- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
Wypadek
Niedziela, 25 stycznia. Kilkanaście minut po godz. 13 na strzeżonym przejeździe kolejowym w Błoniu niedaleko Warszawy zepsuł się ford focus. Utknął na środku torów. Kierowca, jego pasażerowie i przybyli na miejsce policjanci przez kilka minut próbowali zepchnąć pojazd z przejazdu. Niestety bez skutku, bo urwane zawieszenie zablokowało się w szczelinie między szyną a nawierzchnią. Gdy zamknęły się rogatki i zobaczyli nadjeżdżający pociąg, usunęli się na bok.
W samochód stojący na przejeździe najpierw uderzył pociąg relacji Szczecin-Rzeszów. Siła uderzenia odrzuciła auto na sąsiedni tor, którym jechał pociąg z Warszawy do Berlina. I on także zderzył się z osobówką, w efekcie czego zarówno wrak samochodu, jak i lokomotywa stanęły w płomieniach i zatrzymały się około 200 metrów od przejazdu. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Strażacy, którzy gasili pożar, z obu pociągów ewakuowali prawie 600 pasażerów.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Prokuratura Rejonowa w Grodzisku Mazowieckim wszczęła śledztwo w sprawie wypadku. Prowadzi je z art. 174 par. 1 kodeksu karnego, czyli umyślnego sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, za co grozi kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia.
- Jakie były okoliczności wypadku na przejeździe kolejowym?
- Dlaczego zawiadowca stacji nie poinformował maszynistów o samochodzie?
- Jakie procedury bezpieczeństwa nie zostały zachowane?
- Co wykazało nagranie rozmów z radiostacji?
W tej sprawie zwróciliśmy się z pytaniami do prokuratury. Czekamy na odpowiedzi.
Zapis z radiostacji
Onet ma nagrania rozmów między maszynistami a zawiadowcą stacji w Błoniu, które były prowadzone na kilkanaście minut przed i kilka minut po zderzeniu pociągów z osobówką. Z zapisu radiostacji wynika, że nic nie zapowiada tragedii. Zawiadowca nie informuje maszynistów o samochodzie, który utknął na torach, choć od kilku minut trwała już próba zepchnięcia go z przejazdu a na miejscu byli policjanci. Nie robi tego też wtedy, gdy zamykają się rogatki.
W pewnym momencie na nagraniu słychać melodyjkę, która trwa ponad pół minuty. — To jest sygnał „radiostop”. Uruchomił go maszynista pociągu, który uderzył w samochód jako pierwszy. Sygnał jest długi, bo maszynista wcisnął guzik alarmu i uciekł z kabiny, włączając hamowanie nagłe oraz „radiostopem” zatrzymał inne pociągi. Po kilku sekundach po zderzeniu wrócił do kabiny i powiadomił o zdarzeniu oraz uruchomił procedury awaryjne — mówi Onetowi Piotr Kłosek-Krawcowicz, ekspert od zabezpieczeń systemów radiowych, a także zabezpieczeń PKP, który przeanalizował nagranie.
Facebook/ OSP Błonie
Przejazd kolejowy w Błoniu, na którym doszło do wypadku
— Na przejeździe samochód między rogatkami. Niestety, uderzyliśmy w niego — słychać głos maszynisty.
Zaraz potem ten sam głos dodaje: — Policja już jest na miejscu, pogotowie też by się przydało.
Później przez kilkadziesiąt sekund mimo kilkukrotnego wywoływania nikt ze stacji w Błoniu się nie zgłasza. Po chwili maszynista prosi o wyłączenie sieci trakcyjnej i wezwanie straży pożarnej do palącej się lokomotywy.
— Już dzwonimy wszędzie — słychać kobiecy głos w odpowiedzi, który niecałe pół minuty później dodaje: — Straż powiadomiona, pogotowie również. Napięcie zaraz będzie wyłączone.
„Po co są te kamery?”
Przejazd przy ul. Poniatowskiego w Błoniu, na którym doszło do wypadku, jest wyposażony w kamerę monitoringu, a zawiadowca stacji na bieżąco ma na nią podgląd. Zakładając, że system działa poprawnie, powinien widzieć na swoim pulpicie samochód, który zepsuł się na torach.
— Zawiadowca stacji ma podgląd na wszystkie automatyczne przejazdy na terenie stacji w Błoniu. Widzi na nich, czy po zamknięciu zapór nikogo tam nie ma. Widzi też z dokładnością do metrów, gdzie są pociągi. Ponadto system tych kamer jest wyposażony w analizę obrazu, która powoduje, że wyzwalany jest alarm, gdy coś lub ktoś jest na torach w momencie ich zamknięcia. Zawiadowca stacji powinien jako pierwszy uruchomić „radiostop” i już kilka minut wcześniej zatrzymać wszystkie pociągi z uwagi na samochód, który utknął na przejeździe, gdyż sytuacja nie była nagła. Tak się jednak nie stało — podkreśla Piotr Kłosek-Krawcowicz.
— W sytuacji prawidłowej zawiadowca stacji układa drogę przebiegu dla pociągów, ustawia semafory, sprawdza, czy zapory automatyczne się zamknęły oraz na kamerach sprawdza, czy nie ma nikogo pomiędzy zaporami na torach. Gdy wszystko jest w porządku, nie mówi nic do maszynisty przez radiostację. Tak działają procedury bezpieczeństwa na przejazdach automatycznych z kamerami podłączonymi do pulpitu zawiadowcy stacji — zaznacza.
I dodaje: — Po co są te kamery? Chyba właśnie po to, by zatrzymać pociągi, gdy ktoś lub coś znajdzie się na torach.
W jego ocenie w tej sytuacji nie zadziałało zbyt wiele procedur, a do wypadku, jeśli system monitoringu działał poprawnie, przyczynił się błąd zawiadowcy. Uważa też, że reakcja policji powinna być zdecydowanie inna.
— Dyżurny policjant wysyłający na miejsce funkcjonariuszy powinien skontaktować się z nastawnią kolejową i nakazać natychmiastowe zatrzymanie ruchu pociągów — mówi Piotr Kłosek-Krawcowicz.
Chwali jednocześnie za refleks maszynistę pociągu, który nadał sygnał „radiostop”. — Tylko dzięki jego reakcji nikt nie zginął — uważa.
Oficjalnie przyczyny wypadku nie są jeszcze znane. Sprawę bada prokuratura, a ze strony PKP komisja kolejowa.
Kontakt z autorem: tomasz.pajaczek@redakcjaonet.pl