Aneks jednak konwojem pojechał do marszałków Sejmu i Senatu – Włodzimierza Czarzastego i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej – by dopełnili formalności i wydali swoje opinie w sprawie ujawnienia aneksu. Opinie te nie mają najmniejszego znaczenia, ale ustawa tego wymaga. Marszałkowie mają na to miesiąc.

Ujawnienie aneksu to nie jest żaden priorytet Nawrockiego. Od lat o to zabiegał jednak jego jeden z najbliższych współpracowników (był szefem BBN), a prywatnie przyjaciel – Sławomir Cenckiewicz. Nawrocki uznaje autorytet Cenckiewicza w sprawach służb. Jak mówił Cenckiewicz, rozmawiali o aneksie i prezydent od początku prezydentury chciał go ujawnić.

Fundamentalna różnica

Sam proces ujawniania aneksu był jednak poza Cenckiewiczem. To wiceszef BBN gen. Andrzej Kowalski – dziś, po rezygnacji Cenckiewicza, p.o. szefa BBN – pracował nad zaczernianiem fragmentów z danymi osobowymi i wrażliwymi, by dostosować dokument do wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Ze słów Cenckiewica wynika, że chciałby jak najszerszego ujawnienia aneksu. Wedle Cenckiewicza – co mówił publicznie – od stworzenia aneksu upłynęło już tyle czasu, że jest to dokument historyczny, a informacje w nim zawarte przestały być wrażliwe.

Przez ostatni miesiące Cenckiewicz przyjeżdżał na Nowogrodzką, by rozmawiać z Jarosławem Kaczyńskim. Często w cztery oczy. Nie znamy przebiegu tych rozmów, ale naturalne jest, że temat ujawnienia aneksu do raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych powinien się pojawić. Bo prezydent Nawrocki deklarował, że go ujawni, a Cenckiewicz był jego współtwórcą.

Między Pałacem Prezydenckim a Nowogrodzką jest w sprawie ujawniania aneksu fundamentalna różnica. Karol Nawrocki, uznający w tych sprawach autorytet Sławomira Cenckiewicza, jest jednoznacznie za ujawnieniem aneksu. Jarosław Kaczyński mówi od zawsze „nie”. – Prezes zawsze był przeciwko odtajnieniu aneksu – słyszymy od polityka PiS bliskiego Nowogrodzkiej. Kaczyński zbyt dobrze zna Antoniego Macierewicza – twórcę aneksu – by mu ufać. A przede wszystkim: brat prezesa PiS, Lech Kaczyński zajął w sprawie aneksu jednoznaczne stanowisko: był przeciw jego ujawnieniu.

– Nie uważam, żeby to upublicznienie było jakimś szczególnie ważnym aktem. Przyłączam się do tego, co wtedy powiedział mój świętej pamięci brat, że tam jest wiele tez o charakterze publicystycznym, a nie takim, które powinny być w tego rodzaju dokumencie – powiedział dziennikarzom w niedzielę w Parczewie, gdzie odbyło się uroczyste odsłonięcie Ronda Prezydenta im. Lecha Kaczyńskiego, reagując na zapowiedź prezydenta. Według niego w aneksie są „bardzo wątpliwe tezy, jeżeli chodzi o ich udowodnienie”, „bardzo ryzykowne”.

Nie robić wielkiej pompy

Lech Kaczyński po lekturze twierdził, że „Antoni Macierewicz czasami formułuje tezy zbyt daleko idące w stosunku do faktów, którymi dysponuje”. Uznał aneks za publicystykę, a więc za rzecz ośmieszającą dla państwa. Lech Kaczyński, mając za sobą lekcję głównego raportu, nie dowierzał Macierewiczowi i dlatego prosił, by mu dostarczyć niektóre dokumenty w oryginale. A gdy je dostawał, to utwierdzał się z decyzji, że aneks musi leżeć w sejfie.

Nie ma w polskiej polityce dokumentu, który by obrósł większą legendą niż 886 stron aneksu do raportu z likwidacji WSI. Powstał on w 2007 r. Jego autorem jest przede wszystkim Antoni Macierewicz, ale tworzył go również Sławomir Cenckiewicz. Aneks teoretycznie miał być jedynie dodatkiem do samego raportu – choć dwa razy obszerniejszym – lecz przerósł go nie tylko objętością, ale i tajemniczością.

W jednym z wywiadów były już szef BBN stwierdził, że trzeba po prostu zakończyć proces ujawniania aneksu i „nie robić wielkiej pompy” wokół niego. I, co powiedział wprost, ujawnienie będzie istotne, ale „dla osób, które się tym interesują, [bo to] przyczynek do oceny czym były WSI”.

– Będzie pewien zawód po opublikowaniu – mówił Nawrocki ostatnio. W aneksie ma być wiele o Bronisławie Komorowskim. O nielegalnym handlu bronią. O korzeniach mafii w Polsce. Publikacja aneksu nie będzie bombą atomową, ale środowiskom prawicowym bliskich zwłaszcza „Gazecie Polskiej”, publicystom i historykom z tej flanki dostarczy dużo materiału – zwłaszcza do rozszyfrowywania, kto i co się kryje w zaczernionych polach.