Donald Trump, traktując Unię Europejską jako głównego rywala w polityce gospodarczej, prowadzi działania, które mają wypchnąć europejskie firmy z rynku amerykańskiego – chyba że rozpoczną produkcję w USA, wtedy mogą liczyć na zachęty. W ramach polityki „America First” Donald Trump chce przyciągnąć inwestycje do swojego kraju, stosując presję wobec partnerów. Ta strategia może jednak nie okazać się skuteczna.

– Handel jest prawdopodobnie jedną z dziedzin, w których średnie mocarstwa mają największy wpływ na podejmowane decyzje – powiedział agencji Reutera Alexander George, starszy dyrektor ds. geopolityki w Tony Blair Institute for Global Change (TBI).

– Spójrzmy na Unię Europejską. Nagle (groźby handlowe Trumpa – red.) skupiły uwagę i udało się osiągnąć zamierzone cele – powiedział ekspert, odnosząc się do podpisania w styczniu mocno opóźnionego porozumienia handlowego między UE a Mercosurem oraz do zawartej pod koniec miesiąca umowy z Indiami.

Państwa spoza Unii Europejskiej, takie jak Wielka Brytania, również szukają możliwości pozyskania nowych rynków, które pomogą zrekompensować straty związane z cłami amerykańskimi.

Obniżenie ceł na szkocką whisky importowaną z Wielkiej Brytanii z 10 do 5 proc. oraz deklaracja gotowości do zwiększenia importu brytyjskich towarów i usług – to główne ustalenia po rozmowach premiera Keira Starmera ze swoim chińskim odpowiednikiem Li Qiangiem w Pekinie. Warto zaznaczyć, że te cła wróciły do poziomu sprzed roku, ale według Downing Street przyniesie to brytyjskim eksporterom korzyści rzędu 250 mln funtów (345 mln dol.) w ciągu pięciu lat.

Chiny nie zrekompensują Unii rynku amerykańskiego

Rynek chiński działa wedle ściśle ustalonych prawideł, a zwiększenie importu nie jest priorytetem gospodarki Państwa Środka.

– Należy jasno stwierdzić, że Chiny, zamiast szerzej otwierać się na import, wręcz wzmocniły ochronę własnego rynku i postawiły na bezpieczeństwo wewnętrzne oraz eksport. Obserwujemy nawet częstsze wizyty grupy przedsiębiorców chińskich w Polsce niż przed rokiem – podkreśliła w rozmowie z WNP Bożena Wróblewska, prezeska Centrum Promocji Krajowej Izby Gospodarczej.

Przyznała, że w praktyce oznacza to, że rynek chiński wcale nie stał się alternatywą dla osłabionego handlu z USA. – Dla Europy spadek płynności w handlu z USA nie może być zrekompensowany wzrostem eksportu do Chin, ponieważ import do Państwa Środka pozostaje ograniczony i silnie regulowany. To uderza zarówno w Europę, ale także w wiele państw azjatyckich, liczących na większą chłonność chińskiego rynku – zaznaczyła nasza rozmówczyni.

Jej zdaniem w związku z tą nierównowagą Polska, podobnie jak inne kraje Unii Europejskiej, powinna budować szerokie partnerstwa w różnych częściach świata.

– Europa i Polska muszą szukać innych kierunków, gdzie popyt realnie rośnie. Ciekawym i perspektywicznym rynkiem są Indie, do których eksport UE w 2024 r. wyniósł ok. 49 mld euro, oraz kraje ASEAN (Wietnam, Filipiny, Indonezja, Malezja), gdzie eksport UE wyniósł ok. 94 mld euro – zaznaczyła Bożena Wróblewska.

Jak podkreśliła, choć eksport UE do Chiny był wyższy (ok. 213 mld euro), to bilans handlowy pokazuje bardzo dużą nierównowagę handlową i ograniczony dostęp do rynku.

– Dla Europy i Polski realną alternatywą jest model wielokierunkowy, czyli poza wspomnianymi wyżej Indiami i krajami ASEAN istotne kierunki to bogate rynki Azji Wschodniej (Japonia, Korea Pd.), Bliski Wschód (czyli ZEA czy Arabia Saudyjska), a także niektóre rynki Afryki (Nigeria, Kenia czy RPA) – zaznaczyła prezeska Centrum Promocji Krajowej Izby Gospodarczej.

Jak podsumowała Bożena Wróblewska, kraje Unii Europejskiej, szukając alternatywnych rynków wobec Stanów Zjednoczonych, nie powinny liczyć na takie państwa jak Chiny, tylko budować mniejsze partnerstwa z szeregiem państw, które jedynie en masse mogą zrównoważyć deficyty powstałe w wyniku perturbacji w wymianie handlowej z USA.

Europa nie powinna podążać konfrontacyjnym kursem Donalda Trumpa

Niezależnie od skuteczności w pozyskiwaniu nowych rynków przez kraje europejskie, Stany Zjednoczone pozostaną ważnym partnerem handlowym dla Wspólnoty. Wojna handlowa z Ameryką Europie się nie opłaca.

„17 stycznia 2026 r. prezydent Trump zagroził nałożeniem 10-procentowych ceł na osiem krajów europejskich, które wysłały personel wojskowy do Grenlandii w celu wsparcia suwerenności Danii. Cztery dni później, po spotkaniu w Davos z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte, Trump wycofał groźbę. Nie nałożono żadnych ceł. Jednak incydent ten ujawnił strukturalne słabości, które mogą się pojawić kiedy amerykański prezydent zdecyduje się zaostrzyć kurs wobec Europy” – czytamy w analizie na stronie brytyjskiego Uniwersytetu Aston.

Warto zaznaczyć, że wprowadzenie odwetowych działań wobec Amerykanów wcale nie jest opłacalne dla Europejczyków. Odwetowe cła uderzają przede wszystkim w konsumentów – podają brytyjscy naukowcy.

Z kolei na Uniwersytecie Aston obliczono, co by się stało, gdyby Stany Zjednoczone nałożyły na Europę 25-procentowe cła (np. w wyniku kolejnych nieporozumień na tle Grenlandii). Z wyliczeń wynika, że koszt dla europejskiej gospodarki wyniósłby 0,26 proc. dochodu na mieszkańca, gdyby Europa nie nałożyła cel odwetowych. Stanowi to mniej niż połowę zakładanych kosztów w przypadku nałożenia 25-procentowych ceł odwetowych.